Gość (37.30.*.*)
Precyzja, chłód i obiektywizm – to pierwsze skojarzenia, jakie budzi język prawny. Kiedy czytamy definicje legalne, czyli te fragmenty ustaw, które wyjaśniają znaczenie poszczególnych pojęć, nie znajdziemy tam emocji. Prawnicy i konstytucjonaliści są w tej kwestii jednomyślni: definicja legalna musi być neutralna. Wprowadzenie do niej sformułowań takich jak „szkaradny”, „potępienia godny” czy „szlachetny” byłoby błędem sztuki legislacyjnej, ponieważ zacierałoby jasne granice prawa i prowadziło do chaosu interpretacyjnego. Z drugiej strony prawo nie powstaje w próżni – jest przecież odzwierciedleniem moralności, wartości społecznych, a czasem także dziejowej sprawiedliwości. Jak zatem ustawodawca radzi sobie z potrzebą wyrażenia ocen, w tym również jednoznacznego potępienia? Gdzie w strukturze aktu prawnego ukryte są te emocjonalne i wartościujące drogowskazy?
Najbardziej naturalnym i klasycznym miejscem na zamieszczanie ocen, deklaracji ideowych, a także słów potępienia jest preambuła (zwana też wstępem do aktu prawnego).
Zgodnie z polskimi Zasadami Techniki Prawodawczej (§ 11 ZTP), preambułę można zamieścić w ustawie jedynie w wyjątkowych przypadkach. Ma ona na celu wyjaśnienie motywów wydania danej regulacji, przedstawienie jej tła historycznego lub wskazanie wartości, na których się opiera. Ponieważ preambuła nie zawiera bezpośrednich norm prawnych (czyli konkretnych nakazów lub zakazów), ustawodawca ma w niej znacznie większą swobodę językową.
To właśnie tam padają mocne, nacechowane emocjonalnie słia. Doskonłym przykładem jest preambuła do ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, w której wprost mowa jest o:
Dzięki umieszczeniu tych sformułowań we wstępie, właściwa (normatywna) część ustawy może pozostać sucha i precyzyjna, podczas gdy sędziowie i urzędnicy zyskują jasny drogowskaz interpretacyjny, pokazujący „ducha” danej ustawy.
Co jednak zrobić, gdy ocena moralna musi stać się elementem konkretnego przepisu, na podstawie którego zapada wyrok? Wtedy z pomocą przychodzą klauzule generalne oraz zwroty szacunkowe (niedookreślone).
Zamiast definiować, co jest „złe” lub „niemoralne” przy użyciu emocjonalnego języka, ustawodawca celowo pozostawia w tekście prawnym „otwarte drzwi” dla pozaprawnych systemów wartości. Robi to za pomocą takich pojęć jak:
W ten sposób ustawodawca nie narzuca sztywnej, emocjonalnej definicji w samej ustawie. Zamiast tego nakazuje sędziemu, aby w procesie stosowania prawa dokonał samodzielnej oceny konkretnego zachowania przez pryzmat aktualnych norm społecznych. Dzięki temu prawo staje się elastyczne i nie starzeje się tak szybko, jak zmieniający się język potoczny.
W niektórych ustawach – najczęściej w ich początkowej części, zwanej przepisami ogólnymi – można spotkać tzw. przepisy programowe lub deklaratywne.
Są to normy, które nie nakładają na obywatela konkretnego obowiązku ani nie dają mu bezpośredniego roszczenia, ale wyznaczają kierunek działania państwa lub wyrażają jego oficjalne stanowisko. Przykładem mogą być zapisy w Konstytucji (np. dotyczące prowadzenia polityki sprzyjającej zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli) lub w ustawach szczególnych, gdzie państwo deklaruje ochronę określonych wartości (np. „Państwo otacza szczególną opieką...”).
Mimo że znajdują się one w części artykułowej ustawy, ich charakter jest bardziej polityczno-ideowy niż stricte sankcyjny. Służą one budowaniu aksjologicznego fundamentu danej regulacji.
Warto pamiętać, że parlament nie zawsze musi uchwalać ustawę, aby wyrazić swoje stanowisko, potępienie czy poparcie. Do tego celu służą inne instrumenty prawne, takie jak uchwały (np. Sejmu lub Senatu) oraz rezolucje.
Nie są one źródłami powszechnie obowiązującego prawa i nie nakładają bezpośrednich obowiązków na obywateli, dlatego ich język może być – i bardzo często jest – wysoce emocjonalny, uroczysty i oceniający. To właśnie w uchwałach Sejmu najczęściej spotykamy sformułowania typu: „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej zdecydowanie potępia...”, „wyraża głębokie oburzenie...” czy „składa hołd...”. Jest to przestrzeń na czystą manifestację polityczną i moralną, która nie zakłóca precyzji systemu prawnego.
Wyobraźmy sobie, że ustawodawca uległby emocjom i zapisał w definicji legalnej kradzieży, że jest to „obrzydliwy i haniebny czyn polegający na zaborze cudzej rzeczy”.
Gdyby oskarżony przed sądem wykazał, że ukradł bochenek chleba, aby nakarmić głodne dzieci, obrońca mógłby argumentować, że ten konkretny czyn – choć formalnie jest zaborem rzeczy – wcale nie był „obrzydliwy ani haniebny” w tych okolicznościach. W efekcie sąd musiałby uniewinnić sprawcę nie z powodu stanu wyższej konieczności (co przewiduje prawo), ale dlatego, że czyn nie spełnił emocjonalnych kryteriów zawartych w definicji.
Właśnie dlatego definicje muszą być maksymalnie odarte z emocji, a ocena moralna jest przenoszona na etap sądowego wymiaru kary lub analizy okoliczności łagodzących.