Gość (37.30.*.*)
Wizja zebrania grupy znajomych, chwycenia za smartfon lub aparat i nakręcenia filmu, który później podbije internet lub lokalne festiwale, brzmi niezwykle ekscytująco. W powszechnej świadomości utarło się przekonanie, że kino amatorskie czy domowe to domena czystej pasji, gdzie jedyną walutą jest zaangażowanie, a jedynym kosztem – przysłowiowa pizza dla ekipy. Czy jednak rzeczywiście stworzenie takiego filmu jest zawsze całkowicie bezpłatne dla jego twórców?
Odpowiedź brzmi: zdecydowanie nie. Choć praca bez wynagrodzenia finansowego jest w tym świecie bardzo częsta, to określenie takich projektów jako „zawsze bezpłatne” jest mitologizowaniem rzeczywistości. Tworzenie filmów, nawet tych najbardziej amatorskich, niemal zawsze wiąże się z kosztami – czasem ukrytymi, a czasem bardzo bezpośrednimi.
Na początku warto oddzielić klasyczny „film domowy” (np. nagranie z wakacji czy urodzin cioci) od „filmu amatorskiego” lub „niezależnego” (indie).
Filmy domowe zazwyczaj rzeczywiście nic nie kosztują, poza czasem spędzonym na montażu i kosztem zakupu telefonu czy kamery, którą i tak już posiadamy. Nie ma tu scenariusza, reżyserii ani aktorów – jest po prostu rejestracja rzeczywistości.
Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy mówimy o amatorskim filmie fabularnym, dokumencie czy etiudzie. Nawet jeśli nikt na planie nie zarabia ani grosza, sam proces produkcji generuje wydatki, które ktoś musi pokryć. Zazwyczaj tą osobą jest sam reżyser lub producent-amator.
W świecie kina amatorskiego i studenckiego praca „pro bono” (dla idei, do portfolio lub właśnie za wspomnianą pizzę) jest na porządku dziennym. Scenarzyści, operatorzy, dźwiękowcy i aktorzy bardzo często angażują się w projekty bez stawek finansowych. Dlaczego to robią?
Jednak ta „darmowa” praca ma swoje granice. Coraz częściej twórcy niezależni starają się zapewnić ekipie przynajmniej zwrot kosztów dojazdu. Ponadto praca za darmo rzadko dotyczy osób o wysokich, profesjonalnych umiejętnościach – jeśli amator chce zatrudnić zawodowego operatora z własnym, drogim sprzętem, zazwyczaj musi mu zapłacić, choćby symboliczną stawkę.
Nawet jeśli założymy scenariusz idealny – wszyscy aktorzy i członkowie ekipy pracują wyłącznie z miłości do kina – na horyzoncie pojawiają się wydatki, których nie da się przeskoczyć. Co generuje największe koszty w kinie amatorskim?
„Przysłowiowa pizza” to urocze określenie, ale w praktyce ludzie na planie muszą coś jeść. Praca nad filmem bywa fizycznie wycieńczająca i trwa często po 10-12 godzin dziennie. Karmienie 10-osobowej ekipy przez trzy dni zdjęciowe porządnymi, ciepłymi posiłkami (sama pizza szybko obniży morale i energię zespołu) to koszt rzędu kilkuset, a nawet kilku tysięcy złotych.
Nawet jeśli reżyser ma swój aparat, do stworzenia filmu o dobrej jakości potrzebne jest oświetlenie, mikrofony, blendy, statywy czy stabilizatory (gimbale). Część z tych rzeczy trzeba wypożyczyć. Do tego dochodzi zużycie sprzętu – uszkodzenie obiektywu na planie amatorskim może kosztować fortunę, a ubezpieczenie takiego planu również kosztuje.
Wynajęcie mieszkania na weekend, opłacenie prądu, a nawet uzyskanie zgody na kręcenie w kawiarni czy na prywatnym terenie często wiąże się z opłatami. Dodatkowo ekipa musi dojechać na miejsce – koszty paliwa lub biletów dla kilkunastu osób potrafią szybko uszczuplić portfel młodego twórcy.
Sztuczna krew, odpowiednie ubrania z epoki, elementy scenografii – rzadko kiedy wszystko udaje się przynieść z własnego domu. Zakupy w lumpeksach, marketach budowlanych czy sklepach z zabawkami to stały punkt przygotowań do każdego filmu amatorskiego.
Zmontowanie filmu wymaga oprogramowania (często płatnego w modelu subskrypcyjnym). Do tego dochodzi kwestia muzyki – użycie znanych utworów bez licencji grozi zablokowaniem filmu w serwisach takich jak YouTube. Zakup legalnej muzyki z banków utworów to kolejny wydatek. Na koniec, jeśli twórcy chcą wysłać swoje dzieło na festiwale filmowe, niemal każde zgłoszenie (tzw. submission fee) kosztuje od kilkunastu do kilkudziesięciu dolarów.
W historii kina nie brakuje przykładów filmów, które zaczynały jako projekty skrajnie amatorskie lub niezależne, a stały się globalnymi fenomenami. Ich twórcy musieli jednak ponieść realne koszty finansowe, często ryzykując całym swoim majątkiem.
Tworzenie filmu amatorskiego to piękna przygoda, która uczy pracy w grupie, kreatywności i radzenia sobie z problemami pod presją czasu. Choć na poziomie czysto ludzkim ekipa bardzo często pracuje bez wynagrodzenia, napędzana pasją i chęcią stworzenia czegoś wyjątkowego, to sam proces produkcji nigdy nie jest całkowicie darmowy.
Nawet najbardziej niskobudżetowy projekt wymaga nakładów finansowych na jedzenie, transport, rekwizyty czy podstawowy sprzęt. Można więc powiedzieć, że darmowy film amatorski to mit – zawsze ktoś, najczęściej sam reżyser, płaci za to, aby marzenie o własnym kinie mogło się spełnić.