Gość (37.30.*.*)
Maksyma „Wiem, że nic nie wiem” to jedno z najpotężniejszych i najbardziej paradoksalnych stwierdzeń w historii filozofii. Choć na pierwszy rzut oka brzmi jak rezygnacja z poznania, w rzeczywistości jest to klucz do prawdziwej mądrości i fundamentalna zasada, która odmieniła sposób myślenia o wiedzy.
Słowa te są nieodłącznie związane z postacią Sokratesa, jednego z najważniejszych myślicieli starożytnej Grecji. Co ciekawe, sam Sokrates niczego nie spisał, a jego nauki znamy głównie dzięki pismom jego ucznia, Platona, zwłaszcza z dialogu „Obrona Sokratesa”.
Historia głosi, że przyjaciel Sokratesa, Chajrefont, zapytał wyrocznię w Delfach, czy jest ktoś mądrzejszy od Sokratesa. Wyrocznia odpowiedziała, że nie ma. Sokrates, zaskoczony i daleki od pychy, postanowił to sprawdzić. Zaczął rozmawiać z ludźmi uchodzącymi za mądrych: politykami, poetami, rzemieślnikami.
W trakcie tych rozmów, stosując swoją słynną metodę elenktyczną (polegającą na zadawaniu pytań i kwestionowaniu założeń), Sokrates odkrywał coś zaskakującego. Okazywało się, że choć ci ludzie posiadali wiedzę w swoich dziedzinach, to byli przekonani, że wiedzą o wiele więcej, niż w rzeczywistości. Byli pewni swojej wszechwiedzy.
Sokrates doszedł do wniosku, że jego przewaga polega na tym, że jako jedyny jest świadomy swojej niewiedzy. Stąd wzięło się słynne stwierdzenie: „Wiem, że nic nie wiem”.
Prawdziwe znaczenie tej maksymy wykracza daleko poza proste przyznanie się do braku wiedzy:
To jest sedno sprawy. Sokrates uważał, że pierwszy krok do poznania prawdy to uświadomienie sobie własnej niewiedzy. Człowiek, który myśli, że wie wszystko, zamyka się na dalszą naukę i rozwój. Mędrzec, w przeciwieństwie do głupca, ma świadomość, jak niewiele w rzeczywistości wie w obliczu ogromu wszechświata i tajemnic życia. To nie jest deklaracja ignorancji, ale deklaracja pokory intelektualnej.
Jeśli wiesz, że nic nie wiesz, to naturalnie dążysz do nauki. Maksyma Sokratesa jest motorem napędowym do nieustannego kwestionowania, zadawania pytań i poszukiwania. To właśnie ta świadomość niewiedzy sprawia, że filozofia (dosłownie „umiłowanie mądrości”) i nauka w ogóle mogą się rozwijać. Dopiero przyznanie się do ograniczeń poznawczych otwiera drogę do głębszego zrozumienia.
Samo stwierdzenie jest paradoksem: jeśli wiesz, że nic nie wiesz, to już wiesz coś bardzo ważnego – znasz granice swojej wiedzy. To jest najwyższa forma mądrości. Sokrates nie twierdził, że wiedza jest niemożliwa do osiągnięcia, ale że jest dynamiczna, względna i wymaga ciągłego wysiłku, a nie arogancji intelektualnej.
W czasach Sokratesa w Atenach wielką popularnością cieszyli się sofiści – wędrowni nauczyciele, którzy za pieniądze uczyli retoryki i praktycznych umiejętności potrzebnych w polityce. Uważali oni umiejętność zdobywania władzy za cnotę. Sokrates ostro się im sprzeciwiał. Uważał, że prawdziwa cnota (arete) to znajomość prawdziwego dobra, a do niej można dotrzeć jedynie poprzez prawdziwą wiedzę (episteme), a nie powierzchowne umiejętności (techne). Maksyma „Wiem, że nic nie wiem” była więc również krytyką pychy i pozornej mądrości sofistów, którzy twierdzili, że mogą nauczyć wszystkiego.
W dobie społeczeństwa informacyjnego, gdzie wiedza jest na wyciągnięcie ręki, maksyma „Wiem, że nic nie wiem” jest bardziej aktualna niż kiedykolwiek.
Współczesna psychologia potwierdza spostrzeżenia Sokratesa. Efekt Dunninga-Krugera opisuje zjawisko, w którym osoby niewykwalifikowane w danej dziedzinie mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności, podczas gdy eksperci często je nie doceniają. Innymi słowy, ci, którzy wiedzą najmniej, są najbardziej pewni siebie, a ci, którzy wiedzą najwięcej, są świadomi złożoności problemu i swoich ograniczeń. Sokrates byłby dumny!
W świecie przepełnionym informacjami, gdzie łatwo o fałszywe wiadomości i powierzchowne opinie, sokratejska postawa staje się tarczą. Zamiast bezkrytycznie przyjmować informacje, powinniśmy podchodzić do nich z pokorą, kwestionować własne założenia i przyznawać, że zawsze jest więcej do nauczenia się.
Maksyma „Wiem, że nic nie wiem” to nie pesymistyczne podsumowanie, lecz optymistyczne wezwanie do ciągłego rozwoju. To zaproszenie do rozpoczęcia podróży, która zmienia życie – podróży w głąb siebie i w poszukiwaniu prawdy.