Gość (37.30.*.*)
Często myślimy o wolności słowa jako o nieograniczonym prawie do mówienia wszystkiego, co ślina przyniesie nam na język. W dobie mediów społecznościowych, gdzie każdy z nas ma własną ambonę w postaci profilu na Facebooku czy konta na X (dawnym Twitterze), granica między wyrażaniem opinii a naruszaniem cudzych praw stała się wyjątkowo cienka. Problem polega na tym, że wolność słowa nie jest wartością absolutną. Kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się naruszanie godności, bezpieczeństwa lub wolności drugiego człowieka.
W teorii sprawa wydaje się prosta: możesz mówić, co chcesz, dopóki nie krzywdzisz innych. W praktyce wyznaczenie tej granicy to jedno z największych wyzwań współczesnego prawa i etyki. Wolność słowa to fundament demokracji, pozwalający na krytykę władzy, dyskusję o trudnych tematach i wymianę poglądów. Jednak odpowiedzialność za słowa pojawia się w momencie, gdy nasze wypowiedzi przestają być elementem debaty, a stają się narzędziem ataku.
Granica ta zostaje przekroczona przede wszystkim w sytuacjach takich jak:
Odpowiedzialność za słowa ma dwa wymiary: prawny i społeczny. Ten pierwszy jest precyzyjnie określony w kodeksach. W Polsce Konstytucja gwarantuje wolność wyrażania poglądów (Art. 54), ale jednocześnie Kodeks karny zawiera artykuły dotyczące zniesławienia (art. 212) czy zniewagi (art. 216). Jeśli kogoś publicznie pomówisz, musisz liczyć się z konsekwencjami przed sądem – od grzywny po konieczność zamieszczenia przeprosin.
Drugi wymiar to odpowiedzialność społeczna i etyczna. Nawet jeśli Twoja wypowiedź nie łamie prawa, może być głęboko niemoralna lub raniąca. Tutaj wkracza tzw. kultura unieważniania (cancel culture) lub po prostu ostracyzm towarzyski. Odpowiedzialność polega tu na świadomości, że każde wypowiedziane słowo niesie ze sobą skutek – może kogoś zainspirować, ale może też doprowadzić do tragedii, np. w przypadku hejtu rówieśniczego w sieci.
Warto wiedzieć, że prawo odróżnia fakty od ocen. Jeśli powiesz: „Moim zdaniem ten polityk jest nieskuteczny”, wyrażasz opinię, do której masz prawo. Jeśli jednak powiesz: „Ten polityk ukradł pieniądze z budżetu”, a nie masz na to dowodów, podajesz nieprawdziwy fakt. To właśnie tutaj najczęściej zaczyna się odpowiedzialność karna za słowa.
Ciekawym zagadnieniem w kontekście wolności słowa jest tzw. paradoks tolerancji sformułowany przez Karla Poppera. Filozof ten zauważył, że jeśli będziemy bezgranicznie tolerancyjni nawet wobec tych, którzy głoszą nietolerancję i chcą zniszczyć wolność słowa, to w końcu ta wolność zostanie nam odebrana.
Dlatego społeczeństwa demokratyczne nakładają kagańce na ideologie totalitarne czy mowę nienawiści. Nie robią tego, by ograniczać dyskusję, ale by chronić samą możliwość jej prowadzenia w przyszłości.
Wiele osób wciąż ulega złudzeniu, że internet zapewnia anonimowość, a co za tym idzie – bezkarność. To mit. Organy ścigania coraz skuteczniej radzą sobie z identyfikacją autorów nienawistnych wpisów czy gróźb karalnych. Odpowiedzialność za słowa w sieci jest identyczna jak w świecie rzeczywistym.
Co więcej, w internecie słowo zostaje na zawsze. Screeny, archiwa i pamięć wyszukiwarek sprawiają, że niefortunny lub agresywny komentarz sprzed lat może wpłynąć na naszą karierę zawodową czy relacje osobiste dzisiaj. To nowoczesna forma odpowiedzialności, o której często zapominamy w emocjach podczas pisania komentarza.
W niektórych krajach, jak np. w USA, wolność słowa (Pierwsza Poprawka) jest chroniona znacznie szerzej niż w Europie. W Stanach Zjednoczonych nawet mowa nienawiści często nie jest karana przez państwo, o ile nie nawołuje do bezpośredniej przemocy. W Europie, ze względu na doświadczenia historyczne (II wojna światowa), podchodzi się do tego znacznie bardziej restrykcyjnie, kładąc większy nacisk na ochronę godności jednostki.
Wolność słowa to potężne narzędzie, ale jak każde narzędzie, wymaga instrukcji obsługi. Najprostszą zasadą, która pozwala uniknąć problemów z odpowiedzialnością, jest tzw. test trzech sit Sokratesa. Zanim coś powiesz lub napiszesz, zadaj sobie pytania:
Jeśli Twoje słowa przejdą przez te filtry, prawdopodobnie nie musisz martwić się o to, gdzie kończy się Twoja wolność. Odpowiedzialność za słowa to nic innego jak dojrzałość w komunikacji – umiejętność bronienia swoich racji bez deptania praw innych ludzi.