Jakie masz pytanie?

lub

Czy stwierdzenie, że sąd może unieważnić zapis w umowie czyniący ze zleceniobiorcy „niewolnika”, jest prawdą czy mitem oraz co dokładnie oznacza to pojęcie w kontekście prawa cywilnego, skoro nie jest ono terminem ustawowym?

zasady współżycia społecznego Unieważnienie klauzul umownych Ochrona wolności gospodarczej
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Choć słowo „niewolnik” kojarzy się z mrocznymi czasami historii, w polskim prawie cywilnym termin ten bywa używany (choć nieoficjalnie) do opisania sytuacji, w której jedna strona umowy zostaje niemal całkowicie pozbawiona wolności decyzyjnej lub ekonomicznej. Odpowiedź na pytanie o to, czy sąd może unieważnić takie zapisy, jest jednoznaczna: tak, to prawda. Polskie prawo posiada mechanizmy, które chronią słabszą stronę stosunku prawnego przed zapisami naruszającymi godność, wolność i zasady słuszności.

Skąd bierze się pojęcie „niewolnika” w prawie cywilnym?

Mimo że w Kodeksie cywilnym nie znajdziemy definicji „niewolnictwa kontraktowego”, pojęcie to funkcjonuje w doktrynie i orzecznictwie jako metafora rażącej dysproporcji praw i obowiązków. Chodzi o sytuacje, w których zleceniobiorca (lub inna strona umowy) zostaje „uwiązany” do kontrahenta w sposób, który uniemożliwia mu normalne funkcjonowanie na rynku pracy lub prowadzenie działalności gospodarczej.

W kontekście prawnym termin ten odnosi się najczęściej do naruszenia wolności osobistej i gospodarczej. Sąd Najwyższy wielokrotnie podkreślał, że umowa nie może czynić z jednej strony narzędzia w rękach drugiej. Jeśli zapisy umowne prowadzą do stanu, w którym człowiek traci kontrolę nad własnym życiem zawodowym i nie może w żaden rozsądny sposób wyjść z relacji prawnej, mówimy o naruszeniu granic swobody umów.

Granice swobody umów, czyli artykuł 353¹ Kodeksu cywilnego

Fundamentem polskiego prawa kontraktowego jest zasada swobody umów. Mówi ona, że strony mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania. Jednak ta wolność nie jest absolutna. Zgodnie z art. 353¹ KC, treść lub cel umowy nie mogą sprzeciwiać się:

  • właściwości (naturze) stosunku prawnego,
  • ustawie,
  • zasadom współżycia społecznego.

To właśnie ten ostatni punkt – zasady współżycia społecznego – jest najczęstszą podstawą do „ukrócenia” zapędów zleceniodawców, którzy chcieliby nadmiernie kontrolować zleceniobiorców. Zasady te to nic innego jak normy moralne, etyczne i uczciwość kupiecka. Jeśli umowa czyni z kogoś „niewolnika”, jest ona sprzeczna z tymi zasadami i jako taka może zostać uznana za nieważną (w całości lub w części) na podstawie art. 58 KC.

Jakie zapisy mogą zostać uznane za „niewolnicze”?

W praktyce sądowej istnieje kilka rodzajów klauzul, które regularnie lądują w koszu jako niedopuszczalne. Oto najczęstsze przykłady:

1. Brak możliwości wypowiedzenia umowy bezterminowej

Umowa, której nie da się wypowiedzieć lub której termin wypowiedzenia jest absurdalnie długi (np. 5 lat dla prostego zlecenia), jest uznawana za sprzeczną z wolnością człowieka. Prawo nie pozwala na tworzenie „wieczystych” zobowiązań, które więżą strony na zawsze bez realnej ścieżki wyjścia.

2. Drastyczne kary umowne za każdą drobnostkę

Jeśli kara umowna za najmniejsze uchybienie jest tak wysoka, że jej zapłacenie oznaczałoby bankructwo zleceniobiorcy, sąd może uznać taki zapis za nieważny lub dokonać jego tzw. miarkowania (czyli drastycznego obniżenia). Kary nie mogą służyć do „terroryzowania” drugiej strony.

3. Zakaz konkurencji bez odszkodowania

To jeden z najczęstszych problemów. Zleceniodawcy często wpisują do umów zakaz pracy dla konkurencji przez wiele lat po zakończeniu współpracy, nie oferując w zamian żadnych pieniędzy. W przypadku umów zlecenia (inaczej niż przy umowie o pracę) brak odpłatności za zakaz konkurencji po ustaniu zlecenia jest często uznawany przez sądy za naruszenie zasad współżycia społecznego, ponieważ pozbawia człowieka możliwości zarobkowania w wyuczonym zawodzie.

4. Wyłączność absolutna i nielimitowana

Zapisy, które zabraniają zleceniobiorcy podejmowania jakiejkolwiek innej aktywności zawodowej, nawet niezwiązanej z przedmiotem zlecenia, przy jednoczesnym braku gwarancji minimalnego wynagrodzenia, są klasycznym przykładem „klauzul niewolniczych”.

Rola sądu w przywracaniu sprawiedliwości

Warto wiedzieć, że sąd nie zawsze musi unieważniać całą umowę. Często stosuje się zasadę, że nieważne są tylko te konkretne, „toksyczne” zapisy. Jeśli np. umowa jest uczciwa, ale zawiera jeden absurdalny punkt o karze umownej w wysokości miliona złotych za spóźnienie o 5 minut, sąd może uznać za nieważny tylko ten konkretny fragment.

Co ciekawe, sądy coraz częściej patrzą nie tylko na to, co jest napisane na papierze, ale na faktyczną relację między stronami. Jeśli zleceniobiorca był w trudnej sytuacji finansowej, a zleceniodawca to wykorzystał (tzw. wyzysk), umowa stoi na bardzo kruchych fundamentach prawnych.

Ciekawostka: Wyzysk w Kodeksie cywilnym

Istnieje specjalny przepis (art. 388 KC) dotyczący wyzysku. Jeśli jedna strona, wykorzystując przymusowe położenie, niedołęstwo lub niedoświadczenie drugiej strony, zastrzega dla siebie świadczenie, którego wartość rażąco przewyższa wartość jej własnego świadczenia, poszkodowany może żądać zmniejszenia swego świadczenia, zwiększenia świadczenia należnego mu od drugiej strony, a nawet unieważnienia umowy.

Jak się bronić przed takimi umowami?

Jeśli podpisałeś umowę, która wydaje Ci się „niewolnicza”, nie jesteś na straconej pozycji. Pierwszym krokiem jest zazwyczaj wezwanie drugiej strony do zmiany zapisów lub próba polubownego rozwiązania umowy. Jeśli to nie zadziała, pozostaje droga sądowa – powództwo o ustalenie nieważności zapisu umowy lub o rozwiązanie stosunku prawnego.

Pamiętaj, że prawo cywilne opiera się na równości stron. Choć w biznesie silniejszy często dyktuje warunki, to „dyktatura” ta kończy się tam, gdzie zaczyna się rażąca niesprawiedliwość i deptanie godności człowieka. Stwierdzenie o unieważnianiu „niewolniczych” zapisów jest więc jak najbardziej prawdziwe i stanowi ważny bezpiecznik w naszym systemie prawnym.

Podziel się z innymi: