Gość (83.4.*.*)
Film „1920 Bitwa Warszawska” w reżyserii Jerzego Hoffmana to jedna z tych produkcji, które do dziś budzą w Polsce ogromne emocje. Z jednej strony mamy do czynienia z wielkim widowiskiem historycznym, które miało być hołdem dla jednego z najważniejszych zwycięstw w dziejach polskiego oręża. Z drugiej – krytycy i widzowie często wytykają mu artystyczne niedociągnięcia. Odpowiedź na pytanie, czy ten film jest patriotyczny, czy tandetny, nie jest czarno-biała. Prawda, jak to często bywa, leży gdzieś pośrodku, a ostateczna ocena zależy od tego, czego szukamy w kinie historycznym.
Nie da się ukryć, że „1920 Bitwa Warszawska” powstała z potrzeby serca i chęci przypomnienia światu o „Cudzie nad Wisłą”. Jerzy Hoffman, twórca kultowej „Trylogii”, podjął się zadania niemal karkołomnego: chciał stworzyć pierwszy polski film w technologii 3D, który połączyłby wątek miłosny z wielką polityką i krwawymi zmaganiami na froncie.
Pod względem patriotycznym film spełnia swoje zadanie. Pokazuje determinację narodu, postać marszałka Józefa Piłsudskiego (granego przez Daniela Olbrychskiego) oraz ogromne zagrożenie, jakie niosła ze sobą nawałnica bolszewicka. Dla wielu widzów, zwłaszcza tych ceniących tradycyjne wartości i historię, film jest ważnym elementem edukacji historycznej, podanym w przystępnej, nowoczesnej formie. Sceny batalistyczne, choć momentami chaotyczne, oddają skalę starcia, które zmieniło losy Europy.
Głównym zarzutem wobec produkcji jest jej strona estetyczna i scenariuszowa, która dla wielu ociera się o kicz. Krytycy często wskazują na kilka kluczowych elementów, które sprawiają, że film bywa odbierany jako tandetny:
Warto wiedzieć, że „1920 Bitwa Warszawska” była pierwszym polskim filmem pełnometrażowym zrealizowanym w technologii 3D. Za zdjęcia odpowiadał wybitny operator Sławomir Idziak, nominowany do Oscara za „Helikopter w ogniu”. To właśnie jego obecność na planie dawała nadzieję na wizualny majstersztyk, choć ostateczny efekt końcowy podzielił publiczność.
Obsada filmu to prawdziwa plejada gwiazd. Daniel Olbrychski jako Piłsudski budzi respekt, choć jego interpretacja jest bardzo posągowa. Borys Szyc w roli Jana Krynickiego radzi sobie poprawnie, wpisując się w archetyp dzielnego ułana. Z kolei Bogusław Linda jako pułkownik Bolesław Wieniawa-Długoszowski wnosi do filmu nieco potrzebnego luzu i charyzmy.
Z drugiej strony, Natasza Urbańska spotkała się z dużą falą krytyki. Jej rola była szeroko komentowana nie tylko ze względu na warsztat aktorski, ale przede wszystkim przez pryzmat nieszczęsnej sceny z karabinem maszynowym, która stała się internetowym memem. Dla części widzów to właśnie ta scena stała się symbolem „tandetności” produkcji.
Czy film Jerzego Hoffmana jest patriotyczny? Zdecydowanie tak. Jego intencją było budowanie dumy narodowej i przypomnienie o wielkim sukcesie militarnym. Czy jest tandetny? W wielu momentach niestety tak – nadmiar efektów, pewna naiwność fabularna i teatralność niektórych scen sprawiają, że trudno uznać go za arcydzieło światowego kina historycznego.
Mimo to, „1920 Bitwa Warszawska” pozostaje ważnym punktem w polskiej kinematografii. To film, który warto obejrzeć chociaż raz, by wyrobić sobie własne zdanie. Może on służyć jako punkt wyjścia do rozmowy o historii, o tym, jak ją pokazywać i czy nowoczesna technologia zawsze idzie w parze z jakością artystyczną. Dla jednych będzie to wzruszająca opowieść o miłości w cieniu wojny, dla innych – zmarnowana szansa na wielki, nowoczesny epos.