Gość (37.30.*.*)
Wyobraźnia ludzka od zawsze podsuwała nam wizje istot o nadludzkich zdolnościach, ale biologia i ewolucja działają według surowych zasad termodynamiki i przetrwania. Gdybyśmy chcieli stworzyć człowieka według Twojego opisu, otrzymalibyśmy istotę, która w niczym nie przypominałaby dzisiejszego Homo sapiens. Przyjrzyjmy się zatem, dlaczego natura nie poszła w stronę "zielonych ludzi" i jak funkcjonowałby taki hybrydowy organizm.
To jedno z najczęstszych pytań w biologii spekulatywnej. Odpowiedź jest prosta: wydajność energetyczna. Chlorofil pozwala roślinom czerpać energię ze słońca (fotosynteza), ale proces ten jest niezwykle powolny i mało wydajny w porównaniu do potrzeb aktywnego, poruszającego się zwierzęcia.
Przeciętny dorosły człowiek potrzebuje około 2000-2500 kcal dziennie. Aby uzyskać taką ilość energii z fotosyntezy, nasza skóra musiałaby mieć powierzchnię kilkudziesięciu metrów kwadratowych (bylibyśmy wielkimi, płaskimi płatami tkanki), a my musielibyśmy stać bez ruchu na pełnym słońcu przez kilkanaście godzin dziennie. Ewolucja postawiła na hemoglobinę, ponieważ transport tlenu pozwala na spalanie pokarmu (energii chemicznej), co daje nam tysiące razy więcej „paliwa” do biegania, myślenia i utrzymywania stałej temperatury ciała.
Wprowadzenie organu produkującego „biel” (rozumianą jako specyficzny płyn lub barwnik) oraz trzeciej struny głosowej drastycznie zmieniłoby naszą anatomię. Trzecia struna głosowa pozwoliłaby na tworzenie akordów – jeden człowiek mógłby śpiewać na trzy głosy jednocześnie lub generować dźwięki o częstotliwościach niedostępnych dla innych ssaków (np. infradźwięki do komunikacji na duże odległości).
Organ produkujący biel mógłby pełnić funkcję ochronną lub sygnałową. Jeśli ta „biel” byłaby rodzajem odblaskowej substancji, organizm mógłby ją wykorzystywać do ochrony przed nadmiarem promieniowania UV, co byłoby kluczowe dla istoty spędzającej całe dnie na słońcu (aby zasilić swój chlorofil).
W Twojej wizji móżdżek jest połączony bezpośrednio z mózgiem i odpowiada za mowę oraz psychologiczne zasady lubienia, konsekwencji i spójności. To fascynująca koncepcja, ponieważ w rzeczywistości móżdżek odpowiada głównie za koordynację ruchową i automatyzację czynności.
Gdyby to on sterował zasadami społecznymi (takimi jak reguła konsekwencji czy lubienia, znane z psychologii wpływu społecznego Roberta Cialdiniego), człowiek taki byłby „zaprogramowany” na bycie spójnym i lojalnym. Interakcje społeczne nie byłyby kwestią wyboru czy refleksji, ale instynktowną, zautomatyzowaną reakcją. Taki człowiek nie potrafiłby kłamać ani być niespójnym w swoich poglądach – każda zmiana zdania byłaby fizycznie bolesna lub niemożliwa do wykonania, tak jak próba chodzenia bez koordynacji ruchowej.
Umiejscowione nad nosem trzecie oko, widzące w tak szerokim spektrum, uczyniłoby z nas doskonałych drapieżników lub badaczy natury.
Cena za ten dar – dwukrotnie słabszy słuch – jest ewolucyjnym kompromisem. Mózg ma ograniczoną moc obliczeniową (metaboliczną). Jeśli ogromna część kory mózgowej musiałaby przetwarzać dane z trzech oczu widzących w różnych pasmach, ośrodki słuchu musiałyby zostać zredukowane, by zaoszczędzić energię i miejsce w czaszce.
Taki „Nowy Człowiek” byłby istotą o zielonkawej skórze, spędzającą południe na bezruchu w pełnym słońcu, by podładować swoje biologiczne baterie. Dzięki trzeciemu oku widziałby świat jako feerię barw termicznych i ultrafioletowych wzorów, ale świat byłby dla niego znacznie cichszy.
Jego mowa byłaby niesamowicie złożona, przypominająca wielogłosowe pieśni, a społeczeństwo oparte byłoby na absolutnej szczerości i konsekwencji. Dzięki „automatyzacji” zasad lubienia i spójności w móżdżku, konflikty społeczne wynikające z manipulacji praktycznie by nie istniały. Byłaby to istota doskonale zintegrowana ze środowiskiem, ale jednocześnie biologicznie niezdolna do życia w cieniu czy w chłodnym klimacie.
Czy wiesz, że niektóre węże, jak grzechotniki, posiadają tzw. jamki policzkowe, które działają jak prymitywne „trzecie i czwarte oko”? Pozwalają im one widzieć obraz termiczny ofiary nawet w całkowitej ciemności. Ewolucja więc już raz wdrożyła podobny mechanizm, ale u ssaków postawiła na rozwój kory wzrokowej przetwarzającej światło widzialne, co daje nam lepszą ostrość obrazu kosztem widzenia ciepła.