Gość (37.30.*.*)
Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego natura wyposażyła nas w dwa nozdrza, skoro oba prowadzą do tej samej gardzieli? Wydawać by się mogło, że jeden większy otwór byłby prostszym rozwiązaniem, ale ewolucja rzadko stawia na prostotę kosztem funkcjonalności. Nasz nos to nie tylko „wlot powietrza”, ale niezwykle precyzyjne narzędzie, które działa w trybie stereo, podobnie jak nasze oczy czy uszy. Posiadanie dwóch nozdrzy pełni kluczowe funkcje, o których większość z nas nie ma pojęcia podczas codziennego oddychania.
Jednym z najbardziej fascynujących powodów, dla których mamy dwa nozdrza, jest tak zwany cykl nosowy. Choć rzadko to zauważamy, nasze nozdrza nie pracują z taką samą intensywnością przez cały czas. Przez większość dnia jedno z nich jest „główne” i przepuszcza większość powietrza, podczas gdy drugie jest lekko obrzęknięte i odpoczywa. Co kilka godzin role się odwracają.
Ten mechanizm ma kluczowe znaczenie dla naszego węchu. Niektóre cząsteczki zapachowe rozpuszczają się w śluzie nosowym szybciej, a inne wolniej. Abyśmy mogli poczuć pełną gamę zapachów, potrzebujemy dwóch strumieni powietrza o różnej prędkości. Nozdrze, przez które powietrze płynie szybciej, lepiej wyłapuje zapachy „szybkie”, natomiast to, w którym przepływ jest ograniczony, daje czas cząsteczkom „wolnym” na osadzenie się na receptorach. Dzięki temu nasz węch jest znacznie bardziej czuły i wielowymiarowy.
Podobnie jak dwoje oczu pozwala nam widzieć głębię, a dwoje uszu lokalizować źródło dźwięku, dwa nozdrza umożliwiają nam orientację w przestrzeni za pomocą zapachu. Zjawisko to nazywamy węchem stereoskopowym. Mózg analizuje różnice w intensywności zapachu docierającego do lewego i prawego nozdrza, co pozwala nam (choć nie tak sprawnie jak psom) określić, z której strony dobiega dana woń.
Warto dodać, że dwa nozdrza to także system bezpieczeństwa. Jeśli jedno z nich zostanie zatkane przez katar, infekcję czy ciało obce, drugie wciąż może pełnić funkcję nawilżania i filtrowania powietrza. Gdybyśmy mieli tylko jeden otwór, każda drobna infekcja mogłaby całkowicie odciąć nas od naturalnej drogi oddechowej.
Gdyby ewolucja poszła w innym kierunku i mielibyśmy tylko jeden otwór nosowy, nasze życie wyglądałoby nieco inaczej. Przede wszystkim nasz zmysł węchu byłby znacznie uboższy. Mielibyśmy trudności z rozróżnianiem subtelnych aromatów i lokalizowaniem ich źródeł.
Kolejnym problemem byłaby wydajność klimatyzacji powietrza. Nos pełni rolę filtra, grzejnika i nawilżacza. Dwa nozdrza zwiększają powierzchnię błony śluzowej, która ma kontakt z wdychanym powietrzem. Przy jednym otworze powietrze docierające do płuc mogłoby być gorzej oczyszczone i zbyt suche, co prowadziłoby do częstszych infekcji dróg oddechowych i podrażnień gardła. Ponadto, w przypadku kataru, bylibyśmy skazani wyłącznie na oddychanie przez usta, co na dłuższą metę jest niezdrowe.
Brak nozdrzy (wada wrodzona znana jako arhinia) to sytuacja ekstremalnie rzadka i bardzo niebezpieczna, szczególnie dla noworodków. Ludzie są tzw. obligatoryjnymi nosowymi oddychaczami w pierwszych miesiącach życia – niemowlęta nie potrafią naturalnie przełączyć się na oddychanie ustami podczas jedzenia czy snu.
Dla dorosłego człowieka brak nozdrzy oznaczałby:
Choć my używamy dwóch nozdrzy do oddychania i wąchania, rekiny wykorzystują je niemal wyłącznie do tropienia. Ich nozdrza są oddalone od siebie na tyle szeroko, że potrafią wyczuć różnicę w czasie dotarcia zapachu do każdego z nich wynoszącą ułamki sekund. Dzięki temu bezbłędnie namierzają ofiarę nawet z ogromnych odległości. U ludzi ten mechanizm jest mniej spektakularny, ale wciąż pomaga nam podświadomie orientować się w otoczeniu, np. wchodząc do kuchni, w której piecze się ciasto.