Gość (37.30.*.*)
Przywilej koszycki z 1374 roku jest często nazywany przez historyków „grzechem pierworodnym” polskiego parlamentaryzmu i początkiem drogi ku osłabieniu władzy królewskiej. Ludwik Węgierski, chcąc zapewnić sukcesję jednej ze swoich córek na polskim tronie, poszedł na ogromne ustępstwa wobec szlachty, z których najważniejszym było drastyczne obniżenie podatku poradlnego z 12–24 groszy do zaledwie 2 groszy z łana kmiecego. Gdybyśmy jednak zmienili zasady tej gry i wprowadzili wyższe stawki oraz konkretne obowiązki militarne, historia Polski mogłaby potoczyć się zupełnie innym torem.
W średniowieczu i wczesnej nowożytności pieniądz był bezpośrednim przelicznikiem realnej władzy. Obniżenie podatku do 2 groszy w 1374 roku sprawiło, że skarb królewski stał się chronicznie pusty. Każda kolejna potrzeba finansowa monarchy – czy to na wojnę, czy na dyplomację – wymagała zwoływania zjazdów szlacheckich i kupowania zgody rycerstwa za cenę kolejnych przywilejów.
Gdyby podatek ustalono na poziomie 7 groszy, sytuacja skarbu państwa byłaby diametralnie inna:
Nawet stawka 4 groszy, choć wydaje się niewielka, podwoiłaby wpływy do budżetu w porównaniu do wersji historycznej, dając monarchii znacznie większy margines bezpieczeństwa.
Wprowadzenie zapisu, że każdy szlachcic posiadający wieś musi wystawić jednego rycerza, a za każde dziesięć wsi dodatkowo łucznika, zmieniłoby charakter polskiego wojska. Historycznie pospolite ruszenie było formacją kapryśną, trudną do zwołania i jeszcze trudniejszą do zdyscyplinowania.
Proponowany system wprowadza element stałego kontyngentu:
Zobowiązanie miast do wystawiania sześciu rycerzy i łuczników to punkt, który mógłby całkowicie zmienić układ sił społecznych w Polsce. W rzeczywistości szlachta z czasem zdominowała mieszczaństwo, doprowadzając do jego marginalizacji politycznej i gospodarczej.
Gdyby miasta miały stały, określony ustawowo obowiązek militarny, stałyby się istotnym filarem obronności państwa. W zamian za krew i pieniądze wydane na zbrojenie rycerzy, mieszczanie z pewnością domagaliby się udziału w rządzeniu krajem. Silne miasta to silny król – monarchowie europejscy (np. we Francji czy Anglii) często wykorzystywali bogate mieszczaństwo jako przeciwwagę dla potężnych feudałów. Taki zapis w przywileju koszyckim mógłby zapobiec późniejszemu ubezwłasnowolnieniu miast przez szlachtę.
W XIV-wiecznej Polsce łan (jednostka powierzchni) nie był wszędzie taki sam. Łan chełmiński liczył około 16,8 hektara, podczas gdy łan frankoński był znacznie większy i wynosił od 23 do 25 hektarów. Różnica w dochodach podatkowych zależała więc nie tylko od stawki groszowej, ale i od lokalnych miar!
Podsumowując, takie zmiany w przywileju koszyckim drastycznie wzmocniłyby pozycję króla. Zamiast stawać się „pierwszym wśród równych” (primus inter pares) i zakładnikiem szlacheckiej woli, monarcha miałby:
Czy Polska stałaby się monarchią absolutną? Prawdopodobnie nie, ale z pewnością uniknęłaby paraliżu władzy, który dotknął Rzeczpospolitą w XVII i XVIII wieku. Silniejszy król to także większa szansa na szybszą modernizację państwa i skuteczniejszą obronę granic przed sąsiadami. Historyczny przywilej koszycki był „tani” dla szlachty, ale w perspektywie stuleci okazał się niezwykle kosztowny dla stabilności państwa. Proponowane przez Ciebie zmiany mogłyby sprawić, że Polska Jagiellonów byłaby potęgą o znacznie trwalszych fundamentach instytucjonalnych.