Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego ludzki żołądek i układ trawienny nie nadążają za ewolucją na naszych stołach?

niedopasowanie ewolucyjne dieta geny oszczędnościowe obfitość biologia kontra technologia żywienia
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Wyobraź sobie, że Twój organizm to supernowoczesny komputer, na którym próbujesz uruchomić najnowsze, wymagające oprogramowanie, ale jego procesor pamięta jeszcze czasy pierwszych maszyn liczących. Dokładnie tak czuje się nasz układ pokarmowy, gdy serwujemy mu współczesną dietę. Podczas gdy technologia produkcji żywności pędzi do przodu z prędkością światła, nasza biologia porusza się tempem żółwia. To zjawisko naukowcy nazywają niedopasowaniem ewolucyjnym i jest ono kluczem do zrozumienia, dlaczego współczesne jedzenie tak często nam szkodzi.

Biologia kontra technologia: dlaczego ewolucja jest taka powolna?

Ewolucja to proces, który liczy się w dziesiątkach tysięcy, a nawet milionach lat. Nasz układ trawienny kształtował się przez około 2 miliony lat w warunkach, w których jedzenie było trudne do zdobycia, niskokaloryczne i bogate w błonnik. Nasi przodkowie, zbieracze i łowcy, jedli to, co udało im się znaleźć lub upolować: dzikie rośliny, korzonki, orzechy i chude mięso dzikich zwierząt.

Przełom nastąpił około 10 tysięcy lat temu wraz z rewolucją agrarną, kiedy zaczęliśmy uprawiać zboża i hodować zwierzęta. Z perspektywy ewolucji to zaledwie mrugnięcie okiem. Jeszcze większy szok dla naszych żołądków przyniósł ostatni wiek – era żywności wysoko przetworzonej, rafinowanego cukru i sztucznych dodatków. Nasze geny po prostu nie miały czasu, aby przystosować się do tak gwałtownej zmiany menu.

Geny oszczędnościowe w świecie obfitości

Jednym z największych problemów jest tak zwana hipoteza „oszczędnego genotypu”. Przez tysiąclecia nasi przodkowie żyli w cyklach obfitości i głodu. Ci, którzy potrafili najskuteczniej magazynować energię w postaci tkanki tłuszczowej, mieli większe szanse na przeżycie. Ewolucja faworyzowała więc organizmy, które „wyciągały” z jedzenia każdą kalorię i niechętnie się jej pozbywały.

Dzisiaj, gdy jedzenie jest dostępne na każdym rogu, te same mechanizmy, które kiedyś ratowały nam życie, stają się przekleństwem. Nasz żołądek i metabolizm wciąż działają w trybie „magazynuj na czarną godzinę”, mimo że ta czarna godzina w świecie zachodnim praktycznie nie nadchodzi. Wynikiem tego są choroby cywilizacyjne, takie jak otyłość czy cukrzyca typu 2.

Ciekawostka: ewolucja wciąż trwa, ale wybiórczo

Choć większość z nas ma problem z trawieniem nowoczesnych wynalazków, istnieją wyjątki potwierdzające regułę. Przykładem jest tolerancja laktozy. Pierwotnie ludzie tracili zdolność trawienia mleka po okresie niemowlęcym. Jednak w populacjach, które od tysięcy lat zajmowały się pasterstwem (np. w Europie Północnej), pojawiła się mutacja genetyczna pozwalająca dorosłym pić mleko bez rewolucji żołądkowych. To dowód na to, że dieta może wymusić zmiany w genach, ale potrzebuje na to tysięcy lat stabilnych warunków.

Mikrobiom, czyli nasi mali sprzymierzeńcy w tarapatach

Nasze trawienie to nie tylko żołądek i jelita, to przede wszystkim biliony bakterii tworzących mikrobiom. Te mikroorganizmy ewoluowały razem z nami, pomagając nam trawić twarde włókna roślinne i toksyny naturalnie występujące w dzikiej żywności.

Współczesna dieta, pełna konserwantów i pozbawiona błonnika, działa na nasz mikrobiom jak sterylna pustynia. Przetworzona żywność jest tak „czysta” i łatwo przyswajalna, że zostaje wchłonięta w górnych odcinkach układu pokarmowego, pozostawiając bakterie w jelicie grubym bez „paliwa”. To prowadzi do dysbiozy, która objawia się nie tylko problemami trawiennymi, ale też spadkiem odporności i pogorszeniem nastroju.

Dlaczego cukier i tłuszcz to pułapka bez wyjścia?

W naturze połączenie wysokiej zawartości tłuszczu i cukru w jednym produkcie niemal nie występuje (wyjątkiem jest mleko matki, które ma stymulować wzrost). Przemysł spożywczy stworzył jednak produkty, które uderzają w nasze ośrodki nagrody w mózgu z siłą wodospadu.

Nasz układ trawienny nie posiada mechanizmów obronnych przed tak skoncentrowaną energią. Kiedy jemy pączka czy pijemy słodzony napój, poziom glukozy we krwi rośnie błyskawicznie, zmuszając trzustkę do morderczej pracy. Nasze przodkinie i przodkowie rzadko trafiali na coś słodszego niż dojrzała jagoda, więc ich organizmy nigdy nie musiały wykształcić „hamulca” dla rafinowanego cukru.

Jak pomóc swojemu „starożytnemu” żołądkowi?

Skoro wiemy już, że nasza biologia nie nadąża za kartą dań w restauracjach typu fast food, możemy podjąć kroki, by ułatwić życie naszemu układowi pokarmowemu:

  • Postaw na błonnik: To on był podstawą diety naszych przodków. Warzywa, strączki i pełne ziarna to najlepszy prezent dla Twoich jelit.
  • Ogranicz żywność ultra-przetworzoną: Im krótsza lista składników na opakowaniu, tym mniejszy szok dla Twojego metabolizmu.
  • Jedz kiszonki: Naturalne probiotyki pomagają odbudować mikrobiom, który ucierpiał przez nowoczesny styl życia.
  • Daj sobie czas: Nasz układ trawienny potrzebuje przerw. Ciągłe podjadanie sprawia, że procesy regeneracyjne w jelitach nigdy nie ruszają z kopyta.

Podsumowując, nasze ciało to wciąż biologiczny antyk, który próbuje odnaleźć się w świecie futurystycznej gastronomii. Zrozumienie tego niedopasowania pozwala nam dokonywać lepszych wyborów przy stole – nie dlatego, że modnie jest być „fit”, ale dlatego, że nasz żołądek po prostu nie mówi w języku nowoczesnej chemii spożywczej.

Podziel się z innymi: