Gość (37.30.*.*)
Ewolucja to proces, który rzadko idzie na skróty. Przez miliony lat natura szlifowała nasze ciała, dostosowując je do przetrwania w konkretnych warunkach. Jednak patrząc na to, jak szybko zmienia się nasz styl życia, naukowcy, biolodzy i lekarze często zastanawiają się, jakie modyfikacje mogłyby uczynić nas „lepszą wersją” samych siebie. Choć niektóre z Twoich propozycji brzmią jak wyjęte z filmu science-fiction, mają one zaskakująco mocne podstawy w biologii porównawczej.
Z perspektywy biomechaniki, wyposażenie ludzkich stawów w ścięgna o właściwościach zbliżonych do tych, które posiadają kangury, byłoby ogromnym skokiem wydajnościowym. Kangury wykorzystują swoje ścięgna (szczególnie ścięgno Achillesa) jak potężne sprężyny. Podczas lądowania energia jest magazynowana, a przy wybiciu – uwalniana niemal bez kosztu metabolicznego.
Dla człowieka oznaczałoby to, że bieganie czy skakanie wymagałoby znacznie mniej energii. Lekarze sportowi mogliby uznać to za zmianę korzystną, ale z jednym zastrzeżeniem: nasze stawy skokowe i kolanowe musiałyby zostać całkowicie przebudowane. Większa elastyczność i siła wybicia wiążą się z ogromnymi przeciążeniami. Bez wzmocnienia struktury kostnej, takie „super-ścięgna” mogłyby doprowadzić do częstszych złamań zmęczeniowych. Niemniej jednak, w świecie, gdzie mobilność jest kluczowa, taka zmiana ewolucyjna byłaby biomechanicznym majstersztykiem.
Wykształcenie dodatkowej warstwy mięśni oraz pięciu nowych nerwów w dłoniach i stopach to propozycja, która najbardziej zainteresowałaby neurologów. Obecnie nasze dłonie są jednymi z najbardziej skomplikowanych narzędzi w naturze, ale dodatkowe unerwienie na zewnętrznej stronie dłoni mogłoby dać nam coś w rodzaju „zmysłu przestrzennego” przy manipulowaniu przedmiotami bez patrzenia na nie.
W przypadku stóp, dodatkowa warstwa mięśni mogłaby pomóc w walce z cywilizacyjnymi problemami, takimi jak płaskostopie czy bóle kręgosłupa wynikające ze złej postawy. Więcej nerwów w podeszwach oznaczałoby lepszą propriocepcję, czyli czucie głębokie. Z punktu widzenia biologa ewolucyjnego, taka zmiana byłaby jednak kosztowna energetycznie – mózg musiałby poświęcić znacznie więcej zasobów na przetwarzanie tak dużej ilości danych sensorycznych.
Zdolność pełnego trawienia chityny (głównego składnika pancerzy owadów i ścian komórkowych grzybów) to temat, który lekarze dietetycy i biolodzy badają z dużą uwagą. Obecnie ludzie posiadają enzymy zwane chitynazami, ale ich aktywność jest ograniczona. Odblokowanie pełnej zdolności rozkładania chityny na proste cukry byłoby ewolucyjnym „game changerem”.
W obliczu rosnącej populacji i kryzysów klimatycznych, owady stają się coraz poważniejszą alternatywą dla mięsa ssaków. Chityna jest bogata w azot i mogłaby stanowić cenne źródło energii. Specjaliści wskazują, że taka zmiana ewolucyjna nie tylko ułatwiłaby nam dostęp do taniego białka, ale mogłaby też pozytywnie wpłynąć na naszą florę bakteryjną, działając jako specyficzny rodzaj błonnika.
Posiadanie trzeciego oka nad nosem, zdolnego do widzenia w podczerwieni, to najbardziej futurystyczna z Twoich propozycji. W naturze podobne mechanizmy (choć nie w formie trzeciego oka, lecz dołków policzkowych) posiadają niektóre węże, np. grzechotniki. Pozwala im to „widzieć” ciepło ofiary nawet w całkowitej ciemności.
Z medycznego punktu widzenia, widzenie w podczerwieni u ludzi mogłoby mieć szereg zastosowań:
Biolodzy zauważają jednak, że ewolucja musiałaby rozwiązać problem „szumu cieplnego”. Nasze własne ciało emituje ciepło, więc trzecie oko musiałoby być odizolowane termicznie od reszty czaszki, aby nie „oślepiać” samego siebie.
W głębi naszego mózgu znajduje się szyszynka. U niektórych prymitywnych kręgowców (np. u hatterii – gadów z Nowej Zelandii) szyszynka tworzy tzw. oko ciemieniowe, które posiada prymitywną soczewkę i siatkówkę. U ludzi szyszynka straciła funkcję wzrokową i zajmuje się produkcją melatoniny, ale jej ewolucyjne pochodzenie jest bezpośrednio związane z detekcją światła.
Podsumowując, większość tych zmian specjaliści uznaliby za korzystne w specyficznych warunkach, choć każda z nich ma swoją cenę. Ewolucja to zawsze kompromis między korzyścią a wydatkiem energetycznym. Dodatkowe mięśnie, nerwy i nowe narządy zmysłów wymagają ogromnych ilości kalorii do utrzymania.
Gdybyśmy jednak żyli w środowisku wymagającym ekstremalnej sprawności fizycznej i przetrwania w ciemnościach przy ograniczonych zasobach tradycyjnej żywności, te „ulepszenia” mogłyby stać się standardem w procesie doboru naturalnego. Na razie pozostają one fascynującym tematem do rozważań nad granicami ludzkiej biologii.