Gość (83.4.*.*)
Centralny Port Komunikacyjny (CPK) jest jednym z największych i najbardziej ambitnych projektów infrastrukturalnych w historii współczesnej Polski. Nic dziwnego, że stał się również polaryzującym tematem w debacie politycznej. Tendencyjne stwierdzenie, które sprowadzało motywację budowy CPK do hasła „trzeba zbudować CPK, aby Niemcy mieli gorzej”, zamiast skupić się na strategicznych i ekonomicznych korzyściach dla Polski, wywołało falę kontrowersji i stało się narzędziem w rękach przeciwników projektu. Aby zrozumieć, dlaczego tak się stało, należy przeanalizować kontekst geopolityczny, ekonomiczny i retorykę polityczną.
Sedno kontrowersji tkwi w zmianie perspektywy z czysto ekonomicznej i rozwojowej na czysto geopolityczną i rywalizacyjną. CPK jest projektowany jako hub lotniczy, który ma konkurować z największymi portami przesiadkowymi w Europie, w tym przede wszystkim z lotniskiem we Frankfurcie nad Menem (FRA) oraz Schiphol w Amsterdamie (AMS). Zbudowanie w Polsce potężnego węzła przesiadkowego naturalnie oznacza, że część ruchu pasażerskiego i cargo, która dotychczas trafiała do hubów zachodnioeuropejskich, mogłaby zostać przekierowana do Polski.
Właśnie ten aspekt konkurencji został wykorzystany przez polityków Prawa i Sprawiedliwości (PiS) i Konfederacji. Zamiast akcentować, że Polska gospodarka zacznie zarabiać na CPK (co jest celem każdego dużego projektu infrastrukturalnego), retoryka często skupiała się na:
Stwierdzenie, które stawia szkodzenie innemu państwu (zwłaszcza kluczowemu partnerowi w Unii Europejskiej) jako główny cel polityki, jest krytykowane z kilku kluczowych powodów:
Współczesna polityka europejska opiera się na zasadzie współpracy i konkurencji na równych zasadach rynkowych. Otwarcie mówienie, że celem jest pogorszenie sytuacji gospodarczej innego kraju członkowskiego, jest sprzeczne z duchem Unii Europejskiej, która promuje integrację i wzajemne korzyści. Taki język jest postrzegany jako promowanie dyskryminacji lub co najmniej wrogiej rywalizacji, co może negatywnie wpływać na wizerunek Polski i jej relacje dyplomatyczne, zwłaszcza z Berlinem.
Koncentracja na "szkodzeniu Niemcom" odwraca uwagę od faktycznych, merytorycznych argumentów za CPK, takich jak:
Kiedy debata sprowadza się do haseł nacjonalistycznych, traci na znaczeniu analiza kosztów, rentowności i czasu zwrotu z inwestycji, co jest nieprofesjonalne i ułatwia krytykom podważanie całego projektu.
Dla przeciwników budowy CPK, w tym głównie Platformy Obywatelskiej (PO), a także części środowisk sceptycznych wobec kosztów i skali projektu, takie hasła stały się idealnym orężem.
Platforma Obywatelska (PO): PO, która w pewnym momencie przeszła od poparcia do krytyki CPK (często w ramach tzw. "totalnej wojny retorycznej": jeśli PiS jest za, to PO musi być przeciw) , mogła wykorzystać tę retorykę, by przedstawić projekt jako:
Środowiska KORWiN/Konfederacja: Choć Konfederacja generalnie popiera CPK, jej bardziej wolnorynkowe i sceptyczne skrzydło (historycznie związane z KORWiN) mogło krytykować taką retorykę jako populistyczną i odwracającą uwagę od ekonomicznych podstaw projektu. Co więcej, wewnątrz samej Konfederacji istnieją frakcje, które krytykują sposób realizacji projektu przez PiS, wskazując na potencjalne afery lub niegospodarność . Retoryka "Niemcy mają gorzej" mogła być postrzegana jako zasłona dymna dla problemów wykonawczych.
Podsumowując, tendencyjne hasło "trzeba zbudować CPK, aby Niemcy mieli gorzej" było polityczną pułapką. Z jednej strony, skutecznie mobilizowało elektorat o silnych antyniemieckich i rywalizacyjnych nastrojach, z drugiej jednak, było to hasło na tyle skrajne i sprzeczne z zasadami współpracy europejskiej, że ułatwiło przeciwnikom projektu jego dyskredytację, sprowadzając merytoryczną debatę do poziomu emocjonalnej, nacjonalistycznej retoryki.