Gość (83.4.*.*)
Rozstanie Roberta Burneiki, znanego szerzej jako „Hardkorowy Koksu”, oraz Kaji Kędzierskiej odbiło się szerokim echem w mediach społecznościowych i portalach plotkarskich. Wraz z informacją o zakończeniu ich wieloletniego związku, w sieci pojawiła się lawina spekulacji dotyczących podziału majątku oraz potencjalnych świadczeń finansowych. Kontrowersje wokół tego tematu wynikają przede wszystkim z głębokiego niezrozumienia różnic prawnych między małżeństwem a związkiem nieformalnym (konkubinatem), co prowadzi do powielania tez niemających oparcia w polskich przepisach.
Kluczem do zrozumienia, dlaczego tezy o „alimentach dla partnerki” budzą taki sprzeciw ekspertów i świadomych internautów, jest polski Kodeks rodzinny i opiekuńczy. W Polsce instytucja konkubinatu, czyli związku nieformalnego, nie jest prawnie uregulowana w taki sposób jak małżeństwo. Oznacza to, że osoby pozostające w takim związku, bez względu na staż czy posiadanie wspólnych dzieci, są z punktu widzenia prawa osobami obcymi w kontekście wzajemnych obowiązków alimentacyjnych.
W przypadku rozwodu małżonków prawo przewiduje możliwość ubiegania się o alimenty na rzecz byłego współmałżonka (np. w sytuacji niedostatku lub istotnego pogorszenia stopy życiowej, jeśli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia). W związku nieformalnym, takim jak ten Roberta Burneiki i Kaji Kędzierskiej, taka konstrukcja prawna po prostu nie istnieje. Nie ma przepisu, który nakazywałby jednemu partnerowi płacić na utrzymanie drugiego po rozstaniu.
Częstym błędem w dyskusjach publicznych jest mieszanie dwóch odrębnych kwestii: alimentów na dzieci oraz świadczeń na rzecz byłego partnera. Robert Burneika i Kaja Kędzierska mają dwie córki. W tym przypadku prawo jest jasne – oboje rodzice mają obowiązek ponoszenia kosztów utrzymania i wychowania dzieci, niezależnie od tego, czy byli małżeństwem.
Kontrowersyjne tezy często sugerują, że Kaja Kędzierska mogłaby żądać wysokich kwot „dla siebie” ze względu na styl życia, do którego przywykła u boku sportowca. Krytycy tych twierdzeń słusznie zauważają, że o ile Robert Burneika jest prawnie zobowiązany do zapewnienia bytu swoim dzieciom (co obejmuje m.in. koszty mieszkania, edukacji, wyżywienia czy opieki medycznej dla nich), o tyle nie ma on żadnego obowiązku finansowania potrzeb życiowych byłej partnerki jako osoby dorosłej.
Kolejnym punktem zapalnym jest kwestia wspólnego majątku. W małżeństwie domyślnie panuje wspólność ustawowa, a po rozwodzie następuje podział majątku dorobkowego. W związku nieformalnym każdy partner zachowuje prawo własności do przedmiotów, które sam nabył.
Jeśli partnerzy wspólnie inwestowali w nieruchomości lub firmy, ich rozliczenie po rozstaniu odbywa się na podstawie przepisów o zniesieniu współwłasności lub bezpodstawnym wzbogaceniu, a nie na zasadach prawa rodzinnego. To proces znacznie trudniejszy i wymagający twardych dowodów na to, kto i ile pieniędzy wyłożył na dany cel. Tezy sugerujące, że partnerce „należy się połowa” majątku Roberta Burneiki tylko dlatego, że byli razem przez lata, są więc prawnie bezzasadne i to właśnie budzi największy sprzeciw osób znających realia prawne.
Krytyka teorii o alimentach dla Kaji Kędzierskiej wynika również z dbałości o rzetelność informacji. Powielanie mitów o „alimentach na partnerkę” w związku nieformalnym wprowadza w błąd tysiące ludzi, którzy mogą błędnie oceniać swoją własną sytuację życiową i prawną.
Warto wiedzieć, że w Polsce, ze względu na brak regulacji dotyczących konkubinatu, coraz popularniejsze stają się tzw. umowy partnerskie (kontrakty cywilnoprawne) zawierane u notariusza. Pozwalają one partnerom na uregulowanie kwestii finansowych i majątkowych na wypadek rozstania. Bez takiej umowy, po rozstaniu partnerzy muszą liczyć się z tym, że prawo potraktuje ich jak zupełnie obce sobie osoby, co w przypadku wieloletnich relacji bywa brutalnym zderzeniem z rzeczywistością.
Podsumowując, kontrowersje wokół roszczeń finansowych w sprawie Burneiki i Kędzierskiej wynikają z faktu, że opinia publiczna często próbuje nakładać ramy prawne małżeństwa na związek, który nim nie był. Z perspektywy polskiego prawa, roszczenia o alimenty dla partnerki w takiej sytuacji są niemożliwe do wyegzekwowania, co czyni wszelkie dyskusje na ten temat jedynie medialną spekulacją, a nie analizą prawną.