Gość (37.30.*.*)
Świat kina i literatury uwielbia motywy, które balansują na granicy nauki, magii i psychologii. Rośliny, które otwierają usta, by wyjawić tajemnice, czy substancje, które zmuszają do mówienia prawdy, to klasyczne przykłady tego, jak fikcja potrafi wykorzystać nasze pragnienie odkrycia ostatecznej, niepodważalnej prawdy.
Czy te filmowe rekwizyty mają jednak jakikolwiek odpowiednik w rzeczywistości? Odpowiedź jest złożona: nie ma magicznej rośliny, która zmusi Cię do wyznania, kto zjadł ostatni kawałek ciasta, ale istnieją substancje, które od dawna budzą nadzieję (i kontrowersje) jako tzw. "serum prawdy".
Koncept substancji, która miałaby "wyłączyć" zdolność do kłamania, jest obecny w kulturze od dziesięcioleci. W rzeczywistości potoczne określenie "serum prawdy" odnosi się do różnych środków psychoaktywnych, które były (i w niektórych krajach nadal są) używane w trakcie przesłuchań przez policję i służby specjalne.
Najczęściej testowanymi i stosowanymi substancjami były:
Idea stojąca za "serum prawdy" jest taka, że substancje te miały obniżać opór psychiczny przesłuchiwanego, prowadząc do szczerych wyznań. Barbiturany, wywołując stan uspokojenia i senności, miały sprawiać, że osoba stawała się mniej zdolna do kontrolowania swoich wypowiedzi i konstruowania skomplikowanych kłamstw. Skopolamina natomiast ma silny efekt amnezjogenny.
I tu dochodzimy do sedna sprawy: żadne "serum prawdy" nie działa tak, jak przedstawia to kino.
W praktyce eksperymenty ze środkami takimi jak tiopental sodu, prowadzone m.in. przez CIA i armię USA, wykazały, że osoby pod ich wpływem:
Substancje te nie zmuszają do mówienia prawdy, lecz wprowadzają przesłuchiwanego w stan, w którym jest on bardziej podatny na sugestie, ma zaburzoną ocenę rzeczywistości i może generować fałszywe zeznania, wierząc, że są prawdziwe. Z tego powodu stosowanie "serum prawdy" jest obecnie oficjalnie zakazane w wielu krajach i jest traktowane jako forma tortur, niezgodna z prawami człowieka.
Wniosek jest jasny: Koncepcja farmakologicznego wymuszenia prawdy to mit, który w praktyce doprowadził do serii kompromitujących eksperymentów i naruszeń praw człowieka.
Jeśli chodzi o rośliny, które w filmach dosłownie otwierają usta (lub zmuszają do mówienia), to jest to czysta fikcja i metafora. Nie istnieje gatunek rośliny, który miałby fizyczną zdolność do wymuszania na człowieku mówienia.
Natomiast, jeśli spojrzymy na to z perspektywy substancji, to:
Podsumowując, filmowe wizje substancji i roślin, które wymuszają prawdę, mają swoje korzenie w rzeczywistych eksperymentach z substancjami psychoaktywnymi. Jednak ich działanie zostało wyolbrzymione i zniekształcone przez popkulturę. W rzeczywistości środki te nie gwarantują prawdy, a jedynie wprowadzają w stan podatności na sugestie, co czyni je narzędziem niebezpiecznym i niewiarygodnym.