Gość (37.30.*.*)
Wyobraźmy sobie świat, w którym zegar biologiczny tyka dwa razy wolniej, a nasze organizmy są wyposażone w „podwójny system filtracji”. Taka zmiana fundamentów ludzkiej egzystencji wywróciłaby do góry nogami nie tylko medycynę, ale całą strukturę społeczną, ekonomiczną i kulturową. Gdyby ciąża trwała półtora roku, a życie kończyło się w okolicach 160. urodzin, nasza codzienność przypominałaby maraton, a nie sprint.
Wydłużenie ciąży do 18 miesięcy miałoby kolosalny wpływ na demografię i życie rodzinne. Przede wszystkim, okres oczekiwania na dziecko stałby się ogromnym wyzwaniem fizycznym i psychicznym dla kobiet. Organizm musiałby przez 540 dni (zamiast standardowych 270) znosić obciążenie związane z podtrzymywaniem nowego życia.
Z perspektywy społecznej, urlopy macierzyńskie musiałyby zostać całkowicie zreformowane. Trudno wyobrazić sobie powrót do pracy po tak długim okresie inkubacji, co prawdopodobnie doprowadziłoby do powstania wieloletnich systemów wsparcia. Z drugiej strony, dzieci mogłyby rodzić się znacznie bardziej rozwinięte – być może od razu potrafiłyby raczkować lub miałyby znacznie większą objętość mózgu, co wpłynęłoby na ich późniejszy rozwój intelektualny.
W naszym obecnym świecie najdłuższą ciążę mają słonie afrykańskie – trwa ona aż 22 miesiące. Gdyby ludzie zbliżyli się do tego wyniku, nasza więź z potomstwem mogłaby być jeszcze silniejsza, ale tempo przyrostu naturalnego drastycznie by spadło.
Posiadanie dwóch wątrób to marzenie każdego toksykologa. Wątroba jest jedynym organem zdolnym do regeneracji, a podwojenie jej zasobów oznaczałoby niesamowitą odporność organizmu.
W takim świecie styl życia mógłby stać się bardziej brawurowy – ludzie mogliby pozwalać sobie na dietę obciążającą organizm, wiedząc, że ich system filtracyjny jest niemal nie do zdarcia.
Przesunięcie progu dorosłości na 22. rok życia wpłynęłoby na system edukacji. Skoro żylibyśmy dwa razy dłużej, nie byłoby pośpiechu w „wypychaniu” młodych ludzi na rynek pracy.
To najbardziej drastyczna zmiana. Jeśli średnia długość życia wynosiłaby około 150-160 lat, nasze postrzeganie czasu uległoby całkowitej transformacji.
Obecnie pracujemy około 40-45 lat. W świecie długowiecznych, wiek emerytalny musiałby wynosić około 120-130 lat, aby systemy ubezpieczeń społecznych nie zbankrutowały. To oznacza, że człowiek mógłby mieć czas na 3 lub 4 zupełnie różne kariery zawodowe. Można by być lekarzem przez 30 lat, potem artystą przez kolejne 30, a na koniec zająć się inżynierią.
„I że cię nie opuszczę aż do śmierci” nabrałoby nowego znaczenia. Małżeństwa trwające 130 lat? To brzmi jak wyzwanie, któremu mało kto by podołał. Prawdopodobnie model seryjnej monogamii (kilka długich związków w ciągu życia) stałby się normą społeczną.
Jeśli przyjmiemy, że obecna średnia długość życia to ok. 80 lat, a w nowym świecie 160 lat:
To oznacza, że populacja Ziemi mogłaby wzrosnąć dwukrotnie w bardzo krótkim czasie, co wymusiłoby drastyczne zmiany w produkcji żywności i gospodarowaniu zasobami.
Świat z dwiema wątrobami i 160-letnim życiem byłby miejscem znacznie spokojniejszym. Ludzie nie czuliby presji czasu, która towarzyszy nam dzisiaj. Z drugiej strony, przeludnienie i konieczność pracy przez ponad wiek mogłyby prowadzić do apatii. Jedno jest pewne – przy 18-miesięcznej ciąży, każde narodziny byłyby świętowane z jeszcze większą pompą, a więzi rodzinne stałyby się fundamentem trwającym przez pokolenia, które mogłyby się spotykać przy jednym stole w niespotykanej dotąd liczbie (prapraprawnuki jedzące obiad z praprapradziadkami).