Jakie masz pytanie?

lub

Dlaczego niektórzy ludzie chętnie się zakładają, podczas gdy innych bardzo trudno do tego przekonać?

Dopaminowy mechanizm nagrody Różnice w podejściu do ryzyka Poszukiwacze wrażeń a stabilność
avatar

Gość (37.30.*.*)



Odpowiedź:

Zjawisko zakładania się towarzyszy ludzkości od wieków – od antycznych igrzysk, przez salony hazardowe, aż po koleżeńskie „o piwo” przy oglądaniu meczu. Jednak to, co dla jednej osoby jest ekscytującym dreszczykiem emocji, dla innej może być źródłem niepotrzebnego stresu lub kompletnie niezrozumiałą stratą zasobów. Różnice w podejściu do zakładów nie wynikają jedynie z zasobności portfela, ale przede wszystkim z unikalnej mieszanki psychologii, biologii oraz indywidualnych doświadczeń życiowych.

Biologia ryzyka, czyli magia dopaminy

Kluczem do zrozumienia, dlaczego niektórzy uwielbiają się zakładać, jest chemia naszego mózgu, a konkretnie dopamina. To neuroprzekaźnik odpowiedzialny za odczuwanie przyjemności i nagrody. U osób, które chętnie podejmują ryzyko, układ nagrody jest często bardziej reaktywny. Już sama myśl o potencjalnej wygranej powoduje u nich wyrzut dopaminy, co wprawia w stan euforii.

Co ciekawe, badania sugerują, że u „ryzykantów” mózg reaguje silnie nie tylko na samą wygraną, ale również na bliską przegraną (tzw. near-miss). Dla kogoś, kto kocha zakłady, sytuacja, w której „prawie wygrał”, nie jest sygnałem do odwrotu, lecz bodźcem, by spróbować jeszcze raz. Z kolei osoby unikające zakładów mają zazwyczaj silniej rozwinięte mechanizmy hamujące w korze przedczołowej, które nakazują im chłodną analizę strat zamiast emocjonalnego podążania za nagrodą.

Osobowość i poszukiwanie wrażeń

Psycholodzy często odwołują się do modelu Wielkiej Piątki, aby wyjaśnić różnice w zachowaniach. Osoby chętnie się zakładające zazwyczaj wykazują wysoki poziom ekstrawersji oraz otwartości na doświadczenia. Często są to tak zwani „poszukiwacze wrażeń” (sensation seekers), którzy potrzebują intensywnych bodźców, aby czuć, że żyją.

Z drugiej strony mamy osoby o wysokim poziomie neurotyczności lub dużej ugodowości. Dla nich ryzyko utraty pieniędzy, a co ważniejsze – utraty twarzy w przypadku przegranej – jest paraliżujące. Tacy ludzie cenią sobie stabilność i przewidywalność. Zakład jest dla nich wprowadzeniem chaosu do uporządkowanego świata, co wywołuje dyskomfort zamiast ekscytacji.

Pułapka nadmiernej pewności siebie i iluzja kontroli

Dlaczego niektórzy są tak pewni swego, że postawiliby na szali ostatnie oszczędności? Tutaj do głosu dochodzą błędy poznawcze. Jednym z najważniejszych jest iluzja kontroli. Ludzie chętnie zakładają się o rzeczy, na które – w ich mniemaniu – mają wpływ lub o których mają dużą wiedzę (np. wyniki sportowe czy polityczne). Wierzą, że ich analiza jest nieomylna, ignorując czynnik losowy.

Osoby stroniące od zakładów często mają bardziej realistyczne (lub pesymistyczne) podejście do rachunku prawdopodobieństwa. Rozumieją, że nawet przy ogromnej wiedzy, przypadek odgrywa kluczową rolę. Dla nich zakład to nie test wiedzy, ale niepotrzebne wystawianie się na działanie ślepego losu.

Awersja do strat – dlaczego przegrana boli bardziej?

W psychologii ekonomicznej istnieje pojęcie awersji do strat, spopularyzowane przez Daniela Kahnemana i Amosa Tversky’ego. Z ich badań wynika, że ból po stracie 100 złotych jest psychologicznie około dwa razy silniejszy niż radość z zyskania tej samej kwoty.

U osób, które trudno namówić na zakład, ta asymetria jest wyjątkowo silna. Nawet jeśli szanse na wygraną wynoszą 50/50, wizja utraty tego, co już posiadają, jest tak dotkliwa, że blokuje jakąkolwiek chęć podjęcia wyzwania. Ryzykanci natomiast potrafią „wyłączyć” ten mechanizm lub ich mózg interpretuje potencjalną wygraną jako znacznie bardziej wartościową niż ewentualną stratę.

Ciekawostka: Czy geny decydują o hazardzie?

Istnieją badania sugerujące, że pewne warianty genów (np. związane z receptorami dopaminy D4) mogą korelować z większą skłonnością do zachowań ryzykownych. Nie oznacza to, że rodzimy się „hazardzistami”, ale niektórzy z nas mogą mieć biologiczną predyspozycję do szukania silniejszych wrażeń, co objawia się właśnie poprzez chęć do częstych zakładów.

Wpływ wychowania i kultury

Nie bez znaczenia jest środowisko, w którym dorastaliśmy. Jeśli w domu rodzinnym zakłady były formą zabawy lub elementem tradycji (np. wspólne obstawianie wyników podczas niedzielnych obiadów), naturalnie będziemy do tego podchodzić z większym entuzjazmem. Jeśli natomiast hazard był przedstawiany jako zło wcielone i prosta droga do ruiny, prawdopodobnie będziemy odczuwać wewnętrzny opór przed każdą formą zakładu, nawet tą najbardziej niewinną.

Warto też zauważyć, że dla wielu osób zakład to nie tylko kwestia pieniędzy, ale narzędzie społeczne. To sposób na budowanie więzi, rywalizację w grupie i pokazanie swojej dominacji intelektualnej. Dla innych z kolei, publiczna przegrana jest naruszeniem ich statusu i poczucia wartości, dlatego wolą pozostać bezpiecznymi obserwatorami.

Podziel się z innymi: