Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie istotę, która na pierwszy rzut oka przypomina człowieka, ale jej wnętrze to prawdziwe laboratorium biochemiczne i ewolucyjny eksperyment. Taka modyfikacja organizmu wpłynęłaby nie tylko na codzienne menu, ale przede wszystkim na sposób odczuwania świata, odporność oraz dynamikę relacji społecznych. Przeanalizujmy krok po kroku, jak te drastyczne zmiany wpłynęłyby na funkcjonowanie takiego „super-człowieka”.
Zdolność do trawienia fazyny to prawdziwy przełom w świecie dietetyki. Fazyna to toksyczna lektyna występująca w surowych roślinach strączkowych, głównie w fasoli. Dla zwykłego człowieka zjedzenie surowej fasoli kończy się ciężkim zatruciem pokarmowym. Organizm zdolny do jej rozkładu posiadałby specyficzne enzymy proteolityczne, które neutralizowałyby toksynę, zanim ta zdążyłaby doprowadzić do aglutynacji (zlepiania się) krwinek.
Dodatkowe 10% objętości żołądka pozwoliłoby na przyjmowanie większych porcji jedzenia, co w połączeniu z trawieniem fazyny uczyniłoby z tej istoty mistrza przetrwania w trudnych warunkach. Taki żołądek rzadziej wysyłałby sygnał sytości, co mogłoby prowadzić do rzadszego, ale bardziej obfitego jedzenia, przypominającego model żywienia niektórych drapieżników.
Zmiana koloru krwinek czerwonych na żółte sugeruje całkowitą przebudowę transportu tlenu. W naszym świecie za czerwień odpowiada hemoglobina z żelazem. Żółty kolor mógłby sugerować obecność innego barwnika lub drastycznie podwyższony poziom flawoprotein. Jeśli jednak krwinki miałyby być żółte, a płytki krwi niebieskie, cała estetyka ran i krwotoków uległaby zmianie – krew mogłaby przybierać zielonkawy odcień po wymieszaniu się tych składników.
Ciśnienie krwi wyższe o 5% nie jest wartością krytyczną (dla osoby z ciśnieniem 120/80 byłoby to około 126/84), ale w skali całego życia oznaczałoby szybsze zużywanie się naczyń krwionośnych i serca. Taki organizm musiałby posiadać wyjątkowo elastyczne tętnice, aby uniknąć przedwczesnego nadciśnienia i zmian miażdżycowych.
Posiadanie organu produkującego kwas 6-aminopenicylanowy (6-APA) to scenariusz rodem z powieści science-fiction. 6-APA jest rdzeniem cząsteczki penicyliny. W praktyce oznaczałoby to, że organizm sam wytwarza prekursory antybiotyków, stając się niezwykle odpornym na infekcje bakteryjne. Z drugiej strony, stała obecność takiej substancji w krwiobiegu mogłaby doprowadzić do całkowitego wyjałowienia naturalnej flory bakteryjnej jelit, co wymagałoby ciągłej suplementacji probiotykami.
Dodatkowy organ produkujący laktazę rozwiązałby problem nietolerancji laktozy raz na zawsze. Taka osoba mogłaby pić mleko i jeść produkty mleczne w dowolnych ilościach bez żadnych rewolucji żołądkowych, niezależnie od wieku.
Druga wątroba, stanowiąca 25% wielkości obecnej, to potężny bonus detoksykacyjny. Wątroba ma niesamowite zdolności regeneracyjne, a posiadanie „zapasowego” płata zwiększyłoby tempo metabolizmu leków, toksyn i alkoholu. Taka osoba byłaby niemal odporna na standardowe dawki trucizn.
Z kolei organ produkujący purpurę (prawdopodobnie barwnik zbliżony do antycznej purpury tyryjskiej) mógłby pełnić funkcję sygnalizacyjną lub ochronną. Purpura mogłaby być wydzielana z potem, co nadawałoby skórze specyficzny odcień lub chroniło przed promieniowaniem UV. W sferze społecznej mogłoby to być oznaką statusu lub stanu emocjonalnego.
Stała, dodatkowa produkcja oksytocyny – hormonu miłości i przywiązania – drastycznie zmieniłaby psychikę. Taka osoba byłaby prawdopodobnie ekstremalnie ufna, empatyczna i nastawiona na budowanie więzi. Z drugiej strony, nadmiar oksytocyny może prowadzić do nadopiekuńczości, a nawet lęku separacyjnego. Świat stałby się dla takiej osoby miejscem pełnym emocjonalnych bodźców, których nie dałoby się zignorować.
To najbardziej dramatyczna zmiana w opisywanym modelu. Pięciokrotnie większa liczba zakończeń nerwowych w skórze sprawiłaby, że dotyk stałby się dominującym zmysłem. Każdy podmuch wiatru, faktura materiału czy kropla deszczu byłyby odczuwane z intensywnością, której nie potrafimy sobie wyobrazić. Niestety, oznaczałoby to również pięciokrotnie silniejszy ból.
Cena za ten „super-dotyk” jest jednak wysoka:
Taka istota żyłaby w świecie niemal całkowitej ciszy i mroku, ale za to „widziałaby” świat całą powierzchnią swojej skóry, rejestrując drgania powietrza i najmniejsze zmiany temperatury.
Fitohemaglutynina (fazyna) zawarta w surowej czerwonej fasoli jest tak silna, że zjedzenie zaledwie pięciu surowych ziaren może wywołać objawy ciężkiego zatrucia w ciągu trzech godzin. Gdybyśmy rzeczywiście potrafili ją trawić, fasola mogłaby stać się podstawowym, tanim źródłem białka bez konieczności długotrwałego gotowania, co w skali globalnej mogłoby rozwiązać wiele problemów z niedożywieniem.