Gość (37.30.*.*)
Sformułowanie „zeszmacić się” to jedno z tych określeń w języku polskim, które niosą ze sobą bardzo silny ładunek emocjonalny i pejoratywny. Choć wywodzi się z mowy potocznej, jego znaczenie jest głęboko zakorzenione w kwestiach etyki, godności osobistej i kręgosłupa moralnego. W najprostszym ujęciu oznacza ono doprowadzenie się do stanu, w którym człowiek traci szacunek do samego siebie oraz w oczach innych, zazwyczaj poprzez zachowanie uznawane za niegodne, upokarzające lub sprzeczne z wyznawanymi wcześniej wartościami.
Słowo to jest formą dokonaną od czasownika „szmacić”, który metaforycznie odnosi się do przedmiotu bezwartościowego, brudnego i zużytego – czyli szmaty. Kiedy mówimy, że ktoś się „zeszmacił”, sugerujemy, że ta osoba przestała być podmiotem zasługującym na szacunek, a stała się kimś „tanim”, kogo można wykorzystać lub kto sam wyzbył się swojej dumy dla doraźnych korzyści.
W praktyce sformułowanie to stosuje się w kilku kontekstach:
Ponieważ zwrot „zeszmacić się” jest dość brutalny i często uznawany za wulgarny lub bardzo kolokwialny, w wielu sytuacjach lepiej użyć zamienników. Wybór odpowiedniego słowa zależy od tego, jak bardzo chcemy złagodzić przekaz lub w jakim środowisku się znajdujemy.
Jeśli chcemy opisać czyjś upadek moralny w sposób kulturalny, możemy użyć takich zwrotów jak:
Ciekawostką językową jest fakt, że polszczyzna ma wyjątkowo dużo określeń związanych z tkaninami i ubiorem, które służą do opisywania charakteru. „Zeszmacić się” uderza w naszą potrzebę bycia postrzeganym jako osoba „integralna” i „czysta”. Szmata w polskiej kulturze to symbol czegoś, co służy do wycierania brudu – stąd porównanie człowieka do tego przedmiotu jest jedną z najcięższych obelg dotyczących charakteru, a nie wyglądu.
Warto zauważyć, że granica tego, co uznamy za „zeszmacenie się”, jest płynna i zależy od indywidualnego systemu wartości. Dla jednego będzie to wystąpienie w kiczowatej reklamie, dla innego dopiero poważne przestępstwo lub zdrada najbliższych. Językoznawcy wskazują, że nadużywanie tego słowa w debacie publicznej (np. w polityce) prowadzi do jego dewaluacji – staje się ono kolejną obelgą, tracąc swoją pierwotną, wstrząsającą moc opisu głębokiego upadku człowieka.