Gość (37.30.*.*)
Wizja dyktatora zamkniętego w luksusowym bunkrze, studiującego mapy i podejrzliwie spoglądającego na swoich najbliższych współpracowników, to nie tylko stały motyw filmowy. To rzeczywistość, która dotknęła wielu historycznych przywódców – od Stalina, przez Hitlera, aż po współczesnych autokratów. Choć nie można z całą pewnością stwierdzić, że absolutnie każdy dyktator musi skończyć jako paranoik, mechanizmy władzy absolutnej sprawiają, że jest to scenariusz niemal nieunikniony. Psychologia i politologia mają na to konkretne nazwy i wyjaśnienia.
Jednym z najważniejszych powodów, dla których dyktatorzy tracą kontakt z rzeczywistością, jest tzw. pułapka dyktatora. W systemie opartym na strachu i bezwzględnej lojalności, doradcy szybko uczą się, że przekazywanie złych wiadomości jest ryzykowne. Jeśli dyktator karze za porażki lub krytykę, jego otoczenie zaczyna filtrować informacje.
W efekcie przywódca słyszy tylko to, co chce usłyszeć: że gospodarka kwitnie, armia jest niezwyciężona, a lud go kocha. Izolacja informacyjna sprawia, że dyktator zaczyna podejmować decyzje w oparciu o fałszywe dane. Kiedy jednak rzeczywistość zaczyna skrzeczeć – pojawiają się protesty lub porażki militarne – dyktator nie widzi w tym błędu swojej polityki, lecz spisek i zdradę. To pierwszy krok do klinicznej niemal paranoi.
Naukowcy, tacy jak brytyjski lekarz i polityk David Owen, opisali zjawisko zwane syndromem hybris (pychy). Dotyka ono osoby sprawujące władzę przez długi czas, zwłaszcza gdy nie podlegają one żadnej kontroli. Objawia się to nadmierną pewnością siebie, pogardą dla innych oraz przekonaniem o własnej nieomylności i dziejowej misji.
Z czasem taki lider zaczyna utożsamiać państwo z własną osobą. Każdy atak na system traktuje jak atak personalny. Co ciekawe, badania neurologiczne sugerują, że długotrwałe sprawowanie władzy może osłabiać zdolność mózgu do empatii i realnej oceny ryzyka. Dyktator staje się więźniem własnego narcyzmu, co w połączeniu z lękiem przed utratą wpływów tworzy mieszankę wybuchową.
Józef Stalin był tak przerażony możliwością otrucia, że w swoich ostatnich latach życia zmuszał członków Biura Politycznego do próbowania potraw i napojów przed nim. Często urządzał nocne biesiady, które były formą testu lojalności – obserwował, kto pije za mało, kto za dużo i kto może spiskować za jego plecami.
W demokracjach proces przekazywania władzy jest uregulowany prawnie. W dyktaturach zmiana lidera najczęściej następuje w wyniku śmierci, zamachu stanu lub rewolucji. To sprawia, że każdy ambitny współpracownik jest potencjalnym zagrożeniem.
Dyktator musi stale balansować między frakcjami w swoim otoczeniu, skłócając je ze sobą, by nikt nie urósł w siłę na tyle, by go obalić. Ta ciągła gra w „dziel i rządź” sprawia, że dyktator nie może nikomu ufać – nawet własnej rodzinie. Osamotnienie nie jest więc wyborem, lecz strategią przetrwania, która z czasem przeradza się w obsesję.
Choć większość dyktatorów podąża ścieżką izolacji, historia zna przypadki tzw. „oświeconych autokratów” lub liderów, którzy potrafili oddać władzę lub utrzymać pewien stopień racjonalności. Przykładem może być Lee Kuan Yew z Singapuru, który mimo twardych rządów, stworzył system oparty na merytokracji, a nie tylko na ślepej lojalności.
Jednak tacy liderzy to rzadkość. Większość systemów autorytarnych premiuje ludzi miernych, ale wiernych, co nieuchronnie prowadzi do degradacji otoczenia lidera. Im dłużej trwa dyktatura, tym mniejsza jest szansa, że na szczycie pozostanie ktoś o zdrowym osądzie sytuacji.
Paranoja dyktatora często prowadzi do działań, które faktycznie zwiększają zagrożenie dla jego życia. Masowe czystki, zaostrzanie represji i inwigilacja sprawiają, że nawet dotychczasowi zwolennicy zaczynają myśleć o spisku jako o jedynej drodze ratunku. W ten sposób lęk przed zdradą popycha dyktatora do zachowań, które tę zdradę prowokują.
Podsumowując, choć psychologia jednostki gra tu dużą rolę, to struktura władzy dyktatorskiej wymusza izolację i podejrzliwość. Bez mechanizmów kontroli, wolnych mediów i opozycji, każdy lider – niezależnie od początkowych intencji – ryzykuje stanie się osamotnionym więźniem własnego systemu.