Jakie masz pytanie?

lub

Jakie kontrowersje budzi opłata reprograficzna i dlaczego to urzędnicy mają decydować o tym, kto jest artystą? Dlaczego społeczeństwo ma wspierać twórców, których nie lubi lub którzy nie potrafią przekonać do siebie publiczności, oraz czy sprawiedliwe jest, aby artyści unikali odprowadzania składek emerytalnych, oczekując jednocześnie, że na ich świadczenia złoży się społeczeństwo w formie opłaty reprograficznej?

Opłata reprograficzna kontrowersje Finansowanie twórców z podatku Emerytury artystów a składki społeczne
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Opłata reprograficzna to temat, który regularnie powraca w debacie publicznej, budząc skrajne emocje. Przez jednych nazywana „podatkiem od smartfonów”, przez innych „sprawiedliwą rekompensatą dla twórców”, stała się punktem zapalnym w relacjach między środowiskiem artystycznym, producentami elektroniki a konsumentami. Choć teoretycznie ma ona na celu wsparcie kultury, w praktyce rodzi szereg pytań o sprawiedliwość społeczną, rolę państwa w definiowaniu sztuki oraz zasady finansowania ubezpieczeń społecznych.

Czym właściwie jest opłata reprograficzna?

Zanim przejdziemy do kontrowersji, warto wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi. Opłata reprograficzna to nie jest nowy pomysł – funkcjonuje w Polsce od lat, ale w formie, która zdaniem wielu jest archaiczna. Obecnie doliczana jest do cen urządzeń takich jak kserokopiarki, skanery czy czyste płyty CD/DVD. Pieniądze te trafiają do organizacji zbiorowego zarządzania (jak np. ZAiKS), które następnie dzielą je między twórców.

Logika stojąca za tą opłatą opiera się na tzw. dozwolonym użytku osobistym. Prawo pozwala nam kopiować utwory (muzykę, filmy, książki) na własne potrzeby, jeśli nabyliśmy je legalnie. Ponieważ twórcy tracą potencjalny zarobek przez to, że nie kupujemy kolejnego egzemplarza płyty dla członka rodziny, lecz ją kopiujemy, producenci sprzętu mają „dorzucać się” do funduszu rekompensacyjnego. Spór dotyczy rozszerzenia tej listy o smartfony, tablety i laptopy, które dziś służą jako główne narzędzia do konsumpcji kultury.

Dlaczego urzędnicy mają decydować, kto jest artystą?

Jednym z najbardziej zapalnych punktów dyskusji jest projekt ustawy o statusie artysty zawodowego, który ściśle wiąże się z opłatą reprograficzną. Zgodnie z założeniami, część wpływów z tej opłaty miałaby finansować składki emerytalne i zdrowotne dla najmniej zarabiających twórców. Aby jednak system działał, państwo musi wiedzieć, komu dopłacać.

I tu pojawia się problem: jak zdefiniować artystę? Czy jest nim każdy, kto wrzuci piosenkę na YouTube, czy tylko osoba z dyplomem uczelni artystycznej? Proponowane rozwiązania zakładają stworzenie specjalnego rejestru. O wpisie do niego decydowałyby organizacje reprezentujące artystów oraz urzędnicy. Krytycy alarmują, że to powrót do systemów korporacyjnych, gdzie o prawie do wykonywania zawodu decyduje „legitymacja”. Budzi to obawy o upolitycznienie procesu i marginalizację twórców niezależnych, którzy nie wpisują się w oficjalne ramy „sztuki” uznawanej przez państwowe komisje.

Czy społeczeństwo powinno wspierać twórców, których nie lubi?

To pytanie uderza w same fundamenty solidarności społecznej i mechanizmów rynkowych. Przeciwnicy opłaty argumentują, że w dobie streamingu (Spotify, Netflix), gdzie płacimy bezpośrednio za dostęp do treści, dodatkowa opłata na urządzenie jest podwójnym opodatkowaniem. Co więcej, pojawia się argument etyczny: dlaczego konsument kupujący telefon do pracy ma finansować twórcę, którego twórczość go nie interesuje lub który nie potrafi odnaleźć się na wolnym rynku?

Z perspektywy zwolenników opłaty, kultura nie jest zwykłym towarem. Twierdzą oni, że rynek faworyzuje jedynie twórców komercyjnych, a kultura wysoka czy niszowa wymaga mecenatu, by przetrwać. Opłata reprograficzna ma być formą „podatku od cywilizacji”, który zapewnia przetrwanie tkanki kulturowej narodu. Jednak dla przeciętnego obywatela, który zmaga się z inflacją, argument o konieczności dopłacania do artystów, którzy „nie potrafią się sprzedać”, jest trudny do zaakceptowania.

Kwestia emerytur: sprawiedliwość czy przywilej?

Największe emocje budzi jednak wątek składek emerytalnych. Większość artystów w Polsce pracuje na umowach o dzieło, które nie są ozusowane. W efekcie wielu z nich po dekadach pracy zostaje bez prawa do minimalnej emerytury. Rozwiązanie problemu poprzez opłatę reprograficzną zakłada, że społeczeństwo (poprzez wyższe ceny elektroniki) złoży się na ubezpieczenie grupy zawodowej, która przez lata nie odprowadzała składek w takim stopniu, jak pracownicy etatowi.

Z jednej strony mamy argument o specyfice zawodu – dochody artystów są nieregularne i często niskie. Z drugiej strony pojawia się pytanie o sprawiedliwość względem innych grup zawodowych. Czy sprawiedliwe jest, aby kasjer, budowlaniec czy pielęgniarka, od których pensji co miesiąc odprowadzane są obowiązkowe składki, finansowali w cenie swojego smartfona emerytury osób, które wybrały wolny zawód i nie zadbały o zabezpieczenie przyszłości?

Ciekawostka: jak to wygląda w innych krajach?

Warto wiedzieć, że Polska nie jest wyjątkiem – opłaty reprograficzne istnieją w większości krajów Unii Europejskiej, m.in. w Niemczech, Francji czy we Włoszech. Różnią się jednak stawkami i sposobem dystrybucji środków. W niektórych państwach wpływy te są gigantyczne i realnie wspierają budżety twórców, podczas gdy w innych (jak np. w Wielkiej Brytanii) system ten praktycznie nie istnieje lub opiera się na zupełnie innych zasadach.

Podsumowanie argumentów obu stron

Debata nad opłatą reprograficzną to klasyczny konflikt wartości.

  • Argumenty „za”: Rekompensata za dozwolony użytek, wsparcie dla kultury niszowej, zapewnienie bezpieczeństwa socjalnego twórcom, dostosowanie prawa do cyfrowej rzeczywistości.
  • Argumenty „przeciw”: Wzrost cen elektroniki dla wszystkich obywateli, ryzyko powołania „urzędowych artystów”, niesprawiedliwość w systemie emerytalnym, ignorowanie faktu, że streaming zmienił sposób konsumpcji mediów.

Obecnie nie ma jednoznacznego konsensusu w tej sprawie. Dyskusja pokazuje jednak głęboki podział w postrzeganiu roli artysty w społeczeństwie – czy jest on przedsiębiorcą podlegającym prawom rynku, czy może depozytariuszem kultury, któremu należy się szczególna opieka państwa, niezależnie od jego sukcesu komercyjnego.

Podziel się z innymi: