Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego powstała piosenka „Port Amsterdam”, a nigdy nie powstał utwór „Port Gdańsk”?

historia piosenki Amsterdam fenomen twórczości Jacquesa Brela polska muzyka portowa
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Porty od zawsze stanowiły okno na świat, miejsce styku kultur, towarów i ludzkich dramatów. To właśnie ta specyficzna atmosfera „zawieszenia” między lądem a morzem sprawiła, że porty stały się wdzięcznym tematem dla artystów. Choć „Port Amsterdam” Jacques’a Brela zna niemal każdy miłośnik piosenki aktorskiej, wielu Polaków zastanawia się, dlaczego nasze rodzime wybrzeże, z Gdańskiem na czele, nie doczekało się utworu o podobnej skali światowego rozgłosu. Odpowiedź na to pytanie jest złożona i kryje się zarówno w historii muzyki, jak i w specyfice politycznej tamtych lat.

Fenomen Jacques’a Brela i jego Amsterdamu

Zanim przejdziemy do Gdańska, warto zrozumieć, jak powstał „Port Amsterdam”. Jacques Brel napisał tę piosenkę w 1964 roku, ale co ciekawe – nigdy nie nagrał jej w studio. Jedyna znana wersja to ta z legendarnego koncertu w paryskiej Olympii. Brel nie chciał stworzyć laurki dla holenderskiego miasta. Wręcz przeciwnie, jego Amsterdam jest brudny, śmierdzący rybami i pełen pijanych marynarzy, którzy „płaczą w harmonii” i szukają zapomnienia w ramionach kobiet wątpliwej reputacji.

Piosenka ta stała się hitem, ponieważ dotykała uniwersalnych ludzkich emocji: samotności, pożądania i brutalności życia. Amsterdam był tu tylko tłem, symbolem portu jako „poczekalni życia”. Dzięki genialnej interpretacji Brela, a później m.in. Davida Bowiego czy w Polsce – fenomenalnemu wykonaniu Katarzyny Groniec, utwór ten wszedł do kanonu światowej kultury.

Czy naprawdę nie ma piosenki o Porcie Gdańsk?

Teza, że utwór „Port Gdańsk” nigdy nie powstał, jest technicznie nieprawdziwa, choć zrozumiała w kontekście poszukiwania hitu na miarę Brela. Gdańsk doczekał się dziesiątek, jeśli nie setek utworów. Problem polega na tym, że funkcjonują one w innych obiegach kulturowych:

  1. Szanty i pieśni kubryku: Polska scena szantowa jest jedną z najsilniejszych na świecie. Utwory takie jak „Pożegnanie Liverpoolu” czy liczne autorskie kompozycje o gdańskiej Motławie są śpiewane na każdym festiwalu, ale rzadko przebijają się do głównego nurtu radiowego.
  2. Piosenka zaangażowana: Gdańsk w polskiej kulturze przez dekady był kojarzony przede wszystkim z wolnością, Solidarnością i walką z systemem. Zamiast o „pijanych marynarzach”, artyści woleli śpiewać o stoczniowcach i nadziei. Przykładem może być „Gdańsk” zespołu Bielizna czy utwory nawiązujące do Grudnia '70.
  3. Lokalne hymny: Istnieje wiele utworów sławiących piękno miasta, jak choćby te wykonywane przez lokalne chóry czy zespoły folkowe, jednak brakuje im tej „brelowskiej” uniwersalnej goryczy, która przyciąga słuchaczy pod każdą szerokością geograficzną.

Dlaczego Gdańsk nie stał się „drugim Amsterdamem” w muzyce?

Głównym powodem, dla którego nie mamy jednego, ikonicznego utworu o tytule „Port Gdańsk”, który znałby cały świat, jest bariera językowa i polityczna. W czasie, gdy Brel podbijał Europę Zachodnią, Polska znajdowała się za żelazną kurtyną. Nasza kultura była skoncentrowana na wewnętrznych problemach, a eksport polskiej piosenki (poza nielicznymi wyjątkami jak Ewa Demarczyk czy Czesław Niemen) był utrudniony.

Dodatkowo, Amsterdam w latach 60. był symbolem wolności obyczajowej, co idealnie rezonowało z rodzącą się kontrkulturą. Gdańsk natomiast był miastem pracy, trudu i surowego Bałtyku. W polskiej świadomości port to nie tylko miejsce zabawy, ale przede wszystkim strategiczny punkt gospodarczy i historyczny.

Ciekawostka: Brel wcale nie kochał Amsterdamu

Warto wiedzieć, że Jacques Brel wcale nie darzył Amsterdamu szczególną sympatią. Wybrał to miasto głównie ze względu na rytmikę słowa i fakt, że port ten był wówczas kojarzony z największym „rozpasaniem” w Europie. Co więcej, pierwotnie piosenka miała opowiadać o porcie w Zeebrugge w Belgii (ojczyźnie artysty), ale Brel uznał, że nazwa ta brzmi mniej poetycko i trudniej ją wkomponować w narastające tempo utworu.

Czy Gdańsk doczeka się swojego „Amsterdamu”?

Współczesna scena muzyczna w Polsce jest niezwykle bogata. Zespoły takie jak Trupa Trupa (pochodząca z Gdańska) zdobywają uznanie na całym świecie, choć ich twórczość odbiega od klasycznej piosenki literackiej. Być może nigdy nie powstanie utwór o tytule „Port Gdańsk”, który powtórzy sukces Brela, ponieważ dzisiejsza kultura nie potrzebuje już jednego, monumentalnego symbolu. Zamiast tego mamy mozaikę utworów, które opisują to miasto z różnych perspektyw – od morskich opowieści, przez punkowy bunt, aż po nowoczesną alternatywę.

Brak jednej, dominującej piosenki o gdańskim porcie nie świadczy o braku inspiracji, a raczej o tym, że Gdańsk jest zbyt wielowymiarowy, by zamknąć go w jednej, nawet najpiękniejszej melodii.

Podziel się z innymi: