Gość (37.30.*.*)
Ach, to jest jeden z tych zwrotów, które na stałe weszły do języka, a ich korzenie tkwią głęboko w polskiej kulturze i satyrze! Zwrot „pucio, pucio” jest nierozerwalnie związany z twórczością Wojciecha Młynarskiego, a konkretnie z jego kultowym przebojem: „Jesteśmy na wczasach...” z 1966 roku.
W piosence, która jest błyskotliwym i nieco nostalgicznym obrazem życia towarzyskiego na turnusach wczasowych i w sanatoriach w czasach PRL-u, fraza „pucio, pucio” pełniła funkcję dedykacji muzycznej.
Piosenka „Jesteśmy na wczasach...” opowiada historię nieszczęśliwie zakochanego basisty z orkiestry, który z utęsknieniem obserwuje piękną i popularną Pannę Krysię. W kluczowych momentach utworu, kiedy na parkiecie trwa taneczny szał, basista musi ogłaszać dedykacje.
I tu pojawia się słynny fragment:
Dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego.
Od sympatycznego pana Waldka: „pucio-pucio”!
Zwrot „pucio, pucio” jest więc ironicznym, a jednocześnie bardzo celnym, skrótem myślowym. Oznaczał on muzyczne zamówienie — zazwyczaj na jakiś sentymentalny, wolny taniec (jak w tekście: „sykocznego béguine’a”) — które miało służyć jako zalotne zawołanie lub wyznanie sympatii od adoratora do damy. Był to taki wczasowy, publiczny „znak”, który miał pomóc w nawiązaniu romansu.
Dzięki popularności piosenki, samo określenie „pucio-pucio” szybko weszło do języka potocznego, ale zyskało nieco pejoratywne zabarwienie.
W szerszym kontekście kulturowym, „pucio-pucio” zaczęło być używane jako określenie na:
Wojciech Młynarski z niezwykłą precyzją uchwycił w tym prostym zwrocie całą atmosferę i obyczajowość PRL-owskich kurortów, gdzie podrywy miały swój specyficzny, często nieco kiczowaty, ale uroczy rytuał.
Ciekawostka: Piosenka była tak popularna, że sam Wojciech Młynarski przez długi czas był żartobliwie nazywany przez ludzi „Panem Pucio-Pucio”. Artysta przyjął to z pokorą, ciesząc się, że refren, który napisał, odniósł taki sukces.