Gość (37.30.*.*)
Pytanie o to, czy faszyzm był ruchem antyestablishmentowym, jest jednym z najciekawszych zagadnień w historii nauk politycznych. Odpowiedź nie jest jednak czarno-biała. Faszyzm to ideologia pełna paradoksów, która z jednej strony budowała swoją tożsamość na buncie przeciwko „staremu porządkowi”, a z drugiej – bardzo szybko wchodziła w sojusze z tradycyjnymi elitami, byle tylko zdobyć i utrzymać władzę. Aby zrozumieć ten fenomen, musimy przyjrzeć się zarówno temu, co faszyści mówili, jak i temu, co faktycznie robili.
W swoich początkach faszyzm (zarówno we Włoszech, jak i w swojej niemieckiej odmianie, czyli narodowym socjalizmie) kreował się na siłę radykalnie antyestablishmentową. Benito Mussolini i Adolf Hitler przedstawiali się jako ludzie z ludu, którzy rzucają wyzwanie „zgniłym” elitom liberalnej demokracji, skorumpowanym parlamentarzystom i arystokracji, która ich zdaniem nie rozumiała potrzeb nowoczesnego narodu.
Faszyzm obiecywał tzw. trzecią drogę – alternatywę zarówno dla kapitalizmu, który kojarzono z egoistycznymi elitami finansowymi, jak i dla komunizmu, który postrzegano jako zagrożenie dla jedności narodowej. W tym sensie ruch ten był głęboko antysystemowy. Chciał zburzyć istniejące instytucje państwa liberalnego i zastąpić je nowym, totalitarnym porządkiem, w którym jednostka jest całkowicie podporządkowana wspólnocie narodowej lub państwowej.
Choć faszyści grzmieli przeciwko elitom, rzeczywistość polityczna zmusiła ich do kompromisów. Ani Mussolini, ani Hitler nie zdobyliby władzy w drodze czystej rewolucji oddolnej bez wsparcia tradycyjnych grup wpływów. Establishment – w tym wielki przemysł, armia, konserwatywni politycy, a w przypadku Włoch także Kościół – widział w faszystach „użyteczne narzędzie” do powstrzymania rosnącego w siłę ruchu socjalistycznego i komunistycznego.
W efekcie faszyzm stał się ruchem, który jedną ręką uderzał w stare elity, a drugą przyjmował od nich pieniądze i poparcie polityczne. Po przejęciu władzy faszyści nie zlikwidowali wielkiego kapitału. Wręcz przeciwnie – zintegrowali go z systemem państwowym. Przemysłowcy, którzy współpracowali z reżimem, mogli liczyć na ogromne zyski i likwidację związków zawodowych, co trudno uznać za działanie wymierzone w establishment ekonomiczny.
Ważnym aspektem faszyzmu było to, że nie dążył on do stworzenia społeczeństwa bezklasowego (jak komunizm), lecz do wymiany starych elit na nowe. Miejsce tradycyjnej arystokracji czy liberalnej inteligencji zajęła hierarchia partyjna. Faszyzm stworzył własny, niezwykle sztywny establishment, oparty na lojalności wobec wodza i ideologii.
Zatem, czy był to ruch antyestablishmentowy?
Warto wiedzieć, że wczesny faszyzm włoski był silnie związany z futuryzmem – awangardowym ruchem artystycznym, który wielbił prędkość, technologię i... destrukcję. Futuryści, tacy jak Filippo Tommaso Marinetti, nienawidzili wszystkiego, co stare: muzeów, bibliotek i tradycyjnej moralności. To właśnie z tego nurtu faszyzm zaczerpnął swój pierwotny, niemal anarchistyczny impet antyestablishmentowy, który z czasem został stłumiony przez brutalny pragmatyzm państwowy Mussoliniego.
Faszyzm wykorzystał nastroje antyestablishmentowe jako paliwo do zdobycia poparcia masowego, ale gdy tylko zasiadł przy stole rokowań, stał się częścią systemu, który obiecał zniszczyć – tyle że na własnych, totalitarnych zasadach. Można więc powiedzieć, że faszyzm był antyestablishmentowy w metodach i języku, ale głęboko pro-establishmentowy w swojej potrzebie budowania hierarchii i kontroli społecznej.