Gość (83.4.*.*)
Wydarzenie z 12 grudnia 2023 roku, kiedy poseł Grzegorz Braun użył gaśnicy proszkowej do zgaszenia zapalonych świec chanukowych w holu Sejmu, wywołało w Polsce i na świecie ogromny skandal polityczny i obyczajowy. Incydent ten, który miał miejsce w trakcie trwającej uroczystości związanej ze świętem Chanuki, natychmiast podzielił opinię publiczną, a argumenty zwolenników i przeciwników działania posła Brauna stały się przedmiotem intensywnej debaty.
Zdecydowana większość polskiej sceny politycznej, środowisk religijnych, a także komentatorów i mediów, potępiła czyn Grzegorza Brauna, uznając go za akt wandalizmu, antysemityzmu i naruszenia porządku prawnego i obyczajowego.
Głównym i najczęściej podnoszonym argumentem było uznanie działania Brauna za jawny akt antysemityzmu i nienawiści na tle religijnym. Zgaszenie chanukiji, symbolu ważnego święta żydowskiego, w miejscu publicznym, jakim jest polski parlament, zostało odebrane jako celowe znieważenie mniejszości religijnej. Wielu komentatorów, w tym ambasador Izraela w Polsce, określiło to jako hańbiące zachowanie i przejaw nienawiści do konkretnej religii.
Krytycy podkreślali, że działanie posła Brauna było naruszeniem porządku prawnego i nietykalności Sejmu jako miejsca pracy i symbolu państwowości. Użycie gaśnicy w budynku publicznym, co doprowadziło do zadymienia korytarzy proszkiem, zostało uznane za wandalizm i stwarzanie zagrożenia. Marszałek Sejmu Szymon Hołownia natychmiast wykluczył posła z obrad i zapowiedział skierowanie wniosku do prokuratury, a Prezydium Sejmu nałożyło na Brauna maksymalne kary finansowe przewidziane regulaminem, w tym odebranie połowy uposażenia poselskiego na trzy miesiące i całości diety parlamentarnej na pół roku. Później Sejm uchylił posłowi immunitet.
Uroczystości chanukowe są organizowane w Sejmie od kilkunastu lat i są symbolem otwartości polskiego państwa na mniejszości religijne i tradycję wielokulturowości. Przeciwnicy Brauna argumentowali, że jego czyn był atakiem na ten symbol tolerancji, a tym samym na podstawowe wartości demokratycznego państwa. Rabin Szalom Ber Stambler, lider grupy Chabad Lubawicz, która organizowała uroczystość, stwierdził, że poseł Braun osiągnął efekt odwrotny do zamierzonego.
Incydent natychmiast obiegł światowe media, co zdaniem krytyków, przyniosło Polsce ogromny wstyd na arenie międzynarodowej. Podkreślano, że takie zachowanie w parlamencie jest postrzegane jako przejaw skrajnego antysemityzmu, co szkodzi wizerunkowi kraju.
Zwolennicy Grzegorza Brauna, choć stanowiący mniejszość, bronili jego działania, opierając się na argumentach związanych z suwerennością, religią i polityką międzynarodową.
Główna linia obrony opierała się na twierdzeniu, że Braun bronił polskiej suwerenności i chrześcijańskiego charakteru polskiego państwa. Sam Braun, zabierając głos po incydencie, stwierdził, że w Sejmie "nie może być miejsca na akty rasistowskiego, plemiennego, dzikiego, talmudycznego kultu". Argumentował, że przywracał "stan normalności i równowagi, kładąc kres aktom satanistycznego, talmudycznego, rasistowskiego tryumfalizmu". W tej narracji, obecność chanukiji w Sejmie była postrzegana jako narzucanie obcej, niechrześcijańskiej tradycji w centrum polskiej władzy.
Część zwolenników Brauna postrzegała jego działanie jako wyraz sprzeciwu wobec polityki Izraela i rzekomego "syjonistycznego wpływu" na polskie instytucje. W ich interpretacji, Chanuka w Sejmie nie była tylko świętem religijnym, ale polityczną manifestacją, której należało się przeciwstawić.
Niektórzy zwolennicy twierdzili, że działanie Brauna było protestem przeciwko podwójnym standardom w traktowaniu różnych religii i symboli. Pojawiały się głosy, że o ile ataki na polskie kościoły i symbole chrześcijańskie są często tolerowane, o tyle reakcja na zgaszenie chanukiji jest przesadna. Jarosław Kaczyński, choć krytykował Brauna, nawiązał do tego kontekstu, mówiąc, że incydent jest wynikiem tego, że "wolno było atakować kościoły".
Wyrazem poparcia dla posła Brauna było zorganizowanie w internecie zbiórki pieniędzy na pokrycie nałożonych na niego kar finansowych. W krótkim czasie zebrano znaczną kwotę (ponad 70 tys. zł), co świadczyło o istnieniu grupy osób, które utożsamiały się z jego motywacją i postrzegały go jako ofiarę politycznej poprawności.
Incydent z Grzegorzem Braunem i chanukiją szybko nabrał kontekstu politycznego. Pomimo potępienia ze strony innych ugrupowań, w tym liderów Konfederacji, z której Braun pochodził (został zawieszony w prawach członka klubu), zachowanie posła stało się symbolem skrajnych podziałów w polskim społeczeństwie i polityce. Dla przeciwników był to dowód na konieczność walki z antysemityzmem i mową nienawiści w życiu publicznym, natomiast dla zwolenników – radykalny, ale konieczny akt obrony tożsamości narodowej i religijnej w obliczu postrzeganej dominacji obcych wpływów.