Gość (37.30.*.*)
Temat wolności artystycznej w kinie i tego, jak zmieniały się granice tego, co wypada pokazać na ekranie, od lat budzi ogromne emocje. Z jednej strony z rozrzewnieniem wspominamy lata 90. XX wieku jako złotą erę bezkompromisowego kina, z drugiej – współczesne produkcje, zarówno te rodzinne, jak i amatorskie, sięgają po tematy, które jeszcze trzy dekady temu były absolutnym tabu. Jak wygląda prawda o ewolucji odwagi w filmach i czy rzeczywiście „kiedyś to było”, a teraz „już nic nie wolno”?
Kiedy myślimy o „odważnym filmie”, przed oczami stają nam zazwyczaj brutalne thrillery lub kontrowersyjne dramaty dla dorosłych. Tymczasem rewolucja obyczajowa i tematyczna po cichu dokonała się w kinie familijnym. Dzisiejsze filmy rodzinne są odważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, ale nie chodzi tu o krew czy nagość, lecz o ładunek emocjonalny i psychologiczny.
Dawniej klasyczne animacje i filmy dla dzieci opierały się na prostym podziale na dobro i zło. Dzisiejsze produkcje rodzinne (tworzone m.in. przez studia takie jak Pixar czy Disney) bez owijania w bawełnę poruszają niezwykle trudne, dojrzałe tematy:
Jeśli chodzi o kino amatorskie oraz niskobudżetowe kino niezależne, żyjemy w czasach absolutnego rozkwitu odwagi twórczej. Dzięki powszechnemu dostępowi do taniego, profesjonalnego sprzętu i smartfonów nagrywających w jakości 4K, każdy może być filmowcem.
Amatorskie produkcje publikowane na platformach takich jak YouTube, Vimeo czy TikTok często dotykają tematów skrajnie intymnych, politycznych i społecznych. Twórcy amatorscy nie muszą martwić się o cenzurę wielkich studiów filmowych ani o to, czy film zarobi na siebie w kinach. Pokazują surową rzeczywistość: zmagania z chorobami psychicznymi, samotność, uzależnienia czy brutalną prawdę o relacjach międzyludzkich bez hollywoodzkiego lukru.
Istnieje jednak druga strona medalu. Choć amatorzy mają techniczną wolność tworzenia, napotykają nową formę cenzury – algorytmiczną. Platformy społecznościowe i streamingowe nakładają surowe restrykcje dotyczące demonetyzacji, blokowania zasięgów czy usuwania treści za poruszanie kontrowersyjnych tematów (np. przemocy, seksualności czy nawet niektórych kwestii politycznych). Pod tym względem współcześni amatorzy muszą lawirować między artystyczną odwagą a brutalnymi zasadami algorytmów.
Przekonanie, że lata 90. XX wieku były szczytem wolności ekranowej, jest niezwykle popularne. I rzeczywiście, tkwi w nim bardzo dużo prawdy, choć rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana. Dlaczego tamta dekada kojarzy się nam z bezkompromisowością?
Choć lata 90. były odważne pod względem przemocy, wulgaryzmów i czarnego humoru, istniały obszary, w których panowała głęboka cenzura i tabu, o których dziś często zapominamy:
Stwierdzenie, że w latach 90. można było pokazać na ekranie najwięcej, jest prawdziwe, jeśli oceniamy wolność przez pryzmat politycznej poprawności, czarnego humoru, przemocy i braku strachu przed oburzeniem opinii publicznej. Ówcześni twórcy mieli większy margines błędu i rzadziej mierzyli się z autocenzurą.
Z kolei współczesne kino – choć bywa bardziej ugrzecznione w warstwie wizualnej i humorystycznej w obawie przed stratami finansowymi – wykazuje się ogromną, niespotykaną wcześniej odwagą w eksplorowaniu ludzkiej psychiki, przełamywaniu tabu społecznych, pokazywaniu różnorodności i dotykaniu trudnych tematów emocjonalnych, nawet w filmach skierowanych do najmłodszych. Każda z tych epok miała więc swoją własną, unikalną definicję ekranowej odwagi.