Gość (37.30.*.*)
Jeśli kiedykolwiek brałeś lekcje pływania, trenowałeś kolarstwo lub po prostu spędzałeś czas z pasjonatami sportu, mogłeś natknąć się na to specyficzne, nieco tajemnicze określenie. „Dowiosłować nogą” to sformułowanie, które na pierwszy rzut oka brzmi nielogicznie – w końcu wiosłuje się rękami lub wiosłami, a nie nogami. Jednak w świecie biomechaniki sportu i techniki ruchu ma ono bardzo konkretne i ważne znaczenie.
Najczęściej termin ten pojawia się w kontekście pływania stylem klasycznym, popularnie zwanym „żabką”. W tym stylu to właśnie nogi są głównym motorem napędowym, generując nawet do 70-80% siły przesuwającej nas w wodzie.
„Dowiosłowanie nogą” odnosi się do końcowej fazy kopnięcia. Wyobraź sobie, że Twoje stopy i podudzia działają jak pióra wioseł. Kiedy uginasz nogi i przygotowujesz się do odepchnięcia, a następnie gwałtownie je prostujesz, kluczowy jest moment, w którym nogi schodzą się z powrotem do siebie. To właśnie to domknięcie ruchu, połączone z odpowiednim ustawieniem stóp (zgięcie grzbietowe, czyli palce „na zewnątrz”), nazywamy dowiosłowaniem.
Bez tego elementu ruch jest niepełny. Jeśli „puścisz” nogi luźno przed ich całkowitym złączeniem, tracisz cenne centymetry poślizgu i marnujesz energię, którą włożyłeś w początek odepchnięcia. Dowiosłowanie to po prostu maksymalne wykorzystanie oporu wody, by wypchnąć ciało do przodu.
W wodzie, która jest około 800 razy gęstsza od powietrza, siła mięśni to tylko połowa sukcesu. „Dowiosłowanie” uczy nas, jak efektywnie zarządzać tą gęstością.
Choć rzadziej, określenie to bywa używane przez kolarzy, zwłaszcza tych korzystających z pedałów zatrzaskowych (SPD). W kolarstwie nie chodzi tylko o naciskanie na pedały (ruch w dół), ale o tzw. kręcenie na okrągło.
„Dowiosłowanie nogą” w tym przypadku oznacza aktywną fazę podciągania pedału do góry oraz „przeciągania” go w dolnym martwym punkcie (tak jakbyś chciał wytrzeć błoto z podeszwy buta). To właśnie ten ruch przypomina zagarnianie wody wiosłem – noga nie tylko pcha, ale aktywnie pracuje w całym cyklu obrotu, co pozwala na generowanie stałej mocy i odciążenie stawów kolanowych.
Poza sportem wyczynowym, sformułowanie to bywa używane potocznie w znaczeniu „wykrzesania z siebie resztek sił” lub „dokonania ostatecznego wysiłku, by dotrzeć do celu”. Jeśli ktoś mówi, że musiał „dowiosłować nogą” do brzegu, może mieć na myśli, że mimo zmęczenia lub braku odpowiednich narzędzi (np. zepsutego silnika w łodzi czy braku sił w rękach), musiał improwizować i użyć wszystkich dostępnych zasobów, by ukończyć zadanie.
W profesjonalnym pływaniu styl klasyczny (żabka) jest uważany za najtrudniejszy technicznie właśnie ze względu na pracę nóg. W przeciwieństwie do kraula, gdzie nogi pracują pionowo i pełnią głównie funkcję stabilizacyjną, w żabce każdy błąd w „dowiosłowaniu” jest natychmiast odczuwalny jako gwałtowne zahamowanie tempa. Fizyka jest tu nieubłagana – woda stawia opór proporcjonalnie do kwadratu prędkości, więc każdy nieprecyzyjny ruch nogą działa jak hamulec aerodynamiczny w bolidzie F1.
Jeśli chcesz poczuć, o co chodzi w tym ruchu, spróbuj prostego ćwiczenia w wodzie:
Zrozumienie tego mechanizmu to pierwszy krok do tego, by pływać szybciej, lżej i z dużo większą satysfakcją. To idealny przykład na to, że w sporcie często „spryt” i technika wygrywają z czystą, brutalną siłą.