Gość (37.30.*.*)
Umowa zlecenia to w polskim prawie jedna z najbardziej elastycznych form współpracy. Zasada swobody umów pozwala stronom na niemal dowolne kształtowanie relacji, o ile nie sprzeciwia się ona ustawie, naturze stosunku ani zasadom współżycia społecznego. To właśnie te ostatnie, ujęte w słynnym art. 5 Kodeksu cywilnego, stanowią swoisty „bezpiecznik” przed zapisami, które na pierwszy rzut oka wyglądają na legalne, ale w rzeczywistości są rażąco niesprawiedliwe lub absurdalne.
Zanim przejdziemy do konkretnych dziwactw w umowach, warto zrozumieć, o co chodzi z tym tajemniczym przepisem. Art. 5 KC mówi, że nie można czynić ze swego prawa użytku, który byłby sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli coś jest zapisane w umowie „czarno na białym”, sąd może uznać, że egzekwowanie tego zapisu w konkretnej sytuacji jest nadużyciem prawa i nie zasługuje na ochronę.
To narzędzie, które pozwala sędziom na odrobinę ludzkiego podejścia do suchych paragrafów. Jeśli zleceniodawca próbuje wykorzystać swoją dominującą pozycję, by „dokręcić śrubę” zleceniobiorcy w sposób nieludzki, art. 5 wchodzi do gry.
W praktyce rynkowej, szczególnie w branżach kreatywnych, IT czy gastronomicznych, można natknąć się na zapisy, które budzą zdumienie. Oto kilka przykładów, które balansują na granicy (lub ją przekraczają) zasad współżycia społecznego:
W branży usługowej zdarzają się umowy, w których zleceniodawca zastrzega sobie prawo do nałożenia kary umownej, jeśli zleceniobiorca nie wykazuje „należytego entuzjazmu” lub „pozytywnego nastawienia” podczas wykonywania zadań. Choć dbałość o jakość obsługi jest zrozumiała, tak subiektywne kryterium jest skrajnie trudne do zweryfikowania i może być uznane za nadużycie, jeśli służy jedynie obniżaniu wynagrodzenia.
Zdarzają się klauzule, w których zleceniobiorca zobowiązuje się, że po zakończeniu współpracy nie podejmie pracy w podobnej branży przez 10 lat na terenie całej Unii Europejskiej, nie otrzymując za to żadnego ekwiwalentu pieniężnego. Sąd Najwyższy wielokrotnie wskazywał, że nieodpłatny zakaz konkurencji po ustaniu zlecenia może być sprzeczny z zasadami współżycia społecznego, zwłaszcza gdy drastycznie ogranicza możliwość zarobkowania.
Niektóre firmy próbują przemycać zapisy pozwalające zleceniodawcy na obniżenie stawki za już wykonaną pracę, jeśli uzna on, że „efekt nie jest satysfakcjonujący”, bez precyzyjnego określenia kryteriów oceny. Takie „widzimisię” jest klasycznym przykładem naruszenia równowagi stron.
Art. 746 Kodeksu cywilnego pozwala wypowiedzieć zlecenie w każdym czasie, ale jeśli dzieje się to bez ważnego powodu, strona wypowiadająca może być odpowiedzialna za szkodę. Strony często próbują całkowicie wyłączyć możliwość wypowiedzenia umowy. Jednak zgodnie z prawem, nie można z góry zrzec się uprawnienia do wypowiedzenia zlecenia z ważnych powodów (np. choroby czy rażącego naruszania umowy przez drugą stronę). Taki zapis jest z mocy prawa nieważny.
Jeśli zastanawiasz się, czy nasi południowi sąsiedzi mają podobny „wentyl bezpieczeństwa” w swoim systemie prawnym, odpowiedź brzmi: tak. Czeski system prawny, oparty na nowym Kodeksie cywilnym (Občanský zákoník – ustawa nr 89/2012 Coll.), zawiera bardzo zbliżone konstrukcje.
W czeskim prawie kluczowe są dwa fragmenty:
Czeskie sądy, podobnie jak polskie, wykorzystują te zapisy do korygowania sytuacji, w których litera prawa (lub umowy) prowadziłaby do rażącej niesprawiedliwości. Co ciekawe, czeskie prawo kładzie bardzo duży nacisk na zasadę autonomii woli, ale jednocześnie silnie chroni słabszą stronę stosunku prawnego (np. drobnego zleceniobiorcę w starciu z korporacją).
W niektórych krajach anglosaskich (choć w Polsce i Czechach byłoby to nie do pomyślenia ze względu na godność człowieka) zdarzały się próby wpisywania do umów tzw. „klauzul wampirzych”, w których zleceniobiorca wyrażał zgodę na wykorzystanie swojego wizerunku lub danych biometrycznych nawet po śmierci, w sposób dowolnie zmodyfikowany przez AI. W kontekście art. 5 KC w Polsce, taka próba całkowitego wyzucia człowieka z podmiotowości zostałaby niemal na pewno uznana za sprzeczną z zasadami współżycia społecznego.
Jeśli podpisujesz umowę zlecenia i widzisz zapis, który wydaje Ci się absurdalny, pamiętaj o kilku zasadach:
Współczesne prawo, zarówno w Polsce, jak i w Czechach, coraz częściej staje po stronie uczciwości i zdrowego rozsądku, ograniczając samowolkę „kreatywnych” prawników tworzących jednostronne umowy.