Gość (83.4.*.*)
Wyobraź sobie taką scenę: mężczyzna, którego ledwo znasz (albo z którym właśnie zerwałaś), pojawia się pod Twoim oknem w środku nocy. Kiedy mówisz mu, żeby odszedł, on odmawia. Zaczyna śledzić każdy Twój krok, wynajmuje prywatnego detektywa, żeby dowiedzieć się o Tobie wszystkiego, a na koniec osacza Cię w pracy, żądając deklaracji miłości. W świecie rzeczywistym natychmiast dzwonisz na policję, a sprawa kończy się wnioskiem o zakaz zbliżania się i zarzutami o stalking. W świecie komedii romantycznych? Gra nastrojowa muzyka, Ty rzucasz mu się w ramiona, a na ekranie pojawiają się napisy końcowe.
Komedie romantyczne od dekad kształtują nasze wyobrażenia o miłości. Choć oglądamy je dla relaksu i poprawy humoru, coraz głośniej mówi się o ich ciemnej stronie. Krytycy filmowi, psychologowie i socjologowie zwracają uwagę, że gatunek ten promuje tzw. romantyczne kłamstwo i systematycznie ignoruje fakt, że zachowania pokazywane jako dowód wielkiego uczucia w rzeczywistości noszą znamiona nękania i molestowania.
Pojęcie „romantycznego kłamstwa” odnosi się do głęboko zakorzenionego w popkulturze mitu, że miłość pokona wszelkie przeszkody, a prawdziwe uczucie wymaga cierpienia, dramatu i – co najważniejsze – przełamywania oporów drugiej strony. W tym paradygmacie miłość nie jest dojrzałym partnerstwem opartym na komunikacji, ale przeznaczeniem, które trzeba wyszarpać za wszelką cenę.
Kina romantyczne karmią nas przekonaniem, że:
Klasyka kina romantycznego jest pełna scen, które po odarciu z filmowej magii budzą dreszcz niepokoju. Przyjrzyjmy się kilku kultowym przykładom:
Wszystkie te zachowania w świecie realnym mogłyby skończyć się interwencją policji, sprawami sądowymi lub oskarżeniami o nękanie. W kinie są jednak opakowane w piękne kadry i wzruszającą muzykę.
Krytyka komedii romantycznych to nie tylko czcza publicystyka – stoi za nią twarda nauka. Przełomowe badania w tym zakresie przeprowadziła dr Julia Lippman z University of Michigan. W swoim badaniu zatytułowanym „I Did It Because I Never Stopped Loving You” (Zrobiłem to, bo nigdy nie przestałem cię kochać) analizowała ona wpływ filmów na postrzeganie stalkingu przez kobiety.
Wyniki były jednoznaczne:
Badanie to udowodniło, że komedie romantyczne mogą realnie osłabiać nasz instynkt samozachowawczy, ucząc nas ignorowania sygnałów ostrzegawczych w relacjach.
Jednym z najpoważniejszych zarzutów wobec komedii romantycznych jest ignorowanie koncepcji świadomej zgody (consent). W klasycznych filmach tego gatunku niezwykle popularny jest motyw „nagłego pocałunku”. Bohaterowie kłócą się, napięcie rośnie, po czym mężczyzna gwałtownie chwyta kobietę i całuje ją bez jej zgody. Kobieta najpierw próbuje się wyrwać, a po chwili ulega i odwzajemnia pocałunek.
W rzeczywistości takie zachowanie to naruszenie nietykalności cielesnej. Narzucanie intymności fizycznej bez wyraźnej, obustronnej zgody w dzisiejszych czasach słusznie kwalifikuje się jako molestowanie seksualne. Pokazywanie, że fizyczny opór kobiety można (a nawet należy) przełamać siłą, wysyła niezwykle toksyczny sygnał: że granice kobiety są płynne i można je ignorować, jeśli tylko mężczyzna jest wystarczająco pewny siebie.
Dlaczego zachowania, które w prawdziwym życiu wywołałyby w nas lęk i obrzydzenie, na ekranie kinowym wywołują westchnienia zachwytu? Odpowiedź tkwi w mechanizmach filmowych:
Na szczęście świadomość społeczna dynamicznie się zmienia. Ruchy takie jak #MeToo oraz rosnąca edukacja w zakresie zdrowych relacji sprawiły, że widzowie zaczęli patrzeć na klasyczne komedie romantyczne z dużo większym krytycyzmem.
Współczesne kino powoli odchodzi od toksycznych schematów. Dzisiejsze produkcje coraz częściej kładą nacisk na komunikację, szacunek dla granic oraz fakt, że „nie” oznacza po prostu „nie”. Twórcy filmowi zaczynają rozumieć, że prawdziwa miłość nie potrzebuje stalkingu, manipulacji ani naruszania intymności, by być fascynująca i poruszająca na ekranie. Oglądając starsze klasyki, warto więc zachować zdrowy dystans i pamiętać, że to, co pięknie wygląda w świetle jupiterów, w prawdziwym życiu powinno zapalić w naszej głowie czerwoną lampkę.