Gość (37.30.*.*)
Edvard Beneš to postać, która jak mało która uosabia dramatyczne i skomplikowane losy Europy Środkowej w XX wieku. Był człowiekiem o niezwykłej inteligencji, tytanem pracy i genialnym dyplomatą, a jednak jego nazwisko do dziś budzi kontrowersje. Dla jednych to tragiczny bohater, który dwukrotnie musiał patrzeć na upadek swojego państwa, dla innych – polityk, którego naiwność i nadmierna wiara w układy międzynarodowe doprowadziły do narodowej katastrofy. Aby zrozumieć, kim był drugi prezydent Czechosłowacji, musimy przyjrzeć się nie tylko jego sukcesom, ale przede wszystkim momentom, w których historia wystawiła mu najwyższy rachunek.
Edvard Beneš od początku swojej kariery był związany z Tomášem Masarykiem, ojcem niepodległej Czechosłowacji. Podczas I wojny światowej Beneš wykazał się niesamowitą energią na emigracji, lobbując u zachodnich aliantów na rzecz powstania nowego państwa. To on, dzięki swoim kontaktom i dyplomatycznemu wyczuciu, sprawił, że sprawa czeska i słowacka stała się słyszalna w Paryżu i Londynie.
Kiedy w 1918 roku Czechosłowacja stała się faktem, Beneš objął tekę ministra spraw zagranicznych i piastował ją nieprzerwanie przez 17 lat. Był architektem tzw. Małej Ententy (sojuszu z Rumunią i Jugosławią) oraz jednym z najaktywniejszych polityków w Lidze Narodów. Wierzył głęboko, że bezpieczeństwo małych państw zależy od prawa międzynarodowego i solidnych sojuszy z mocarstwami zachodnimi, zwłaszcza z Francją. Ta wiara stała się później fundamentem jego największej tragedii.
Tragizm Beneša zaczął się we wrześniu 1938 roku. Jako prezydent stanął przed wyborem niemożliwym: walczyć samotnie przeciwko III Rzeszy, ryzykując całkowitą zagładę narodu, czy poddać się dyktatowi mocarstw w Monachium. Beneš, człowiek racjonalny do bólu, uznał, że opór zbrojny bez wsparcia Francji i Wielkiej Brytanii byłby samobójstwem.
Został zdradzony przez sojuszników, którym ufał bezgranicznie. To był moment, który złamał go psychicznie i na zawsze zmienił jego postrzeganie świata. Po dymisji udał się na emigrację, ale nie przestał walczyć. Podczas II wojny światowej w Londynie prowadził rząd na uchodźstwie, dążąc do unieważnienia układu monachijskiego i przywrócenia Czechosłowacji w jej przedwojennych granicach.
Tu dochodzimy do punktu, w którym historycy najczęściej zarzucają Benešowi naiwność. Wyciągając wnioski z "zdrady Zachodu" w Monachium, Beneš uznał, że jedynym gwarantem bezpieczeństwa Czechosłowacji po wojnie będzie Związek Radziecki. W 1943 roku, ku przerażeniu rządu polskiego na uchodźstwie i sceptycyzmowi Brytyjczyków, podpisał w Moskwie układ o przyjaźni ze Stalinem.
Na czym polegała jego naiwność? Beneš wierzył, że:
Beneš sądził, że jest w stanie "oswoić" niedźwiedzia, grając rolę cywilizowanego dyplomaty. Nie rozumiał jednak, że dla Stalina dyplomacja była jedynie zasłoną dymną dla brutalnej ekspansji terytorialnej i ideologicznej.
Po powrocie do kraju w 1945 roku Beneš próbował odbudować demokrację, ale gra toczyła się już na warunkach dyktowanych przez Moskwę. Jego zdrowie podupadało – przeszedł kilka udarów, co osłabiło jego siłę woli. Kiedy w lutym 1948 roku komuniści pod wodzą Klementa Gottwalda przeprowadzili pucz, Beneš ponownie stanął przed dylematem: wojna domowa czy kapitulacja.
Zastraszony, schorowany i odizolowany, uległ presji komunistów i przyjął dymisję demokratycznych ministrów, co otworzyło drogę do pełnej stalinizacji kraju. To był jego ostateczny upadek. Zmarł kilka miesięcy później, we wrześniu 1948 roku, jako człowiek całkowicie złamany, widząc, jak jego życiowe dzieło – wolna Czechosłowacja – znika pod butem kolejnego totalitaryzmu.
Do dziś nazwisko prezydenta budzi emocje głównie ze względu na tzw. Dekrety Beneša. Były to akty prawne wydane po wojnie, na mocy których wysiedlono z Czechosłowacji miliony Niemców sudeckich i Węgrów, konfiskując ich majątki. Choć dekrety te były odpowiedzią na okrucieństwa okupacji, do dziś są punktem spornym w relacjach Czech z Niemcami i Austrią, a sam Beneš jest przez niektóre środowiska oceniany bardzo surowo.
Tragizm Edvarda Beneša polegał na tym, że był on politykiem XIX-wiecznego formatu, próbującym grać według zasad fair play w brutalnym świecie XX-wiecznych totalitaryzmów. Jego naiwność nie wynikała z głupoty – był człowiekiem wybitnie wykształconym – ale z nadmiernego racjonalizmu. Wierzył, że inni przywódcy, w tym Stalin, będą kierować się logiką i interesem państwowym, a nie ideologicznym fanatyzmem.
Beneš dwukrotnie próbował ratować naród przed rozlewem krwi, wybierając mniejsze zło. Paradoksalnie, te decyzje doprowadziły do dekad niewoli – najpierw pod brunatnym, a potem pod czerwonym sztandarem. Pozostał symbolem polityka, który chciał dobrze, ale stał się zakładnikiem historii, której nie był w stanie kontrolować.