Gość (37.30.*.*)
Poruszanie się to dla większości z nas czynność całkowicie automatyczna, nad którą nie musimy się zastanawiać. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy nasze ciało przestaje słuchać poleceń płynących z mózgu, a każdy krok zaczyna wymagać nienaturalnego wysiłku. Jednym z takich zaburzeń jest tzw. koński chód, profesjonalnie nazywany chodem brodzącym lub ptasim. Choć nazwa może brzmieć nieco egzotycznie, dla osoby dotkniętej tym problemem oznacza on codzienną walkę z grawitacją i własną koordynacją.
Koński chód to charakterystyczny sposób poruszania się, który wynika z tzw. opadającej stopy. Osoba cierpiąca na to schorzenie nie jest w stanie samodzielnie unieść przedniej części stopy (palców) podczas robienia kroku. Aby uniknąć zahaczania palcami o podłoże i potykania się, pacjent musi nienaturalnie wysoko unosić kolano.
Cały ruch przypomina nieco sposób, w jaki koń unosi nogi podczas kłusa lub jak człowiek brodzi w głębokiej wodzie – stąd właśnie wzięły się potoczne nazwy tego zjawiska. Kiedy stopa w końcu opada na ziemię, dzieje się to gwałtownie, co często generuje charakterystyczny dźwięk „klapnięcia”.
Warto zrozumieć, że koński chód nie jest chorobą samą w sobie, lecz objawem innego problemu zdrowotnego. Najczęściej winowajcą jest uszkodzenie nerwu strzałkowego wspólnego, który odpowiada za przesyłanie sygnałów do mięśni prostowników stopy. Przyczyn takiego stanu może być jednak wiele:
Głównym objawem jest oczywiście wspomniane wysokie unoszenie kolan, ale istnieje kilka innych sygnałów, które powinny zaniepokoić:
Nerw strzałkowy przebiega bardzo powierzchownie, tuż pod skórą, w okolicach głowy kości strzałkowej (po zewnętrznej stronie kolana). To sprawia, że jest on wyjątkowo narażony na urazy uciskowe. Nawet zbyt mocne oparcie nogi o twardą krawędź krzesła podczas długiego siedzenia może doprowadzić do jego czasowego „uśpienia”.
Jeśli zauważysz u siebie lub kogoś bliskiego objawy końskiego chodu, pierwszym krokiem powinna być wizyta u neurologa. Lekarz zazwyczaj zleca badanie EMG (elektromiografię), które pozwala ocenić przewodnictwo w nerwach i sprawdzić, w którym miejscu doszło do uszkodzenia.
Leczenie zależy od przyczyny pierwotnej, ale najczęściej obejmuje:
Rokowania zależą od tego, jak szybko podjęto leczenie i jak poważne jest uszkodzenie nerwu. W przypadku ucisku mechanicznego, który został szybko usunięty, funkcja stopy często wraca do normy w ciągu kilku tygodni lub miesięcy. Jeśli jednak doszło do przerwania nerwu lub przyczyną jest zaawansowana choroba neurodegeneracyjna, proces powrotu do sprawności jest znacznie trudniejszy i wymaga długotrwałej pracy z fizjoterapeutą.
Warto pamiętać, że kluczem jest czas. Ignorowanie opadającej stopy i próba „rozchodzenia” problemu na własną rękę może doprowadzić do trwałych przykurczów i nieodwracalnych zmian w strukturze mięśni. Współczesna medycyna i rehabilitacja oferują jednak wiele narzędzi, które pozwalają pacjentom odzyskać komfort ruchu i wrócić do aktywnego życia.