Gość (83.4.*.*)
Eurowizja to od dekad jeden z największych spektakli telewizyjnych na świecie, przyciągający przed ekrany setki milionów widzów. Jednak za fasadą cekinów, efektownych wizualizacji i muzycznych emocji kryje się skomplikowana struktura organizacyjna, która coraz częściej staje się obiektem gorących dyskusji. Głównym punktem zapalnym jest fakt, że Konkurs Piosenki Eurowizji nie jest niezależnym bytem, lecz integralną częścią Europejskiej Unii Nadawców (EBU). Ta monopolistyczna zależność budzi kontrowersje, zwłaszcza gdy zestawimy ją z modelem działania gigantów sportowych, takich jak FIFA czy Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl).
Europejska Unia Nadawców to nie firma komercyjna w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale sojusz publicznych nadawców radiowych i telewizyjnych. Powstała, aby ułatwiać wymianę treści, wspierać standardy techniczne i reprezentować interesy mediów publicznych. Eurowizja jest jej „dzieckiem” – marką, którą EBU stworzyło, posiada i w pełni kontroluje.
Krytycy zauważają, że w tym układzie brakuje mechanizmu „checks and balances” (kontroli i równowagi). W przypadku wielkich imprez sportowych mamy do czynienia z trójkątem: organizacja (np. FIFA), nadawcy kupujący prawa (np. TVP, BBC) oraz sponsorzy. W Eurowizji te role się zacierają. EBU jest jednocześnie organizatorem, właścicielem praw i zrzeszeniem tych, którzy te prawa realizują. To sprawia, że procesy decyzyjne są często nieprzejrzyste dla osób z zewnątrz.
Porównanie do FIFA czy MKOl pojawia się w dyskusjach nie bez powodu. Te organizacje działają jako niezależne stowarzyszenia (często z siedzibą w Szwajcarii), które zarządzają swoimi dyscyplinami na poziomie globalnym. Choć same nie są wolne od kontrowersji i oskarżeń o korupcję, ich struktura pozwala na jasne oddzielenie „produktu” od „klienta”.
Nazwa ta została ukuta przez brytyjskiego dziennikarza George'a Campeya w 1951 roku, jeszcze zanim konkurs piosenki w ogóle powstał. Początkowo odnosiła się do samej sieci wymiany programów telewizyjnych między krajami, a nie do konkretnego wydarzenia muzycznego.
Dlaczego coraz więcej osób uważa, że Eurowizja powinna się usamodzielnić? Argumenty przeciwników obecnego stanu rzeczy koncentrują się wokół trzech obszarów:
EBU, jako organizacja zrzeszająca media publiczne, powinna teoretycznie kierować się misją społeczną. Jednak w praktyce, przy zarządzaniu Eurowizją, zachowuje się jak prywatna korporacja, chroniąc swoje interesy handlowe i polityczne. Gdy dochodzi do kryzysów (jak np. kontrowersje wokół udziału niektórych państw w obliczu konfliktów zbrojnych), EBU często zasłania się „apolitycznością”, co przez wielu postrzegane jest jako unikanie odpowiedzialności.
W modelu rządzonym przez EBU kraje, które wpłacają najwyższe składki (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy i Hiszpania), mają zagwarantowane miejsce w finale. W niezależnych organizacjach sportowych taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia – wyobraźmy sobie, że reprezentacja Brazylii ma zagwarantowany udział w finale Mistrzostw Świata tylko dlatego, że przynosi największe zyski z reklam. To podważa sportowego ducha rywalizacji, który Eurowizja stara się naśladować.
Ponieważ to nadawcy publiczni tworzą EBU, często dochodzi do sytuacji, w których interesy narodowe ścierają się z interesem konkursu jako całości. Niezależna korporacja mogłaby podejmować decyzje trudne, ale sprawiedliwe, nie bojąc się, że jeden z kluczowych członków unii zagrozi wycofaniem składek.
Przekształcenie Eurowizji w niezależną korporację na wzór sportowy byłoby niezwykle trudne. Konkurs jest nierozerwalnie związany z infrastrukturą mediów publicznych. To one dysponują sprzętem, ludźmi i czasem antenowym niezbędnym do przeprowadzenia tak gigantycznego przedsięwzięcia. Wydzielenie Eurowizji jako osobnej firmy mogłoby doprowadzić do jej pełnej komercjalizacji, co z kolei mogłoby zabić unikalny charakter wydarzenia, który opiera się na różnorodności kulturowej, a nie tylko na zysku.
Mimo to, głosy wzywające do reformy stają się coraz głośniejsze. Postulat zwiększenia transparentności, powołania niezależnych organów nadzorczych czy zmiany systemu finansowania to tematy, które EBU będzie musiało podjąć, aby utrzymać prestiż swojego flagowego projektu w nadchodzących latach.