Gość (37.30.*.*)
Wyobrażenie sobie tak drastycznych zmian w ludzkiej anatomii i fizjologii przenosi nas w sferę biologii spekulatywnej, która całkowicie przedefiniowałaby pojęcie dorastania, społeczeństwa i samej natury ludzkiej. Gdybyśmy do naszego organizmu dodali „jelito trzustkowe” o specyficznych funkcjach hormonalnych i skracając jednocześnie ciążę do zaledwie 15 dni, świat młodych ludzi wyglądałby zupełnie inaczej niż ten, który znamy.
Skrócenie ciąży z 280 dni do zaledwie 15 to zmiana o skali wręcz kosmicznej. W świecie ssaków tak krótka ciąża występuje u torbaczy, np. u dydelfów. Oznacza to, że człowiek rodziłby się w stanie embrionalnym – byłby niezdolny do samodzielnego oddychania płucami, widzenia czy regulacji temperatury poza organizmem matki lub specjalistycznym inkubatorem.
Dla młodych ludzi (w tym przypadku młodych matek i ojców) oznaczałoby to, że okres „opieki zewnętrznej” musiałby trwać lata, zanim dziecko osiągnęłoby stan rozwoju dzisiejszego noworodka. Relacje społeczne skupiłyby się wokół technologii podtrzymywania życia lub biologicznych „kieszeni” (analogicznych do toreb u kangurów). Młodość byłaby zdominowana przez naukę obsługi tych procesów, a biologia rozrodu przestałaby być obciążeniem fizycznym, stając się wyzwaniem logistycznym.
Wprowadzenie „jelita trzustkowego” produkującego niebieskie krwinki zawierające żelazo to fascynujący koncept. W naturze niebieska krew (oparta na hemocyjaninie z miedzią) występuje np. u podkowców, ale tutaj mamy do czynienia z żelazem, co sugeruje zupełnie nową strukturę molekularną.
Nawet 3% takich krwinek mogłoby drastycznie zmienić fizjologię młodych ludzi:
Największy wpływ na psychikę młodych ludzi miałby narząd zanikający około 20. roku życia, wytwarzający „hormon rywalizacji” oraz „hormon konsekwencji”. Dzisiejszy okres dojrzewania kojarzy się z brawurą i brakiem wyobraźni dotyczącej skutków działań (wynika to z niedojrzałości kory przedczołowej).
Wprowadzenie hormonu konsekwencji sprawiłoby, że:
Obecność enzymu laktazy produkowanego przez ten tymczasowy narząd wprowadziłaby twardą barierę dietetyczną. Skoro narząd zanika w wieku 20 lat, każdy człowiek po przekroczeniu tej granicy stawałby się drastycznie niezdolny do trawienia produktów mlecznych.
Młodość byłaby więc jedynym czasem w życiu, w którym nabiał jest dostępny i bezpieczny. Mogłoby to doprowadzić do powstania kultury „mlecznych barów” zarezerwowanych wyłącznie dla osób przed 20. rokiem życia, tworząc wyraźną społeczną i kulinarną granicę między „dzieciństwem” a „dorosłością”.
W naszym świecie kolor krwi zależy od metalu w białku transportującym tlen. Żelazo w hemoglobinie daje kolor czerwony (po utlenieniu), natomiast miedź w hemocyjaninie (u niektórych mięczaków i stawonogów) daje kolor niebieski. Hipotetyczne „niebieskie krwinki oparte na żelazie” wymagałyby zupełnie nowej chemii kwantowej, w której żelazo wiązałoby się z ligandami w sposób zmieniający absorpcję światła na długość fali odpowiadającą błękitowi.
Gdyby te zmiany weszły w życie, młodość przestałaby być czasem „szaleństwa i błędów”. Dzięki hormonowi konsekwencji młodzi ludzie byliby najbardziej efektywną, logiczną i sprawną grupą społeczną. Jednak ekstremalnie krótka ciąża wymusiłaby na nich ogromną odpowiedzialność techniczną i opiekuńczą już od najmłodszych lat. Świat ten byłby zdominowany przez młodych „super-strategów” o niebieskawym odcieniu skóry, którzy w wieku 20 lat przechodziliby bolesną transformację w mniej wydolnych, nietolerujących laktozy dorosłych.