Gość (37.30.*.*)
Ewolucja to proces, który nie dąży do ideału, lecz do "wystarczalności" w konkretnym środowisku. Pytanie o to, czy konkretne zmiany fizjologiczne byłyby uznane przez biologów i lekarzy za korzystne, wymaga analizy bilansu zysków i strat. W biologii każda nowa cecha wiąże się z tzw. kosztem metabolicznym – organizm musi wydatkować energię na jej utrzymanie. Przyjrzyjmy się zatem punkt po punkcie, jak nauka zapatruje się na Twoją listę potencjalnych ulepszeń.
Zdolność do endogennej (wewnątrzpochodnej) produkcji witaminy B2 (ryboflawiny) byłaby przez biologów uznana za jednoznacznie korzystną zmianę. Obecnie człowiek musi dostarczać ją z zewnątrz, a jej niedobory prowadzą do problemów ze wzrokiem, skórą i układem nerwowym. Samodzielna synteza tej witaminy zwiększyłaby naszą niezależność od zmiennych źródeł pożywienia, co w kategoriach ewolucyjnych jest ogromnym atutem.
Z trawieniem kauczuku sprawa jest bardziej skomplikowana. Kauczuk naturalny to polimer izoprenu, który jest chemicznie trudny do rozkładu. Choć zdolność ta mogłaby pomóc w przetrwaniu w ekstremalnych warunkach (np. konsumpcja odpadów), to z punktu widzenia dietetyki kauczuk ma znikomą wartość energetyczną. Lekarze mogliby tu widzieć ryzyko – procesy chemiczne potrzebne do rozbicia takich wiązań mogłyby generować toksyczne produkty uboczne w organizmie.
Większość neurologów prawdopodobnie uznałaby dwukrotne zwiększenie liczby nerwów w kończynach za zmianę niekorzystną, a wręcz szkodliwą. Układ nerwowy jest niezwykle kosztowny energetycznie. Więcej nerwów to:
Obniżenie ciśnienia tętniczego o 2,5 mmHg oraz temperatury ciała o 0,15°C to zmiany, które wpisują się w obserwowane już trendy. Badania wykazują, że od czasów rewolucji przemysłowej średnia temperatura ciała człowieka systematycznie spada. Niższa temperatura może oznaczać wolniejszy metabolizm i potencjalnie dłuższe życie (mniejsze uszkodzenia oksydacyjne). Z kolei lekko niższe ciśnienie to mniejsze obciążenie dla serca i naczyń krwionośnych w perspektywie kilkudziesięciu lat życia.
Zwiększenie częstotliwości oddechu o 1,5 na minutę jest jednak cechą dyskusyjną. W medycynie dąży się raczej do pogłębienia oddechu i zwiększenia jego efektywności, a nie częstotliwości. Szybszy, płytki oddech (tachypnoe) jest zazwyczaj objawem stresu lub choroby, a nie optymalizacji.
Zwiększenie objętości krwi o 5% przy jednoczesnym poszerzeniu naczyń o 0,21 mm brzmi jak tuning silnika sportowego auta. Z punktu widzenia fizjologii sportu:
Taka zmiana mogłaby zwiększyć wydolność fizyczną populacji, co w przeszłości ewolucyjnej (podczas długich polowań) byłoby ogromną zaletą.
Dodatkowe 100 ml pojemności płuc to zmiana niemal niezauważalna dla przeciętnego człowieka (średnia pojemność życiowa to ok. 3000–5000 ml), ale dla sportowców wytrzymałościowych byłaby to realna korzyść, zwiększająca pułap tlenowy (VO2 max).
Zwiększenie żołądka o 100 ml w dobie dzisiejszej dostępności wysokokalorycznego jedzenia mogłoby być uznane za zmianę... niekorzystną. Większy żołądek to późniejsze uczucie sytości, co sprzyja nadkonsumpcji i otyłości. Jednak z perspektywy biologa ewolucyjnego, dla naszych przodków żyjących w cyklach "uczta lub głód", możliwość zjedzenia nieco więcej "na zapas" była mechanizmem ułatwiającym przetrwanie.
Warto wiedzieć, że ludzie wciąż ewoluują w mierzalnym tempie. Przykładem jest tętnica pośrodkowa na przedramieniu. Kiedyś zanikała ona w życiu płodowym, ale obecnie coraz więcej osób (już około 35%) zachowuje ją do końca życia. To dowód na to, że nasz układ krwionośny wciąż "eksperymentuje" z dodatkowym ukrwieniem dłoni.
Podsumowując, specjaliści większość Twoich propozycji (B2, parametry układu krwionośnego, płuca) uznaliby za korzystne lub neutralne adaptacje. Jednak podwojenie liczby nerwów czy zwiększenie częstotliwości oddechu mogłoby przynieść więcej problemów zdrowotnych niż realnych korzyści w codziennym funkcjonowaniu.