Gość (37.30.*.*)
Współczesny internet to przestrzeń pełna kontrastów, w której z jednej strony mówi się o inkluzywności, a z drugiej o zjawisku „cancel culture” czy bańkach informacyjnych. Pytanie o to, czy twórca o poglądach innych niż lewicowo-liberalne ma szansę na sukces, jest dziś niezwykle aktualne. Krótka odpowiedź brzmi: tak, ma szansę, i to całkiem sporą, ale droga do tego sukcesu wygląda inaczej niż jeszcze dekadę temu. Dzisiejsza sieć nie jest monolitem, a mechanizmy, które nią rządzą, bywają obosiecznym mieczem.
Z technicznego punktu widzenia algorytmy platform takich jak YouTube, TikTok czy X (dawny Twitter) nie są zaprogramowane tak, by promować konkretną ideologię. Ich nadrzędnym celem jest zatrzymanie użytkownika na platformie jak najdłużej. Co najlepiej angażuje ludzi? Skrajne emocje, kontrowersje i treści, które potwierdzają ich własne przekonania.
To sprawia, że twórcy konserwatywni, prawicowi czy libertariańscy często budują bardzo lojalne i zaangażowane społeczności. W internecie istnieje ogromny popyt na treści, które stanowią alternatywę dla głównego nurtu (mainstreamu). Jeśli duża część mediów tradycyjnych i wielkich portali skłania się ku jednej stronie światopoglądowej, naturalnie tworzy się nisza dla kogoś, kto mówi „sprawdzam” lub prezentuje zupełnie inny punkt widzenia.
Jednym z największych wyzwań dla twórców o poglądach niepasujących do korporacyjnego standardu „brand safety” jest monetyzacja z reklam. Firmy często boją się lokować swoje produkty przy treściach, które mogą być uznane za kontrowersyjne. Tutaj jednak z pomocą przychodzi ewolucja finansowania społecznościowego.
Platformy takie jak Patronite, BuyCoffee, Substack czy nawet bezpośrednie subskrypcje na własnych stronach internetowych zmieniły zasady gry. Niezależny twórca nie musi już polegać na łasce wielkich reklamodawców. Jeśli jego przekaz trafia do konkretnej grupy odbiorców, ci są w stanie bezpośrednio sfinansować jego działalność. To właśnie ta niezależność finansowa jest fundamentem dla osób, które nie chcą dopasowywać swoich poglądów do aktualnie panujących trendów w wielkich korporacjach.
Często zdarza się, że próby uciszenia lub „zbanowania” twórcy o niepopularnych w pewnych kręgach poglądach przynoszą odwrotny skutek. Zjawisko to nazywamy efektem Streisand – próba ukrycia lub usunięcia informacji prowadzi do jej gwałtownego rozpowszechnienia. Dla wielu twórców bycie „wyklętym” przez mainstream staje się potężnym narzędziem marketingowym, które przyciąga tysiące nowych widzów szukających „prawdy zakazanej”.
Nie można jednak udawać, że świat niezależnych twórców to tylko pasmo sukcesów. Istnieją realne bariery. Moderacja treści na wielkich platformach często opiera się na niejasnych wytycznych dotyczących „mowy nienawiści” czy „dezinformacji”. Granica między wyrażaniem konserwatywnych poglądów a naruszaniem regulaminu bywa płynna i subiektywna.
Zjawisko „shadowbanningu”, czyli ograniczania zasięgów bez informowania o tym twórcy, jest trudne do jednoznacznego zweryfikowania (moja baza wiedzy nie zawiera dostępu do wewnętrznych kodów źródłowych algorytmów), ale wielu twórców zgłasza nagłe spadki widoczności po poruszeniu określonych tematów. To zmusza do kreatywności – używania eufemizmów, przenoszenia dyskusji na inne platformy (np. Telegram czy Rumble) lub budowania własnych list mailingowych.
Sukces twórcy o poglądach innych niż lewicowo-liberalne zależy dziś przede wszystkim od autentyczności. Odbiorcy w internecie są bardzo wyczuleni na fałsz. Jeśli twórca potrafi merytorycznie uzasadnić swoje zdanie, nie boi się debaty i potrafi zgromadzić wokół siebie ludzi o podobnych wartościach, ma szansę na zbudowanie trwałego i wpływowego medium.
Warto zauważyć, że obecnie obserwujemy renesans długich form – podcastów i wielogodzinnych rozmów. W takim formacie łatwiej jest wyłożyć skomplikowane racje, które nie mieszczą się w 15-sekundowym filmiku na TikToku. To właśnie tam niezależni twórcy, często idący pod prąd, święcą największe triumfy, udowadniając, że w internecie jest miejsce na każdą stronę dyskursu, o ile znajdzie ona swoją wierną publiczność.