Gość (83.4.*.*)
Dyskusje w sekcjach komentarzy pod reportażami o tragediach często przypominają pole bitwy. Emocje sięgają zenitu, a obok wyrazów współczucia pojawiają się głosy kontrowersyjne, a niekiedy wręcz agresywne. Jednym z nurtów, który regularnie powraca, jest krytyka usuwania treści uznanych za niebezpieczne (np. gróźb czy fałszywych alarmów). Internauci często nazywają takie działania „cenzurą” i „ograniczaniem wolności słowa”. Czy jednak samo głoszenie takich poglądów – nawet pod pseudonimem – może zostać uznane za przestępstwo pochwalania przestępczości?
Zanim przejdziemy do analizy komentarzy o cenzurze, musimy zrozumieć, co polski Kodeks karny mówi o pochwalaniu przestępczości. Kluczowy jest tutaj art. 255 § 3, który brzmi: „Kto publicznie pochwala popełnienie przestępstwa, podlega grzywnie do 180 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.
Pochwalanie to nic innego jak wyrażanie aprobaty, uznania, podziwu lub solidarności ze sprawcą konkretnego czynu zabronionego. Ważne jest to, że pochwała musi dotyczyć zachowania, które jest przestępstwem w myśl ustawy. Jeśli ktoś pisze: „Dobrze, że to zrobił, należało im się” pod informacją o morderstwie czy podpaleniu, wchodzi na bardzo grząski grunt prawny.
W przypadku internautów, którzy protestują przeciwko usuwaniu wpisów (nawet tych niebezpiecznych), sytuacja jest bardziej złożona. Musimy rozróżnić dwa rodzaje komunikatów:
W drugim przypadku autor nie chwali samego przestępstwa (np. groźby karalnej), lecz krytykuje sposób zarządzania platformą lub przepisy prawa (takie jak unijny akt o usługach cyfrowych – DSA). Z punktu widzenia prawa karnego, samo nazywanie moderacji „cenzurą” zazwyczaj nie wypełnia znamion pochwalania przestępstwa. Jest to raczej forma wyrażania poglądów politycznych lub społecznych na temat wolności słowa, która – choć dla wielu kontrowersyjna w kontekście bezpieczeństwa – mieści się w granicach debaty publicznej.
Wielu internautów żyje w przekonaniu, że posługiwanie się nickiem (pseudonimem) zapewnia im całkowitą bezkarność. To jeden z największych mitów sieci. Organy ścigania, takie jak policja czy prokuratura, dysponują narzędziami pozwalającymi na ustalenie numeru IP użytkownika, a w konsekwencji – jego danych osobowych u dostawcy internetu.
Jeśli dany komentarz faktycznie zostanie uznany za pochwalanie przestępstwa, fakt, że autor nie podpisał się imieniem i nazwiskiem, nie ma znaczenia dla bytu samego przestępstwa. Może to jedynie nieznacznie wydłużyć proces identyfikacji sprawcy.
Często walka z „cenzurą” w komentarzach wywołuje tzw. efekt Streisand. Próba usunięcia lub ukrycia jakiejś informacji (np. kontrowersyjnego wpisu) sprawia, że internauci zaczynają go powielać masowo w ramach protestu, co nadaje sprawie znacznie większy rozgłos, niż gdyby treść została zignorowana.
Choć sama krytyka moderacji nie jest przestępstwem, granica może zostać przekroczona, jeśli argumentacja o cenzurze służy do pośredniego nawoływania do przestępstw lub ich gloryfikacji.
Przykład: Jeśli internauta pisze, że „blokowanie gróźb pod adresem mniejszości to cenzura, bo te groźby są słuszne i powinny być realizowane”, to w tym momencie przestaje on oceniać regulamin portalu, a zaczyna solidaryzować się z czynem zabronionym. Wtedy prokurator może dopatrzyć się naruszenia przepisów dotyczących mowy nienawiści (art. 256 lub 257 KK) lub właśnie pochwalania przestępczości.
Aby dany wpis mógł zostać uznany za przestępstwo z art. 255 § 3 KK, muszą zostać spełnione określone warunki:
Krytykowanie przepisów umożliwiających usuwanie niebezpiecznych treści i nazywanie ich „cenzurą” jest zazwyczaj traktowane jako korzystanie z wolności wyrażania opinii, o ile nie łączy się z bezpośrednim wspieraniem czynów zabronionych. Prawo do krytyki instytucji i procedur jest fundamentem demokratycznego państwa, nawet jeśli ta krytyka wydaje się irracjonalna w obliczu zagrożenia bezpieczeństwa publicznego.
Warto jednak pamiętać, że każda sprawa jest analizowana indywidualnie przez biegłych i sądy, które badają kontekst wypowiedzi oraz intencje autora. To, co dla jednego jest "walką o wolność", dla sędziego może okazać się niebezpiecznym podżeganiem lub pochwałą przemocy.