Gość (194.4.*.*)
Decyzja o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego to jeden z najbardziej dramatycznych i brzemiennych w skutkach momentów w historii Polski. Choć w dyskusjach często pojawiają się oba nazwiska – Tadeusz Bór-Komorowski oraz Antoni Chruściel „Monter” – to warto doprecyzować, jaką rolę odegrał każdy z nich w tym kluczowym momencie. Odpowiedź na pytanie, kto wydał rozkaz, nie jest jednowymiarowa, ponieważ dotyczy relacji między dowódcą naczelnym a dowódcą operacyjnym.
Głównodowodzącym Armii Krajowej był w tamtym czasie generał Tadeusz Bór-Komorowski. To na jego barkach spoczywała ostateczna odpowiedzialność za losy podziemia i samej Warszawy. Jednak decyzja o wybuchu powstania nie zapadła w próżni – była wynikiem narady Komendy Głównej AK, która odbyła się 31 lipca 1944 roku po południu.
To właśnie podczas tego spotkania, około godziny 17:45, generał Bór-Komorowski, w obecności kilku innych oficerów (m.in. Jana Stanisława Jankowskiego – Delegata Rządu na Kraj), wydał ustny rozkaz rozpoczęcia akcji „Burza” w Warszawie. Formalnie więc to Tadeusz Bór-Komorowski jest osobą, która zatwierdziła i wydała rozkaz o wybuchu powstania.
Dlaczego zatem nazwisko Antoniego Chruściela pojawia się tak często w tym kontekście? „Monter” był dowódcą Okręgu Warszawskiego AK, czyli bezpośrednim przełożonym oddziałów, które miały walczyć w mieście. To on był „motorem napędowym” decyzji o walce.
31 lipca 1944 roku pułkownik Chruściel przybył na naradę z meldunkiem, który przeważył szalę. Przekazał on (jak się później okazało – przedwczesną) informację o tym, że radzieckie czołgi są już na przedmieściach Pragi. To właśnie pod wpływem tego raportu Bór-Komorowski uznał, że nie można dłużej zwlekać, jeśli Polacy chcą wystąpić w roli gospodarza przed wkroczeniem Armii Czerwonej.
Po otrzymaniu ustnej zgody od Bora-Komorowskiego, to właśnie Antoni Chruściel „Monter” podpisał i rozesłał do podległych mu jednostek konkretny rozkaz operacyjny, wyznaczający termin rozpoczęcia walk na następny dzień.
Rozkaz wydany 31 lipca wieczorem oznaczał, że dowódcy oddziałów mieli bardzo mało czasu na zmobilizowanie swoich ludzi i wydobycie broni ze skrytek. „Monter” wyznaczył uderzenie na godzinę 17:00 (słynna godzina „W”), co miało swoje wady i zalety. Z jednej strony ruch uliczny o tej porze ułatwiał koncentrację żołnierzy, z drugiej – atak w pełnym świetle dziennym wystawiał powstańców na ogień niemieckiej broni maszynowej.
Kluczowa narada, na której Bór-Komorowski powiedział „Monterowi”: „Dobrze, niech pan zaczyna”, odbyła się w lokalu konspiracyjnym przy ulicy Pańskiej 67 w Warszawie. Co ciekawe, zaledwie kilkanaście minut po wydaniu rozkazu, na miejsce dotarł Jan Nowak-Jeziorański (słynny „Kurier z Warszawy”), który próbował przekazać, że pomoc z Zachodu będzie znikoma. Było już jednak za późno – machina powstańcza ruszyła.
Aby uporządkować fakty, warto zapamiętać ten podział:
Decyzja ta do dziś budzi ogromne emocje wśród historyków. Niektórzy wskazują na błędy wywiadowcze „Montera” dotyczące pozycji Rosjan, inni na ogromną presję polityczną, pod jaką znajdował się Bór-Komorowski. Niezależnie od ocen, to ci dwaj ludzie stali za momentem, który na zawsze zmienił oblicze stolicy Polski.