Jakie masz pytanie?

lub

Czy Bazar Różyckiego i jego czarna legenda miały swoje odpowiedniki w Łodzi, Wrocławiu lub Gdańsku?

najsłynniejsze bazary PRL czarna legenda targowisk historia polskiego handlu
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Bazar Różyckiego na warszawskiej Pradze to miejsce-ikona. Przez dekady był sercem handlowego podziemia, symbolem warszawskiego cwaniactwa i miejscem, gdzie „załatwić” można było wszystko – od świeżych pyz, przez zachodnie jeansy, aż po broń czy fałszywe dokumenty. Jednak Warszawa nie miała monopolu na tego typu miejsca. Każde duże polskie miasto posiadało swój własny mikrokosmos handlu, który balansował na granicy prawa, tworząc unikalną, często mroczną legendę.

Łódź i legendarny Bałucki Rynek

Jeśli szukamy najwierniejszego odpowiednika „Różyca” pod względem klimatu, skali i „czarnej legendy”, Łódź wygrywa ten ranking bezapelacyjnie. Bałucki Rynek, położony w sercu owianej złą sławą dzielnicy Bałuty, to miejsce, które do dziś budzi respekt. Bałuty dla Łodzi są tym, czym Praga dla Warszawy – dzielnicą z własnym kodeksem honorowym, specyficzną gwarą i historią, która nie zawsze była kolorowa.

Bałucki Rynek w czasach PRL-u był państwem w państwie. To tutaj kwitł handel wszystkim, co było deficytowe. Legenda głosi, że na Bałutach można było kupić „nawet własny portfel, który skradziono ci dziesięć minut wcześniej przy wejściu”. Podobnie jak na Różyckiego, istniała tu silna hierarchia, a milicja rzadko zapuszczała się w głąb alejek bez solidnego wsparcia. Rynek był też miejscem, gdzie stykały się różne światy – od robotników z łódzkich fabryk, przez handlarzy walutą (cinkciarzy), aż po lokalnych królów życia.

Ciekawostka: Bałuckie „trio”

Warto wspomnieć, że Bałuty miały swoje specyficzne „usługi”. Oprócz handlu towarami, rynek był centrum lokalnego hazardu. Gra w „trzy karty” lub „trzy kubki” była tu codziennością, a naiwni przyjezdni regularnie tracili tam wypłaty, padając ofiarą zorganizowanych grup „naganiaczy”.

Wrocław i powojenny Szaberplac

Wrocław po 1945 roku był miastem szczególnym – „Dzikim Zachodem”, gdzie stare mieszało się z nowym w atmosferze chaosu i tymczasowości. To właśnie tutaj narodził się Szaberplac, czyli największe targowisko powojennej Polski, zlokalizowane na dzisiejszym Placu Grunwaldzkim.

Choć Szaberplac istniał krócej niż Bazar Różyckiego w swojej szczytowej formie, jego „czarna legenda” jest równie intensywna. Było to centrum handlu mieniem po niemieckim – od fortepianów i dzieł sztuki, po cegły z rozebranych kamienic. Nazwa mówi sama za siebie: „szaber” był fundamentem ówczesnej gospodarki. Panowała tam atmosfera niepewności, a bójki, kradzieże i porachunki były na porządku dziennym.

W późniejszych latach PRL-u rolę wrocławskiego centrum handlu nieoficjalnego przejął teren wokół Dworca Świebodzkiego. Do dziś niedzielny handel w tym miejscu ma w sobie coś z tamtego dawnego, niepokornego ducha, choć oczywiście w znacznie łagodniejszym wydaniu.

Gdańsk i portowy sznyt handlu

Gdańsk, ze względu na swój portowy charakter, budował legendę bazarową w nieco inny sposób. Tutaj „czarna legenda” nie wiązała się tylko z jedną lokalizacją, ale z całym systemem handlu morskiego. Najbliższym odpowiednikiem klimatu „Różyca” były targowiska we Wrzeszczu oraz słynna Gildia (choć ta rozkwitła nieco później).

Gdańskie bazary były oknem na świat. To tu trafiały towary przemycane przez marynarzy – prawdziwe jeansy Levi’s, zagraniczne papierosy, elektronika i egzotyczne owoce. Czarna legenda Gdańska to przede wszystkim opowieści o wielkich fortunach budowanych na przemycie i o cinkciarzach operujących pod Pewexami i w okolicach portu.

W Gdańsku handel zawsze miał posmak „dewizowy”. Rynek na Elbląskiej czy późniejsze Jarmarki Dominikańskie (w ich mniej oficjalnej, wczesnej formie) były miejscami, gdzie milicja i służby celne prowadziły nieustanną grę w kotka i myszkę z handlarzami.

Dlaczego te miejsca miały „czarną legendę”?

Wspólnym mianownikiem dla Warszawy, Łodzi, Wrocławia i Gdańska była systemowa niedoborowość PRL-u. Bazar był jedynym miejscem, gdzie gospodarka rynkowa działała w sposób naturalny, choć brutalny.

  1. Brak kontroli państwa: Władza ludowa nienawidziła bazarów, bo nie mogła ich w pełni kontrolować. To rodziło agresywną propagandę wymierzoną w „spekulantów”.
  2. Kryminalne podglebie: Tam, gdzie jest duża gotówka i brak oficjalnego nadzoru, pojawia się świat przestępczy. Haracze i ochrona były normą.
  3. Specyficzna kultura: Każdy z tych bazarów wytworzył własny folklor – od warszawskich pyz, przez łódzką gwarę bałucką, po wrocławski szaber.

Czy coś z tego zostało?

Dziś te miejsca albo zniknęły (jak Szaberplac), albo przeszły gruntowną rewitalizację (jak Bazar Różyckiego), albo walczą o przetrwanie w dobie galerii handlowych. Jednak ich legenda trwa w literaturze, filmie i wspomnieniach mieszkańców, stanowiąc fascynujący zapis historii polskiej przedsiębiorczości – tej z „ciemnej gwiazdy”.

Podziel się z innymi: