Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, jakie dodatkowe elementy mogłyby usprawnić ludzkie ciało, od lat rozpala wyobraźnię biohakerów, biologów syntetycznych i futurologów. Trzeba jednak zacząć od ważnego zastrzeżenia: w świecie nauki nie istnieje coś takiego jak oficjalna lista czy „konsensus” dotyczący dodatkowych organów czy enzymów. Ewolucja to proces optymalizacji pod konkretne warunki, a nie dążenie do ideału. Niemniej jednak, analizując ograniczenia naszej biologii, badacze często wskazują na konkretne mechanizmy, których nam brakuje, a które mogłyby radykalnie poprawić jakość i długość naszego życia.
Gdybyśmy mogli „doprojektować” nasz układ trawienny i naprawczy, naukowcy najczęściej wskazują na dwa konkretne enzymy, które mogłyby zmienić zasady gry: celulazę oraz fotoliazę.
Celulaza to enzym, którego ludzie naturalnie nie posiadają (produkują go niektóre bakterie, grzyby i pierwotniaki). Pozwala on na rozkład celulozy, czyli głównego składnika ścian komórkowych roślin. Dlaczego byłoby to korzystne? Obecnie jemy rośliny głównie dla witamin i błonnika, ale większość zawartej w nich energii jest dla nas niedostępna. Posiadanie celulazy oznaczałoby, że moglibyśmy czerpać kalorie z niemal każdej rośliny, co teoretycznie mogłoby rozwiązać problem głodu na świecie i drastycznie obniżyć koszty życia.
Fotoliaza to z kolei enzym, który posiadają niemal wszystkie organizmy (od bakterii po torbacze), ale my – ssaki wyższe – utraciliśmy go w toku ewolucji. Fotoliaza potrafi naprawiać uszkodzenia DNA spowodowane promieniowaniem UV bezpośrednio przy użyciu energii świetlnej. Dodanie tego enzymu do ludzkiego genomu mogłoby niemal całkowicie wyeliminować ryzyko nowotworów skóry i znacząco spowolnić proces starzenia się tkanek wystawionych na słońce.
W świecie hormonów nauka skupia się na tym, jak utrzymać organizm w stanie homeostazy (równowagi) przez jak najdłuższy czas. Choć nie mamy „dodatkowych” hormonów w planach, badacze sugerują, że dwa konkretne mechanizmy hormonalne byłyby dla nas zbawienne.
Pierwszym z nich byłby hormon super-leptyny lub zmodyfikowany regulator sytości, który działałby bez ryzyka wykształcenia oporności. Współczesny człowiek żyje w środowisku nadmiaru kalorii, do którego ewolucja nas nie przygotowała. Hormon, który precyzyjnie informowałby mózg o poziomie tkanki tłuszczowej i natychmiastowo wyłączał apetyt oraz podkręcał metabolizm, wyeliminowałby problem otyłości, cukrzycy typu 2 i chorób układu krążenia.
Drugim kandydatem byłby teoretyczny hormon regeneracji telomerów. Starzenie się komórek jest ściśle powiązane ze skracaniem się końcówek chromosomów (telomerów) przy każdym podziale. Gdyby ludzki organizm produkował hormon, który w kontrolowany i bezpieczny sposób aktywowałby telomerazę we wszystkich komórkach somatycznych (nie powodując przy tym nowotworzenia), moglibyśmy teoretycznie zatrzymać zegar biologiczny. Nie jest to jednak obecnie możliwe do zweryfikowania w praktyce klinicznej.
Jeśli chodzi o anatomię, wizjonerzy tacy jak dr Alice Roberts czy zwolennicy transhumanizmu, często dyskutują o organach, które czyniłyby nas bardziej odpornymi na współczesne zagrożenia.
To koncepcja znana z literatury science-fiction, ale mająca solidne podstawy biologiczne. Choroby układu krążenia są główną przyczyną zgonów na świecie. Posiadanie drugiego, mniejszego serca (lub układu wspomagającego), które przejmowałoby funkcję w razie awarii głównego organu lub wspomagało krążenie w sytuacjach dużego wysiłku, mogłoby drastycznie wydłużyć ludzkie życie. Dodatkowy system pompujący krew zapewniłby lepsze dotlenienie mózgu i szybszą regenerację tkanek.
Nasz organizm posiada wątrobę i nerki, które świetnie radziły sobie z toksynami naturalnymi przez tysiące lat. Jednak współczesny świat dostarcza nam substancji, których ewolucja nie przewidziała: mikroplastiku, metali ciężkich i złożonych związków syntetycznych. Dodatkowy organ, umiejscowiony np. w dolnej części jamy brzusznej, wyposażony w selektywne membrany zdolne do wychwytywania i bezpiecznego usuwania tych nowoczesnych zanieczyszczeń, byłby dla nas ogromnym wsparciem zdrowotnym.
Warto pamiętać, że ludzki organizm to niezwykle skomplikowana maszyna, w której każda zmiana niesie ze sobą konsekwencje. Dodanie nowego enzymu mogłoby zaburzyć florę bakteryjną, a dodatkowy hormon mógłby zwiększyć ryzyko raka. Nauka obecnie nie dąży do dodawania nowych organów, lecz do naprawy tych, które już mamy, poprzez terapię genową i inżynierię tkankową.
Naukowcy przypuszczają, że nasi przodkowie (wczesne ssaki) utracili fotoliazę, ponieważ prowadzili nocny tryb życia, ukrywając się przed dinozaurami. W ciemnościach enzym naprawiający DNA za pomocą światła był po prostu niepotrzebny. Kiedy nasi przodkowie „wyszli na słońce”, musieli wypracować inne, mniej skuteczne metody naprawy DNA, z których korzystamy do dziś.
Choć wizja „człowieka 2.0” z dodatkowymi organami i enzymami jest fascynująca, na ten moment pozostaje ona w sferze teoretycznych rozważań i bioetycznych debat. Nie możemy jednoznacznie zweryfikować, czy wprowadzenie takich zmian byłoby w 100% bezpieczne w perspektywie wielopokoleniowej.