Gość (83.4.*.*)
Brak prawnej możliwości nałożenia dożywotniego zakazu pełnienia funkcji publicznych na polityków, którzy wielokrotnie dopuścili się skandalicznych wypowiedzi lub działań, jest kwestią budzącą głębokie kontrowersje i faktycznie może kompromitować Polskę zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej. Problem ten dotyka sedna standardów etycznych, kultury politycznej oraz efektywności mechanizmów odpowiedzialności w demokratycznym państwie.
Polskie prawo przewiduje możliwość orzeczenia zakazu pełnienia funkcji publicznych, ale jest on ograniczony i rzadko ma charakter dożywotni. Zgodnie z Kodeksem karnym, dożywotni zakaz zajmowania wszelkich lub określonych stanowisk, wykonywania zawodów lub działalności jest obligatoryjnie orzekany jedynie w przypadku skazania na karę pozbawienia wolności za umyślne przestępstwa przeciwko życiu lub zdrowiu na szkodę małoletniego, a także za przestępstwa przeciwko wolności seksualnej lub obyczajności na szkodę małoletniego .
W przypadku przestępstw popełnionych przez osoby pełniące funkcje publiczne (np. korupcja, nadużycie uprawnień), Kodeks karny również przewiduje zakaz zajmowania stanowisk w instytucjach państwowych i samorządowych, ale jego dożywotni charakter nie jest regułą, a sam zakaz jest zazwyczaj orzekany na czas określony .
W kontekście skandalicznych wypowiedzi, które często są kwalifikowane jako mowa nienawiści, negacjonizm historyczny, czy znieważenie, konsekwencje dla polityka są zazwyczaj następujące:
Brak możliwości nałożenia dożywotniego zakazu na osoby, które notorycznie naruszają fundamentalne wartości demokratyczne i etyczne, jest postrzegany jako luka prawna i słabość systemu.
Na poziomie krajowym, brak adekwatnych i ostatecznych mechanizmów odpowiedzialności prowadzi do kilku negatywnych zjawisk:
Wielokrotne, bezkarne (w sensie braku trwałej konsekwencji w postaci utraty możliwości sprawowania funkcji) naruszanie norm etycznych i prawnych przez osoby publiczne, takie jak negowanie Holokaustu (jak w przypadku Grzegorza Brauna) , wypowiedzi seksistowskie czy homofobiczne (Janusz Korwin-Mikke) , czy kontrowersyjne komentarze dotyczące aborcji i płodu (Anna Maria Żukowska) , wywołuje poczucie bezsilności i niesprawiedliwości w społeczeństwie. Obywatele, którzy za podobne czyny ponieśliby surowsze konsekwencje, widzą, że politycy są chronieni przez immunitet i nieskuteczne procedury, co osłabia zaufanie do instytucji państwowych i wymiaru sprawiedliwości .
Utrzymywanie się w życiu publicznym osób, które regularnie przekraczają granice przyzwoitości, przyczynia się do obniżenia standardów debaty publicznej i normalizacji radykalnych, nienawistnych lub negacjonistycznych poglądów. Zjawisko to, zwłaszcza w mediach społecznościowych, sprzyja dalszej polaryzacji i eskalacji agresji słownej, co jest destrukcyjne dla kultury politycznej i spójności społecznej.
Wymiar międzynarodowy jest szczególnie dotkliwy, ponieważ Polska jako członek Unii Europejskiej i Rady Europy zobowiązana jest do przestrzegania fundamentalnych wartości, takich jak poszanowanie godności, demokracja, równość i prawa człowieka .
Skandaliczne wypowiedzi polityków, zwłaszcza te o charakterze antysemickim, negujące Holokaust lub podważające prawa mniejszości, są natychmiast wychwytywane przez międzynarodowe media i organizacje. W przypadku Grzegorza Brauna, jego działania (np. z gaśnicą w Sejmie czy negowanie Holokaustu) spotkały się z natychmiastową reakcją Ambasady Izraela, American Jewish Committee (AJC) oraz dyrektora Muzeum Auschwitz-Birkenau, który nazwał je "haniebnym uderzeniem w pamięć o wszystkich ofiarach" .
AJC wprost stwierdziło, że "normalizowanie antysemityzmu, zwłaszcza ze strony przedstawicieli władzy, wybranych w wyborach, konieczna jest odpowiedź w postaci odpowiedzialności prawnej i szybkiej reakcji politycznej" . Brak możliwości trwałego wykluczenia takich osób z życia publicznego jest postrzegany jako tolerowanie ekstremizmu i brak stanowczości państwa w obronie podstawowych wartości.
Wypowiedzi polityków, które są interpretowane jako rosyjska propaganda lub działanie na szkodę państwa, jak sugerował Radosław Sikorski w kontekście Brauna, "wykonują robotę, która jest dla Polski zła" . Takie incydenty szkodzą reputacji Polski jako wiarygodnego i odpowiedzialnego partnera na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w kontekście walki z dezinformacją i obrony wartości demokratycznych w Unii Europejskiej i NATO.
Unia Europejska aktywnie dąży do rozszerzenia wykazu przestępstw UE o mowę nienawiści i przestępstwa z nienawiści, aby skuteczniej je zwalczać . W tym kontekście, polski system, który nie jest w stanie trwale usunąć z życia publicznego polityków notorycznie naruszających te standardy, wydaje się archaiczny i niewystarczający w świetle europejskich dążeń do bardziej inkluzywnej i bezpiecznej Europy .
Problem nie leży w braku kar za przestępstwa (takie jak mowa nienawiści czy znieważenie), lecz w braku proporcjonalnego i trwałego mechanizmu wykluczenia z pełnienia funkcji publicznych dla osób, które systematycznie i celowo wykorzystują swój mandat do podważania fundamentów państwa i wartości demokratycznych.
Wprowadzenie możliwości orzekania dożywotniego zakazu pełnienia funkcji publicznych za najcięższe, umyślne przestępstwa popełnione w związku z pełnieniem funkcji lub za czyny o charakterze negacjonistycznym, rasistowskim czy antysemickim, które są sprzeczne z istotą mandatu publicznego, wymagałoby zmian w prawie karnym i być może w Konstytucji (w zakresie utraty prawa wybieralności). Byłoby to jednak jasnym sygnałem, że państwo polskie traktuje poważnie ochronę swoich wartości, a funkcja publiczna jest przywilejem, a nie tarczą ochronną przed odpowiedzialnością za działania kompromitujące i szkodliwe dla interesu narodowego.