Gość (37.30.*.*)
Wyobraź sobie świat, w którym ludzkość dzieli się na dwie grupy o zupełnie innych parametrach biologicznych. Nie chodzi o kolor oczu czy wzrost, ale o fundamentalny sposób, w jaki ich organizmy przetwarzają paliwo i jak ich mózgi zarządzają rzeczywistością. Gdyby co druga osoba na planecie zyskała dodatkowe 2 kJ energii z każdego grama cukru i tłuszczu oraz posiadała wyspecjalizowany, dodatkowy móżdżek, nasza cywilizacja przeszłaby drastyczną transformację. Taka zmiana wpłynęłaby na wszystko: od gospodarki i produkcji żywności, po strukturę społeczną i sposób, w jaki budujemy relacje.
Zacznijmy od kwestii czysto fizycznej. Dodatkowe 2 kJ energii z cukrów i tłuszczów brzmią jak niewiele, ale w skali całego życia i populacji to potężna zmiana. Aby zrozumieć skalę, spójrzmy na liczby. Standardowo przyjmuje się, że:
Jeśli „zmodyfikowany” człowiek pozyskuje o 2 kJ więcej, jego wydajność energetyczna wzrasta o około 12% w przypadku cukrów i o ponad 5% w przypadku tłuszczów. W świecie, w którym walka o zasoby jest codziennością, taka grupa ludzi potrzebowałaby znacznie mniej jedzenia, aby wykonać tę samą pracę co reszta populacji. W praktyce mogłoby to prowadzić do dwóch skrajnych scenariuszy: albo ta grupa stałaby się „nadludźmi” o niespożytej energii, albo – przy zachowaniu dzisiejszych nawyków żywieniowych – zmagałaby się z plagą nadwagi, ponieważ ich organizmy magazynowałyby nadwyżkę energii znacznie szybciej.
Najbardziej fascynująca jest jednak koncepcja dodatkowego móżdżku. W naszej biologii móżdżek odpowiada głównie za motorykę i równowagę, ale w tym hipotetycznym scenariuszu staje się on dedykowanym procesorem dla procesów poznawczych i emocjonalnych.
Połączenie go z efektami takimi jak spójność, ufność czy naiwność sugeruje powstanie grupy ludzi o niezwykle wysokim poziomie kapitału społecznego, ale też podatności na manipulację. Osoby te byłyby zaprogramowane na współpracę. Efekt spójności i ufności sprawiłby, że ich społeczności byłyby wolne od konfliktów, niezwykle lojalne i zintegrowane. Z drugiej strony, „wbudowana” naiwność i podatność na efekt utraconych kosztów mogłyby czynić ich idealnymi pracownikami lub żołnierzami, którzy nigdy nie kwestionują sensu raz podjętego wysiłku.
Dzięki dedykowanemu modułowi dla heurystyk (uproszczonych reguł wnioskowania), tacy ludzie podejmowaliby decyzje błyskawicznie. Podczas gdy „zwykły” człowiek analizowałby za i przeciw, osoba z dodatkowym móżdżkiem działałaby intuicyjnie, opierając się na ewolucyjnie zoptymalizowanych skrótach myślowych. Dodając do tego nadludzkie skupienie, otrzymujemy jednostki zdolne do wielogodzinnej, głębokiej pracy bez rozpraszania się bodźcami zewnętrznymi.
Kolejne funkcje dodatkowego móżdżku uderzają w najsłabsze punkty współczesnego człowieka: stres i brak regeneracji.
Wprowadzenie takiej zmiany u co drugiej osoby stworzyłoby naturalną dychotomię. Z jednej strony mielibyśmy „tradycyjnych” ludzi – bardziej krytycznych, mniej ufnych, ale też bardziej podatnych na stres i zmęczenie. Z drugiej strony – „zoptymalizowanych” ludzi, którzy są niezwykle wydajni, lojalni i spokojni, ale być może pozbawieni pewnego rodzaju buntowniczej kreatywności, która często wynika z chaosu myślowego.
Ciekawostką jest fakt, że w psychologii ewolucyjnej cechy takie jak „naiwność” czy „ufność” są kluczowe dla budowania dużych struktur społecznych. Grupa posiadająca dodatkowy móżdżek prawdopodobnie przejęłaby rolę „silnika” cywilizacji – byliby idealnymi wykonawcami skomplikowanych planów, podczas gdy reszta populacji mogłaby pełnić rolę sceptyków i innowatorów kwestionujących status quo.
Aby dokładnie zobrazować zmianę w metabolizmie, wykonajmy proste obliczenie dla osoby spożywającej 2500 kcal dziennie (ok. 10 460 kJ).
Wynik: Taka osoba otrzymuje „za darmo” około 160 kcal dziennie. W ciągu roku daje to nadwyżkę energetyczną odpowiadającą około 8 kilogramom tkanki tłuszczowej, jeśli nie zwiększy ona aktywności fizycznej lub nie ograniczy jedzenia. To pokazuje, że nawet tak mała zmiana na poziomie grama ma kolosalne skutki w skali makro.