Gość (37.30.*.*)
Relacje polsko-żydowskie w kontekście II wojny światowej to jeden z najbardziej skomplikowanych i bolesnych tematów w nowoczesnej historii. Często dochodzi na tym polu do zderzenia dwóch różnych pamięci zbiorowych: polskiej, która skupia się na bohaterstwie i ogromnych ofiarach poniesionych z rąk okupanta, oraz żydowskiej, w której dominuje poczucie osamotnienia w obliczu Zagłady. Aby zrozumieć, dlaczego część historyków i środowisk żydowskich mówi o „obojętności”, mimo realnej groźby kary śmierci, musimy przyjrzeć się wielu warstwom tej tragicznej historii.
Zacznijmy od faktu, który w polskiej narracji jest fundamentem: na terenach okupowanej Polski (Generalne Gubernatorstwo) oraz na zajętych terenach ZSRR, Niemcy wprowadzili drakońskie prawo. Za jakąkolwiek formę pomocy Żydom – od podania kawałka chleba po ukrywanie w domu – groziła kara śmierci. Co więcej, często stosowano odpowiedzialność zbiorową, rozstrzeliwując całe rodziny, a nawet sąsiadów (jak w przypadku rodziny Ulmów z Markowej).
W Europie Zachodniej, np. we Francji czy Holandii, kary za pomoc były zazwyczaj łagodniejsze (więzienie, obóz koncentracyjny), choć oczywiście również dotkliwe. Polscy historycy słusznie podkreślają, że polskie społeczeństwo żyło w stanie permanentnego terroru i skrajnej biedy, co sprawiało, że heroizm był aktem najwyższego stopnia. Z tej perspektywy oczekiwanie masowego ratowania Żydów wydaje się współczesnym obserwatorom nierealne.
Głosy krytyczne, płynące głównie ze strony tzw. nowej szkoły historycznej (m.in. badaczy takich jak Jan Grabowski czy Barbara Engelking) oraz części ocalałych, nie negują istnienia kary śmierci. Skupiają się jednak na tym, co działo się „pomiędzy” wielkim bohaterstwem a niemieckim terrorem.
Z perspektywy osoby ukrywającej się po „aryjskiej stronie”, obojętność sąsiadów była często wyrokiem śmierci. Dla Żyda, który uciekł z getta, brak reakcji otoczenia na jego obecność lub odmowa pomocy (nawet jeśli motywowana strachem) była odbierana jako brak solidarności ludzkiej. Historycy ci argumentują, że choć kara śmierci paraliżowała wielu, to istniała też szara strefa postaw: od wrogiej neutralności, przez czerpanie zysków z mienia pożydowskiego, aż po aktywny udział w wyłapywaniu uciekinierów.
Największy żal środowisk żydowskich budzi nie tyle brak pomocy ze strony zastraszonych ludzi, co działania tych, którzy aktywnie szkodzili. Szmalcownicy, czyli osoby szantażujące ukrywających się Żydów i ich polskich opiekunów, byli plagą okupowanych miast. Choć Polskie Państwo Podziemne karało takie zachowania śmiercią, proceder ten był realnym zagrożeniem.
Dla ocalałych z Holokaustu trauma wiąże się często z twarzą sąsiada, który wskazał ich Niemcom, lub kogoś, kto odmówił schronienia, mimo że wcześniej łączyły ich poprawne relacje. W relacjach świadków „obojętność” nie jest brakiem działania wynikającym ze strachu, ale brakiem empatii, który pozwalał patrzeć na tragedię getta jak na wydarzenie dziejące się „obok”, a nie „nam”.
Nie można pominąć faktu, że relacje polsko-żydowskie przed 1939 rokiem były napięte. Wzrost nastrojów nacjonalistycznych, getta ławkowe na uczelniach czy bojkoty ekonomiczne sklepów żydowskich sprawiły, że w momencie wybuchu wojny obie społeczności były od siebie oddalone.
Część historyków uważa, że ta przedwojenna izolacja ułatwiła Niemcom realizację planu Zagłady. Gdy Żydzi zostali zamknięci w gettach, dla dużej części polskiego społeczeństwa stali się „obcymi”, których los – choć tragiczny – nie był postrzegany jako wspólny los obywateli tego samego państwa. To właśnie to poczucie „obcości” jest przez wielu interpretowane jako obojętność.
Warto wspomnieć, że mimo ekstremalnego ryzyka, Polacy stanowią najliczniejszą grupę narodowościową wśród odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata przez Instytut Yad Vashem (ponad 7 tysięcy osób). Jest to dowód na to, że nawet w warunkach totalnego terroru, tysiące ludzi decydowało się na najwyższe poświęcenie.
Spór o obojętność to w dużej mierze spór o definicje. Dla polskiej narracji historycznej pomoc to konkretny czyn, za który płaciło się życiem. Dla narracji żydowskiej pomoc to także życzliwe spojrzenie, milczenie wobec niemieckiego patrolu czy nieodwracanie wzroku.
Współcześni historycy coraz częściej starają się odejść od czarno-białych podziałów. Zauważają, że strach przed śmiercią był naturalny i ludzki, ale jednocześnie badają, jak społeczeństwo radziło sobie z moralnym wyzwaniem, jakim była obecność ofiar tuż obok. Żal, o którym mowa w pytaniu, wynika więc z przekonania, że skala wrogości lub pasywności niektórych jednostek była większa, niż chcielibyśmy przyznać w naszej narodowej pamięci.
Podsumowując, napięcie między tymi dwiema perspektywami wynika z faktu, że obie strony mają swoje racje oparte na innych doświadczeniach. Polacy pamiętają o cenie, jaką płacili za pomoc, natomiast Żydzi pamiętają o osamotnieniu, w jakim przyszło im ginąć. Zrozumienie obu tych punktów widzenia jest kluczem do rzetelnej debaty o historii.