Gość (83.4.*.*)
Trudno wyobrazić sobie święta Bożego Narodzenia bez Kevina McCallistera broniącego swojego domu przed dwoma niezbyt rozgarniętymi włamywaczami. „Kevin sam w domu” to klasyk, który od dekad bawi pokolenia. Jednak pod warstwą humoru i świątecznego klimatu kryje się poziom fizycznej agresji, który w dzisiejszych czasach budzi coraz większe kontrowersje wśród psychologów, lekarzy i rodziców. Choć film najczęściej opatrzony jest niskimi kategoriami wiekowymi, takimi jak +7 czy +12, pojawiają się głosy, że ze względu na brutalność przedstawionych scen, granica ta powinna być znacznie wyższa.
Głównym argumentem krytyków niskich oznaczeń wiekowych jest fakt, że przemoc w filmie, choć przedstawiona w sposób slapstickowy (przypominający kreskówki typu „Tom i Jerry”), w świecie rzeczywistym miałaby tragiczne skutki. Lekarze wielokrotnie analizowali obrażenia, jakich doznaliby Harry i Marv, i wnioski są przerażające.
Przykładowo, uderzenie żelazkiem w twarz z dużej wysokości, które spotkało Marva, najprawdopodobniej doprowadziłoby do pęknięcia czaszki i natychmiastowej śmierci. Podobnie sytuacja wygląda z palnikiem gazowym przypalającym głowę Harry’ego – trzeci stopień oparzenia i uszkodzenie kości czaszki to scenariusz niemal pewny. Dla dorosłego widza jest to element konwencji komediowej, jednak młodsze dzieci mogą nie rozumieć, że postać, która po takim ciosie wstaje i biegnie dalej, w rzeczywistości nie miałaby na to szans.
Psycholodzy dziecięcy zwracają uwagę na to, że dzieci poniżej pewnego wieku (często wskazuje się właśnie na granicę 12-14 lat) nie mają jeszcze w pełni wykształconej zdolności do odróżniania fikcji filmowej od rzeczywistych konsekwencji fizycznych. Widząc, że Kevin – postać pozytywna i rówieśnik widza – czerpie satysfakcję z zadawania bólu „złym panom”, dziecko może zacząć postrzegać przemoc jako skuteczne i zabawne narzędzie rozwiązywania problemów.
Istnieje ryzyko tzw. modelowania zachowań. Dziecko, zainspirowane pomysłowością Kevina, może próbować odtworzyć „pułapki” w domu, nie zdając sobie sprawy, że zrzucenie ciężkiego przedmiotu na rodzeństwo czy kolegę może skończyć się kalectwem, a nie salwą śmiechu z offu. Krytycy twierdzą, że film promuje brak empatii wobec ofiary, jeśli tylko zostanie ona uznana za „tą złą”.
Warto zastanowić się, dlaczego mimo tak brutalnych scen, film wciąż jest klasyfikowany jako produkcja dla dzieci. Wynika to z kilku czynników:
Teza o demoralizacji widzów poniżej 16. roku życia jest najostrzejszym argumentem w tej dyskusji. Jej zwolennicy uważają, że film uczy dzieci, iż sadyzm może być formą rozrywki. Z drugiej strony, wielu ekspertów zaznacza, że kluczowa jest rola rodzica. Oglądanie filmu wspólnie z dzieckiem i tłumaczenie mu, że „to tylko filmowe triki” oraz że „w prawdziwym życiu nikomu nie wolno robić krzywdy”, zazwyczaj niweluje negatywny wpływ produkcji.
Niemniej jednak, debata nad podniesieniem kategorii wiekowej trwa. Niektórzy sugerują, że oznaczenie +12 powinno być absolutnym minimum, a w niektórych krajach pojawiają się propozycje, by film był dostępny dla młodszych widzów wyłącznie w towarzystwie dorosłych, którzy mogliby na bieżąco korygować odbiór brutalnych scen.
W 2012 roku lekarz Ryan St. Clair przeprowadził szczegółową analizę medyczną pułapek Kevina dla magazynu „The Week”. Z jego analizy wynika, że Harry i Marv powinni zginąć lub doznać trwałego inwalidztwa co najmniej kilkanaście razy w ciągu jednej nocy. Najbardziej zabójczą pułapką okazały się... puszki z farbą lecące na sznurkach. Uderzenie taką masą prosto w twarz to niemal gwarantowane złamanie wszystkich kości twarzoczaszki i ciężki uraz mózgu.