Gość (83.4.*.*)
Podróżując po Indiach lub oglądając reportaże z tego kraju, trudno nie zadać sobie pytania: dlaczego państwo, które wysyła sondy na Księżyc, dysponuje potężnym sektorem IT i aspiruje do miana globalnego supermocarstwa, jednocześnie tak bardzo zmaga się z problemem śmieci i braku higieny? Co ciekawe, wiele krajów o znacznie niższym PKB per capita – na przykład niektóre państwa afrykańskie czy sąsiedni Bangladesz – radzi sobie z tym wyzwaniem zauważalnie lepiej.
Problem ten jest niezwykle złożony. Nie wynika on z lenistwa czy braku chęci mieszkańców, ale z unikalnego splotu czynników kulturowych, historycznych, społecznych oraz gigantycznej skali wyzwań infrastrukturalnych.
Pierwszym i najbardziej oczywistym czynnikiem jest czysta matematyka. Indie są najludniejszym krajem świata, zamieszkiwanym przez ponad 1,4 miliarda ludzi. Gęstość zaludnienia w indyjskich miastach jest gigantyczna. Przykładowo, w Bombaju na jednym kilometrze kwadratowym potrafi mieszkać ponad 30 tysięcy osób (dla porównania: w Warszawie jest to około 3,4 tysiąca).
Tak ogromne skupisko ludzi generuje niewyobrażalne ilości odpadów każdej sekundy. Nawet najbardziej wydajne systemy komunalne w Europie miałyby problem z udźwignięciem takiego tonażu śmieci. W Indiach tymczasem systemy wywozu odpadów i oczyszczania ścieków powstawały chaotycznie lub nie ma ich wcale w nowo budowanych, nieformalnych dzielnicach (slumsach).
Aby zrozumieć problem brudu w Indiach, trzeba przyjrzeć się tamtejszej kulturze i religii. W hinduizmie pojęcie czystości (zarówno fizycznej, jak i rytualnej) jest niezwykle ważne. Przeciętny indyjski dom jest sprzątany codziennie, a jego mieszkańcy dbają o higienę osobistą z ogromną skrupulatnością.
Gdzie leży więc haczyk? Granica czystości kończy się dokładnie na progu domu. Przestrzeń publiczna – ulica, plac, rzeka – tradycyjnie nie jest postrzegana jako wspólne dobro, o które należy dbać razem. Śmieci są po prostu wyrzucane na zewnątrz, ponieważ dbanie o czystość poza własnym gospodarstwem domowym historycznie należało do obowiązków innych ludzi.
Ten podział ma głębokie korzenie w systemie kastowym. Przez wieki zadania związane z usuwaniem nieczystości, sprzątaniem ulic czy opróżnianiem latryn były przypisane najniższej grupie społecznej – niedotykalnym (Dalitom).
W rezultacie w społeczeństwie wykształciło się przekonanie, że sprzątanie przestrzeni publicznej jest zajęciem „nieczystym” i uwłaczającym dla osób z wyższych kast. Choć oficjalnie system kastowy został zniesiony, mentalność ta zmienia się bardzo powoli. Brak poczucia wspólnej odpowiedzialności za przestrzeń publiczną sprawia, że rzucenie papierka czy butelki na ulicę nie jest powszechnie piętnowane społecznie.
Wiele biedniejszych krajów nie rozwija się w tak zawrotnym tempie jak Indie. W Indiach migracja ze wsi do miast ma charakter masowy. Ludzie uciekają przed biedą rolniczą, tworząc gigantyczne, nielegalne osiedla.
W takich miejscach brakuje podstawowej infrastruktury:
To świetne pytanie. Dlaczego np. Rwanda, która jest krajem znacznie biedniejszym od Indii, uchodzi za jedno z najczystszych miejsc na świecie?
Kluczem jest tutaj zarządzanie i kultura społeczna. W Rwandzie istnieje tradycja Umuganda – w każdą ostatnią sobotę miesiąca obywatele wspólnie sprzątają swoje otoczenie, a udział w tym jest obowiązkowy. Ponadto w Rwandzie wprowadzono surowy zakaz używania plastikowych torebek już w 2008 roku.
W mniejszych lub bardziej autorytarnych państwach łatwiej jest kontrolować przestrzeganie prawa i wdrażać reformy. Indie są gigantyczną, wieloetniczną i zdecentralizowaną demokracją federalną. Wprowadzenie jednej, odgórnej zasady i wyegzekwowanie jej od 1,4 miliarda ludzi graniczy z cudem. Korupcja na szczeblach lokalnych dodatkowo paraliżuje fundusze, które powinny trafiać na modernizację oczyszczalni ścieków czy budowę nowoczesnych wysypisk.
Warto podkreślić, że Indie nie przyglądają się temu problemowi biernie. W 2014 roku premier Narendra Modi zainicjował masową kampanię społeczną Swachh Bharat Abhiyan (Misja Czyste Indie).
Był to jeden z największych programów sanitarnych w historii ludzkości. W jego ramach wybudowano ponad 100 milionów toalet w całych Indiach, starając się wyeliminować problem załatwiania potrzeb na zewnątrz. Kampania ta kładzie ogromny nacisk na edukację dzieci w szkołach oraz zmianę nawyków dorosłych. Choć krytycy wskazują, że wiele wybudowanych toalet stoi nieużywanych z powodu braku wody lub przyzwyczajeń, to jednak świadomość ekologiczna w Indiach rośnie z roku na rok.
Choć Indie kojarzą się z brudem, to właśnie tam znajduje się wioska Mawlynnong (w stanie Meghalaya), która oficjalnie zyskała miano najczystszej wsi w Azji.
Mieszkańcy Mawlynnong (należący do grupy etnicznej Khasi) od pokoleń dbają o czystość w sposób wręcz pedantyczny. Każdy liść, który spadnie na drogę, jest natychmiast sprzątany, śmieci są zbierane do bambusowych koszy i kompostowane, a plastik jest całkowicie zakazany. Przykład ten udowadnia, że problem Indii nie tkwi w „narodowym charakterze”, ale w konkretnych uwarunkowaniach lokalnych, edukacji i organizacji społecznej.