Gość (37.30.*.*)
Kwestia neutralności Szwecji podczas II wojny światowej to jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów w historii Skandynawii. Choć oficjalnie Sztokholm ogłosił bezstronność, rzeczywistość była znacznie bardziej skomplikowana. Szwecja balansowała na cienkiej granicy między zachowaniem suwerenności a uleganiem żądaniom potężnego sąsiada, jakim była III Rzesza. Czy można to nazwać kolaboracją? Historycy wolą termin „polityka ustępstw”, ale fakty dotyczące wsparcia gospodarczego i logistycznego dla Niemiec są jednoznaczne.
Najważniejszym punktem szwedzko-niemieckiej współpracy był handel surowcami. Niemiecka machina wojenna była uzależniona od wysokiej jakości szwedzkiej rudy żelaza. Szacuje się, że w pewnych okresach wojny nawet 40% niemieckiego zapotrzebowania na ten surowiec pokrywały dostawy ze szwedzkich kopalń w Kirunie i Gällivare.
Bez szwedzkiego żelaza produkcja czołgów, dział i amunicji w III Rzeszy mogłaby zostać sparaliżowana lub drastycznie ograniczona. Co ciekawe, handel ten trwał niemal do samego końca wojny, a Niemcy płacili za rudę m.in. węglem i koksem, których Szwecja z kolei potrzebowała do ogrzewania domów i napędzania własnego przemysłu. Ta symbioza gospodarcza była dla Hitlera argumentem, by nie okupować Szwecji – po co tracić siły na inwazję, skoro kraj ten i tak dostarcza wszystko, co niezbędne?
Kolejnym mrocznym rozdziałem szwedzkiej neutralności był tranzyt niemieckich żołnierzy przez terytorium kraju. Po zajęciu Norwegii w 1940 roku, Niemcy wywarli ogromną presję na rząd w Sztokholmie, by ten pozwolił na transport wojsk i zaopatrzenia do okupowanego sąsiada.
Szwecja ugięła się, zezwalając na przejazd tzw. pociągów urlopowych (permittenttrafik). Oficjalnie mieli nimi podróżować nieuzbrojeni żołnierze jadący na wypoczynek, ale w praktyce Szwedzi przymykali oko na transporty broni i całych jednostek bojowych. Najbardziej jaskrawym przykładem był czerwiec 1941 roku, kiedy to po ataku Niemiec na ZSRR, Szwecja pozwoliła na przejazd przez swoje terytorium całej 163. Dywizji Piechoty (Dywizja Engelbrecht) z Norwegii do Finlandii, by mogła ona wesprzeć front wschodni.
Szwecja była światowym potentatem w produkcji łożysk kulkowych (firma SKF). Były one absolutnie niezbędne w lotnictwie i przemyśle motoryzacyjnym. Szwedzi sprzedawali je obu stronom konfliktu, co doprowadziło do tego, że alianci w pewnym momencie rozważali zbombardowanie szwedzkich fabryk, by odciąć Niemców od dostaw.
W pierwszych latach wojny szwedzki rząd stosował autocenzurę, by nie drażnić Berlina. Gazety, które zbyt ostro krytykowały Hitlera lub donosiły o niemieckich zbrodniach, były konfiskowane. Szwedzkie służby specjalne współpracowały również z Gestapo w zakresie wymiany informacji o komunistach i osobach uznanych za zagrożenie dla porządku publicznego.
Warto jednak zaznaczyć, że szwedzki wywiad prowadził podwójną grę. Choć oficjalnie współpracowano z Niemcami, szwedzcy kryptoanalitycy (m.in. genialny matematyk Arne Beurling) złamali kod niemieckiej maszyny szyfrującej Geheimschreiber. Dzięki temu Szwedzi wiedzieli o ruchach niemieckich wojsk niemal tyle samo, co sami dowódcy Wehrmachtu, a wybrane informacje przekazywali aliantom.
Obraz Szwecji jako cichego sojusznika III Rzeszy nie jest pełny bez wspomnienia o działaniach, które podjęto w drugiej połowie wojny, gdy szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę aliancką. Szwecja stała się bezpieczną przystanią dla tysięcy uchodźców.
Odpowiedź nie jest czarno-biała. Z punktu widzenia moralnego, dostarczanie surowców do budowy czołgów, które najeżdżały Europę, można uznać za formę współudziału. Z punktu widzenia politycznego, była to strategia przetrwania małego państwa otoczonego przez siły Osi.
Szwecja uniknęła losu okupowanej Norwegii czy zniszczonej Finlandii, ale zapłaciła za to wysoką cenę etyczną. Po wojnie przez dekady w Szwecji panowała "polityka milczenia" na ten temat, a pełna prawda o skali ustępstw wobec III Rzeszy zaczęła wychodzić na jaw dopiero w latach 90. XX wieku. Dziś historycy zgadzają się, że szwedzka neutralność była "elastyczna" – dostosowywała się do tego, kto w danym momencie wygrywał na froncie.