Gość (37.30.*.*)
To powiedzenie jest jednym z najtrafniejszych i najbardziej gorzkich spostrzeżeń na temat ludzkiej natury i zarządzania zasobami. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się absurdalne – w końcu prowizorka z definicji jest słabsza i mniej trwała – w praktyce okazuje się, że tymczasowość ma niezwykłą tendencję do... zastygania w czasie.
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź kryje się nie w fizyce materiałów, ale w psychologii podejmowania decyzji i ekonomii wysiłku.
Zacznijmy od definicji. Prowizorka to rozwiązanie doraźne, stworzone w celu zaspokojenia pilnej, bieżącej potrzeby, z założeniem, że w przyszłości zostanie zastąpione przez rozwiązanie docelowe, lepiej przemyślane i solidniejsze.
Paradoks polega na tym, że choć materiały użyte do prowizorki (taśma klejąca, sznurek, sklejka, prowizoryczne oprogramowanie) są obiektywnie mniej trwałe, to sama decyzja o jej zastąpieniu jest odkładana w nieskończoność. I tak oto, tymczasowy mostek w zębie, naprawa rury za pomocą gumy i opasek zaciskowych, czy "przejściowy" system informatyczny działają przez lata, a nawet dziesięciolecia.
Ciekawostka: W architekturze i budownictwie, zwłaszcza po wojnach, powstawały całe osiedla, które miały być "tymczasowe". Wiele z nich, choćby baraki robotnicze czy pawilony handlowe, przetrwało znacznie dłużej niż planowano, stając się stałym elementem krajobrazu.
Skłonność do utrwalania prowizorek wynika z kilku potężnych mechanizmów psychologicznych i ekonomicznych.
To jest główny winowajca. Efekt utopionych kosztów to błąd poznawczy, który sprawia, że ludzie mają tendencję do kontynuowania przedsięwzięcia (lub trzymania się danej decyzji) tylko dlatego, że już zainwestowali w nie czas, pieniądze lub wysiłek, nawet jeśli dalsze trwanie w tym jest nieracjonalne.
W przypadku prowizorki działa to tak:
Decyzja o stworzeniu rozwiązania docelowego wymagałaby przyznania, że dotychczasowy wysiłek (utopiony koszt) był tylko etapem, a nie celem. Łatwiej jest po prostu zostawić to, co działa.
Inercja to psychologiczna i fizyczna tendencja do pozostawania w obecnym stanie. Jeżeli prowizorka działa wystarczająco dobrze, nie ma pilnej potrzeby jej zmiany. Zmiana wymaga energii, a ludzki mózg naturalnie dąży do oszczędzania zasobów.
Dopóki prowizorka nie zawiedzie spektakularnie (nie pęknie rura, nie zawiesi się system), jej wymiana ląduje na samym dole listy priorytetów, pod hasłem "kiedyś, jak będziemy mieć więcej czasu/pieniędzy". A ten moment, jak wiemy, rzadko nadchodzi.
Psychologia behawioralna uczy nas, że odczuwamy stratę znacznie silniej niż zysk o tej samej wartości.
Wiele osób woli uniknąć pewnej straty (pieniądze na nowe rozwiązanie) niż dążyć do niepewnego zysku (większy komfort w przyszłości).
Kiedy prowizorka działa przez jakiś czas, ludzie się do niej przyzwyczajają, a nawet uczą się obchodzić jej niedoskonałości. To, co na początku było uciążliwe, staje się "normalnym" elementem otoczenia.
Ta adaptacja tworzy złudzenie, że problem został trwale rozwiązany, a koszt mentalny związany z "nauczeniem się" tej prowizorki również staje się utopionym kosztem, który trudno porzucić.
Dosłownie – nie. Prowizorka zrobiona z gorszych materiałów i bez solidnego planu jest mniej trwała niż rozwiązanie docelowe.
Jednak w kontekście ludzkich decyzji i organizacji pracy, powiedzenie to jest absolutnie prawdziwe. Prowizorki są najtrwalsze, ponieważ:
Dlatego, jeśli chcesz, aby coś stało się stałe, nazwij to "tymczasowym" i zrób to "na szybko" – z dużym prawdopodobieństwem zostanie z Tobą na długie lata.