Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego współczesne podejście do praw człowieka koncentruje się na prawach jednych grup i obowiązkach innych, zapominając, że każdy człowiek ma zarówno prawa, jak i obowiązki, oraz dlaczego do katalogu praw człowieka dąży się do włączenia takich kwestii jak aborcja, transgenderyzm, prawo do mieszkania czy internetu?

Ewolucja praw człowieka rozszerzanie katalogu koncentracja na grupach współczesne postulaty prawne równowaga praw i obowiązków
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Współczesna debata o prawach człowieka przypomina dynamicznie zmieniający się organizm. To, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawało się fundamentem – jak wolność słowa czy prawo do życia – dziś obrasta nowymi interpretacjami i postulatami. Coraz częściej słyszymy głosy, że obecny system kładzie zbyt duży nacisk na roszczenia konkretnych grup, spychając na margines kwestię obowiązków, które tradycyjnie były nieodłącznym elementem umowy społecznej. Aby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, musimy przyjrzeć się ewolucji myśli prawniczej i zmianom społecznym, które zaszły na przełomie XX i XXI wieku.

Równowaga między prawami a obowiązkami – gdzie zniknęła?

W klasycznym ujęciu praw człowieka, szczególnie tym wywodzącym się z oświecenia, prawa i obowiązki były dwiema stronami tego samego medalu. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 1948 roku w artykule 29 wyraźnie stwierdza, że „każdy człowiek ma obowiązki wobec wspólnoty”. Dlaczego więc dziś odnosi się wrażenie, że o obowiązkach mówi się znacznie mniej?

Przyczyną jest przede wszystkim zmiana akcentów w filozofii prawa. Współczesny liberalizm polityczny skoncentrował się na ochronie jednostki przed opresją ze strony państwa lub dominującej większości. W tym kontekście „prawa” stały się narzędziem emancypacji grup, które historycznie były marginalizowane. Skupienie się na prawach konkretnych grup (np. mniejszości) wynika z założenia, że uniwersalne prawa w praktyce nie chroniły wszystkich w równym stopniu. Obowiązki natomiast zaczęto postrzegać jako domenę prawa karnego lub administracyjnego, a nie jako element „etyki praw człowieka”. To doprowadziło do sytuacji, w której dyskurs publiczny zdominowały żądania, a pojęcie odpowiedzialności za wspólnotę stało się mniej medialne i trudniejsze do wyegzekwowania w zglobalizowanym świecie.

Rozszerzanie katalogu praw – od wolności do dobrostanu

Katalog praw człowieka nie jest listą zamkniętą. Prawnicy i socjologowie dzielą je na tzw. generacje. Pierwsza generacja to prawa obywatelskie i polityczne (wolność od tortur, prawo do sądu). Druga to prawa ekonomiczne i socjalne (praca, edukacja). Obecnie jesteśmy świadkami walki o uznanie praw trzeciej i czwartej generacji, które dotyczą jakości życia, technologii i tożsamości.

Dążenie do włączenia takich kwestii jak prawo do mieszkania czy internetu wynika z przekonania, że bez tych zasobów współczesny człowiek nie jest w stanie realnie korzystać z wolności politycznych. Trudno mówić o „wolności słowa” komuś, kto nie ma dostępu do sieci w świecie zdominowanym przez cyfrową komunikację, lub o „godności osobistej” osobie dotkniętej bezdomnością. W tym ujęciu prawa te są postrzegane jako fundamenty niezbędne do funkcjonowania w XXI wieku.

Kontrowersje wokół aborcji i tożsamości płciowej

Włączenie aborcji czy praw osób transpłciowych do katalogu praw człowieka budzi największe emocje, ponieważ dotyka fundamentalnych przekonań etycznych, religijnych i biologicznych. Zwolennicy takiego podejścia argumentują to przez pryzmat autonomii cielesnej i prawa do prywatności.

  1. Aborcja: W systemach międzynarodowych (np. przez niektóre komitety ONZ) dostęp do aborcji jest coraz częściej interpretowany jako element prawa do zdrowia oraz wolności od okrutnego i nieludzkiego traktowania. Argumentuje się, że zmuszanie kobiet do kontynuowania ciąży w określonych sytuacjach narusza ich podmiotowość.
  2. Transgenderyzm: Tutaj kluczowym pojęciem jest prawo do tożsamości i samostanowienia. Współczesne podejście zakłada, że godność człowieka obejmuje możliwość definiowania własnej tożsamości płciowej, a państwo ma obowiązek tę tożsamość uszanować i chronić przed dyskryminacją.

Krytycy tego trendu wskazują jednak, że takie „rozszerzanie” praw człowieka prowadzi do ich dewaluacji. Jeśli wszystko staje się prawem człowieka, to pierwotne, fundamentalne wolności mogą stracić na znaczeniu w gąszczu nowych postulatów.

Czy internet to naprawdę prawo człowieka?

Ciekawostką jest fakt, że w 2016 roku Rada Praw Człowieka ONZ przyjęła niewiążącą rezolucję, która uznaje dostęp do internetu za ważne narzędzie wspierające prawa człowieka. Nie oznacza to, że państwo musi każdemu kupić smartfona, ale że nie powinno celowo odcinać obywateli od sieci (co zdarza się w reżimach autorytarnych podczas protestów).

Współczesne podejście do praw człowieka jest więc próbą odpowiedzi na wyzwania nowoczesności. Problem polega na tym, że w tym pędzie do definiowania nowych uprawnień, często gubimy debatę o tym, co jednostka jest winna społeczeństwu, aby system ten był trwały i sprawiedliwy dla obu stron. Bez balansu między "chcę" a "muszę", konstrukcja praw człowieka może stać się zestawem życzeń, których żadne państwo nie będzie w stanie w pełni zrealizować.

Podziel się z innymi: