Gość (37.30.*.*)
To zrozumienie, dlaczego możni po śmierci Kazimierza Wielkiego zignorowali jego testament i nie powołali na tron Piasta, wymaga cofnięcia się do skomplikowanej gry dyplomatycznej, która toczyła się w Polsce na długo przed odejściem ostatniego króla z dynastii Piastów.
Decyzja o powołaniu na tron Ludwika Węgierskiego, siostrzeńca Kazimierza, nie była nagłym kaprysem po jego śmierci, lecz efektem długofalowej strategii politycznej i międzynarodowych traktatów, które polska elita (możnowładztwo) uznała za bardziej wiążące i korzystne niż ostatnią wolę króla.
Klucz do tej zagadki leży w serii porozumień, które Kazimierz Wielki zawarł z Andegawenami, panującymi na Węgrzech. Kazimierz, mimo wielokrotnych małżeństw, nie doczekał się prawowitego męskiego potomka, który mógłby bezspornie przejąć tron. Brak dziedzica oznaczał realne ryzyko ponownego rozbicia państwa, które z takim trudem zjednoczył jego ojciec, Władysław Łokietek.
Te układy były dla Kazimierza Wielkiego strategiczne. Zapewniały mu sojusznika w walce z Krzyżakami i Czechami, a także wsparcie w aneksji Rusi Halicko-Włodzimierskiej. Zamiast ryzykować wojnę domową między różnymi liniami Piastów (śląskimi, mazowieckimi), król wybrał silnego, spokrewnionego (poprzez matkę Ludwika, Elżbietę) następcę, który miał zagwarantować stabilność państwa.
Na łożu śmierci, zaledwie dwa dni przed zgonem (3 listopada 1370 r.), Kazimierz Wielki sporządził testament. Próbował w nim zmienić bieg historii, powołując na swojego następcę Piasta – swojego wnuka, Kazimierza Bogusławowica (zwanego też Kazimierzem Słupskim), syna swojej córki Elżbiety i księcia Bogusława V. Król adoptował go już w 1369 roku, co miało wzmocnić jego prawa do tronu.
Dlaczego możni to zignorowali?
Dla polskiej elity politycznej układy z Ludwikiem Węgierskim miały charakter oficjalnych, międzynarodowych zobowiązań, potwierdzonych przez lata. Ostatnia wola króla, choćby i najświętsza, była w świetle prawa i polityki słabsza niż długoletnie traktaty, zwłaszcza że powoływała na tron osobę, której prawa były dyskusyjne (Kazimierz Bogusławowic był Piastem "po kądzieli" i jego adopcja była spóźnioną próbą zmiany ustalonej sukcesji).
Możni polscy, a zwłaszcza wpływowe rody Małopolski, doskonale wiedzieli, że sukcesja Ludwika Andegaweńskiego (króla potężnych Węgier) jest dla nich bardziej opłacalna politycznie.
Ludwik Węgierski rządził Polską głównie przez namiestników, co dawało polskim elitom większą swobodę i wpływ na bieżące sprawy państwa. Wybranie silnego, ale "nieobecnego" króla, który musiał polegać na lokalnym możnowładztwie, było dla tych ostatnich o wiele korzystniejsze niż poparcie potencjalnie silnego, lokalnego Piasta, który mógłby rządzić w sposób centralistyczny, jak Kazimierz Wielki.
Podsumowując, możni zignorowali testament Kazimierza Wielkiego nie z powodu braku szacunku, ale z zimnej kalkulacji politycznej. Zdecydowali się na realizację wcześniej zawartych i zaakceptowanych traktatów z potężnym sąsiadem, co gwarantowało stabilność państwa i, co najważniejsze dla nich, otwierało drogę do zdobycia szerokich przywilejów kosztem władzy królewskiej. Był to moment, w którym polskie możnowładztwo ostatecznie przeważyło szalę, rozpoczynając erę politycznej dominacji szlachty.