Gość (37.30.*.*)
Historia pojedynku Giacomo Casanovy z Franciszkiem Ksawerym Branickim to jeden z najbardziej barwnych i dramatycznych epizodów osiemnastowiecznej Warszawy. To starcie nie było tylko zwykłą bójką o honor, ale wydarzeniem, które wstrząsnęło ówczesną elitą i na stałe zapisało się w pamięci mieszkańców stolicy. Choć Casanova kojarzy się nam głównie z miłosnymi podbojami, ten konkretny incydent pokazał go jako człowieka odważnego, gotowego zaryzykować życie dla własnej godności.
Jak to często w życiu Casanovy bywało, zarzewiem konfliktu była kobieta. Chodziło o włoską tancerkę, Annę Binetti, która w 1766 roku występowała w Warszawie. Binetti była dawną znajomą Casanovy, ale w Polsce cieszyła się protekcją potężnego magnata i podstolego wielkiego koronnego, Franciszka Ksawerego Branickiego.
Do spięcia doszło 5 marca 1766 roku w garderobie tancerki. Branicki, będąc pod wpływem alkoholu i zazdrości, wszedł do pomieszczenia, w którym przebywał już Casanova. Magnat zaczął obrażać Włocha, nazywając go „tchórzliwym weneckim łataczem” (w niektórych wersjach „tchórzliwym wenecjaninem”). Casanova, mimo że nie posiadał szlacheckiego tytułu uznawanego w Polsce za równy Branickiemu, nie zamierzał puszczać płazem takiej zniewagi. Wyzwanie zostało rzucone niemal natychmiast.
Pojedynek odbył się rano, 5 marca 1766 roku, w podwarszawskiej Woli (dziś to dzielnica Warszawy). Wybór broni padł na pistolety, co było dość nietypowe dla Casanovy, który lepiej czuł się w szermierce. Branicki jednak nalegał na broń palną, co miało wyrównać szanse, biorąc pod uwagę zwinność Włocha.
Zasady były surowe: przeciwnicy mieli stanąć naprzeciw siebie i strzelić jednocześnie na dany sygnał. Atmosfera była gęsta od napięcia, zwłaszcza że sekundantami Branickiego byli wpływowi polscy oficerowie, a Casanova czuł się w tym towarzystwie jak obcy, który w razie zwycięstwa może nie ujść z życiem z rąk rozwścieczonej szlachty.
Gdy padł sygnał, obaj mężczyźni wypalili niemal w tej samej sekundzie. Efekt był krwawy dla obu stron:
To, co wydarzyło się po strzałach, pokazuje niezwykły kodeks honorowy tamtej epoki. Branicki, mimo że ciężko ranny i krwawiący, zakazał swoim ludziom mścić się na Casanovie. Powiedział wręcz: „Zabiłeś mnie, ratuj się, bo inaczej zginiesz z rąk moich oficerów”. Dał mu swój portfel i doradził ucieczkę do klasztoru reformatów, gdzie Casanova mógłby liczyć na azyl przed gniewem stronników magnata.
Po pojedynku Casanova trafił pod opiekę lekarzy, którzy chcieli mu amputować rękę, obawiając się gangreny. Słynny uwodziciel, wierząc w siłę natury i własną wiedzę medyczną (którą chętnie zgłębiał), kategorycznie odmówił. Sam doglądał rany, stosując okłady i odpowiednią dietę, dzięki czemu ręka ostatecznie się zagoiła, choć pozostała nieco mniej sprawna.
Pojedynek z Branickim przyniósł Casanovie chwilową sławę i szacunek na dworze króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Odwaga, jaką wykazał się, stając naprzeciw jednego z najpotężniejszych ludzi w państwie, zaimponowała polskiej szlachcie. Jednak z czasem entuzjazm opadł. Branicki, ku zaskoczeniu wszystkich, przeżył postrzał, ale Casanova stał się postacią zbyt kontrowersyjną.
Ostatecznie, pod naciskiem przeciwników i ze względu na narastające długi oraz skandale, król zasugerował Casanovie opuszczenie Polski. Włoch wyjechał z Warszawy w lipcu 1766 roku, zostawiając po sobie legendę człowieka, który nie bał się pistoletu magnata.
W XVIII wieku pojedynki były nielegalne, ale powszechnie praktykowane wśród arystokracji. Starcie Casanovy z Branickim było wyjątkowe z kilku powodów:
Historia ta do dziś przypomina, że życie Giacomo Casanovy to nie tylko alkowiane przygody, ale też świat pełen niebezpieczeństw, w którym jedno słowo za dużo mogło doprowadzić do wymiany ognia o świcie.