Jakie masz pytanie?

lub

Jakie nietypowe i zaskakujące, a jednocześnie legalne zapisy można spotkać w umowach zlecenia w Polsce?

Kary umowne za uśmiech Klauzule dotyczące mediów społecznościowych Zakaz konkurencji bez odszkodowania
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Umowa zlecenie to w polskim prawie jedna z najbardziej elastycznych form współpracy. Ponieważ opiera się na Kodeksie cywilnym, a nie na Kodeksie pracy, strony mają ogromną swobodę w kształtowaniu jej treści. Ta swoboda sprawia jednak, że w dokumentach lądują czasem zapisy, które mogą wprawić w osłupienie. Choć niektóre brzmią jak z filmu science-fiction, w rzeczywistości są w pełni legalne i wiążące.

Kary umowne za spóźnienie lub... brak uśmiechu

W klasycznej umowie o pracę nałożenie kary finansowej na pracownika jest ściśle ograniczone przepisami. W umowie zlecenia panuje "wolna amerykanka". Zleceniodawca może wpisać karę umowną niemal za wszystko, o ile obie strony się na to zgodzą.

Spotyka się zapisy przewidujące konkretne kwoty za spóźnienie (nawet kilkuminutowe), nieodebranie telefonu w określonych godzinach czy niewysłanie raportu do godziny 16:00. Najbardziej zaskakujące są jednak kary za "brak profesjonalnej postawy" lub "nienależyte reprezentowanie marki". Pod tymi ogólnymi pojęciami może kryć się wszystko – od narzekania na firmę w kuchni, po brak uśmiechu podczas obsługi klienta. Jeśli kwota kary nie jest rażąco wygórowana w stosunku do wynagrodzenia, sąd prawdopodobnie uzna ją za legalną.

Prawo do wyznaczenia zastępcy

To jeden z najbardziej paradoksalnych zapisów. Wiele osób dziwi się, widząc w umowie punkt mówiący o tym, że "Zleceniobiorca może powierzyć wykonanie zlecenia osobie trzeciej". Wydaje się to nielogiczne – przecież firma chce, żeby to konkretny Jan Kowalski wykonał zadanie.

Zapis ten pojawia się jednak celowo, aby... chronić Zleceniodawcę przed Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Brak zapisu o osobistym świadczeniu pracy jest jednym z kluczowych argumentów świadczących o tym, że dana umowa to faktycznie zlecenie, a nie ukryta umowa o pracę. Jeśli taki zapis widnieje w Twojej umowie, teoretycznie możesz wysłać na swoje miejsce wykwalifikowanego kolegę, o ile umowa nie precyzuje, że musisz uzyskać na to uprzednią zgodę.

Zakaz konkurencji po ustaniu umowy (nawet bezpłatny)

W przypadku umowy o pracę zakaz konkurencji po odejściu z firmy wiąże się z koniecznością wypłaty odszkodowania przez pracodawcę. W umowie zlecenia sprawa wygląda inaczej. Sąd Najwyższy wielokrotnie potwierdzał, że w ramach swobody umów można zobowiązać zleceniobiorcę do tego, by po zakończeniu współpracy nie pracował dla konkurencji przez określony czas – i to bez żadnego dodatkowego wynagrodzenia.

Dla wielu osób jest to ogromne zaskoczenie, gdy po rozwiązaniu umowy dowiadują się, że przez rok nie mogą podjąć pracy w swojej branży w promieniu 50 kilometrów. Jest to zapis w pełni legalny, o ile nie narusza zasad współżycia społecznego (np. nie trwa 10 lat).

Klauzule dotyczące mediów społecznościowych

W dobie Instagrama i TikToka firmy coraz częściej zabezpieczają swój wizerunek w sposób bardzo restrykcyjny. W umowach zlecenia pojawiają się zapisy zakazujące publikowania jakichkolwiek zdjęć z miejsca wykonywania zlecenia lub wypowiadania się o marce w mediach społecznościowych – nawet prywatnie.

Zaskakujące mogą być też klauzule "czystości cyfrowej" po zakończeniu współpracy. Zleceniobiorca może zostać zobowiązany do usunięcia ze swoich profili wszelkich oznaczeń (tagów) związanych z firmą lub zdjęć, na których widoczne jest logo zleceniodawcy.

Przeniesienie autorskich praw majątkowych na... wszystko

Standardem w branżach kreatywnych jest przeniesienie praw autorskich do stworzonego dzieła. Jednak w umowach zlecenia często spotyka się zapisy tak szerokie, że obejmują one "wszystkie znane w chwili zawarcia umowy pola eksploatacji", a także prawo do wykonywania autorskich praw zależnych (czyli np. przerabiania Twojego tekstu czy grafiki bez Twojej wiedzy).

Ciekawostką jest fakt, że zleceniodawcy często wpisują do umów prawo do wykorzystania wizerunku zleceniobiorcy "na wieki" i bez ograniczeń terytorialnych. Oznacza to, że jeśli raz dasz się sfotografować podczas pracy, Twoja twarz może pojawić się na billboardzie w innym kraju nawet 10 lat po tym, jak zapomnisz o istnieniu tej firmy.

Dostępność "pod telefonem" bez wynagrodzenia

W umowie o pracę czas dyżuru jest ściśle uregulowany. W zleceniu można spotkać zapis, że zleceniobiorca zobowiązuje się do pozostawania w gotowości do świadczenia usług w określonych godzinach, ale wynagrodzenie otrzymuje tylko za faktycznie przepracowany czas. Choć brzmi to nieuczciwie, przy odpowiednim sformułowaniu jest to dopuszczalne. Kluczem jest tutaj definicja "gotowości" – jeśli nie ogranicza ona drastycznie swobody zleceniobiorcy (np. może on w tym czasie być w domu), zapis ten przejdzie weryfikację prawną.

Warto wiedzieć: Zasada swobody umów

Wszystkie powyższe zapisy opierają się na art. 353¹ Kodeksu cywilnego. Mówi on, że strony mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego. To właśnie ta "natura stosunku" jest jedynym hamulcem dla najbardziej szalonych pomysłów zleceniodawców. Jeśli zapis w umowie czyni ze zleceniobiorcy "niewolnika", sąd może go unieważnić, ale droga do tego jest zazwyczaj długa i kosztowna.

Podziel się z innymi: