Gość (37.30.*.*)
Trudno znaleźć w Polsce osobę, która choć raz nie słyszała charakterystycznego refrenu o „siubidubi” i wspólnym kąpaniu. „Mydełko Fa”, nagrane w 1991 roku przez aktora Marka Kondrata i piosenkarkę Marlenę Drozdowską, to fenomen, który wymyka się prostym definicjom. Choć od premiery minęły dekady, utwór ten wciąż wywołuje wypieki na twarzach – jedni wspominają go z sentymentem jako symbol wolności lat 90., inni widzą w nim szczyt kiczu i powód do narodowego wstydu. Dlaczego ta prosta piosenka do dziś dzieli Polaków?
Największy paradoks „Mydełka Fa” polega na tym, że utwór ten nigdy nie miał być hitem disco polo. W założeniu twórców – kompozytora Andrzeja Korzyńskiego i tekściarza (ukrytego pod pseudonimem) – piosenka miała być parodią. Był to prześmiewczy komentarz do zalewającej Polskę fali zachodnich reklam, które po upadku komunizmu obiecywały luksus w kostce mydła, oraz do rodzącego się nurtu muzyki chodnikowej.
Twórcy chcieli wykpić przaśność, naiwność i wszechobecny kicz tamtych lat. Ironia polegała jednak na tym, że polska publiczność przyjęła utwór całkowicie bezkrytycznie. Zamiast wyśmiać formę, ludzie pokochali melodię. „Mydełko Fa” przez wiele tygodni utrzymywało się na szczytach list przebojów (w tym legendarnej Listy Przebojów Programu Trzeciego), stając się nieformalnym hymnem disco polo – gatunku, z którego pierwotnie drwiło.
Kontrowersje budziła także obsada. Marek Kondrat był już wtedy uznanym aktorem dramatycznym, kojarzonym z ambitnym kinem i teatrem. Jego udział w tak „lekkim” i momentami rubasznym projekcie był dla wielu szokiem. Dla inteligencji i środowisk artystycznych był to niemal akt zdrady wysokiej kultury.
Z perspektywy czasu widać jednak, że Kondrat idealnie oddał ducha tamtej epoki – czasów, w których wszystko było możliwe, a granice między „wysokim” a „niskim” uległy całkowitemu zatarciu. Aktor po latach przyznawał w wywiadach, że skala sukcesu piosenki kompletnie go zaskoczyła i momentami wręcz przerażała, bo nagle stał się twarzą nurtu, do którego nigdy nie aspirował.
Nie da się ukryć, że tekst piosenki, pełen aluzji do wspólnej kąpieli i „pieszczenia ciała”, w 1991 roku był dość odważny. Polska, będąca u progu transformacji ustrojowej, wciąż była krajem konserwatywnym, a tu nagle z głośników płynęły słowa o „nagim ciele” i „zapachu Fa”.
Teledysk do utworu tylko dolewał oliwy do ognia. Estetyka rodem z tanich kaset VHS, jaskrawe kolory, specyficzne fryzury i taniec, który dziś nazwalibyśmy „cringe’owym”, budowały obraz świata plastikowego i nierealnego. Dla jednych była to radosna ekspresja nowej wolności, dla innych – dowód na upadek dobrych obyczajów i estetyki.
Choć piosenka bezpośrednio nawiązywała do marki mydła Fa, firma początkowo nie była zachwycona taką darmową reklamą. Obawiano się, że skojarzenie luksusowego, zachodniego produktu z przaśną estetyką disco polo zaszkodzi wizerunkowi marki. Czas pokazał jednak coś zupełnie innego – sprzedaż mydła w Polsce gwałtownie wzrosła, a nazwa „Fa” stała się rozpoznawalna w każdym gospodarstwie domowym, niezależnie od statusu społecznego.
„Mydełko Fa” do dziś budzi kontrowersje, ponieważ jest jak soczewka, w której skupiają się polskie kompleksy i aspiracje. Dla wielu osób piosenka ta jest symbolem „Polski B” – tej mniej wykształconej, bawiącej się przy prostych rytmach. Z drugiej strony, utwór ten obnaża hipokryzję tych, którzy publicznie go krytykują, a na weselach czy imprezach firmowych znają każde słowo refrenu.
Spór o tę piosenkę to w rzeczywistości spór o to, czym jest polska tożsamość kulturowa. Czy jesteśmy narodem Chopina i Mickiewicza, czy może jednak narodem, który najlepiej czuje się przy „siubidubi”? Odpowiedź prawdopodobnie leży gdzieś pośrodku, a „Mydełko Fa” pozostaje najwybitniejszym dowodem na to, że granica między genialnym żartem a kiczowatym hitem jest niezwykle cienka.
Dziś utwór ten traktowany jest jako ikona popkultury lat 90. Doczekał się licznych coverów i remiksów, a jego fenomen jest analizowany przez socjologów kultury. To piosenka-pomnik, która przypomina o czasach, gdy Polska uczyła się kapitalizmu, a mydło z Zachodu było szczytem marzeń. Bez względu na to, czy ją kochamy, czy nienawidzimy, musimy przyznać jedno: „Mydełko Fa” to utwór nieśmiertelny, który na stałe wpisał się w polskie DNA, wywołując uśmiech (lub grymas) na twarzach kolejnych pokoleń.